Więcej o rodzinie Kaczmarków | Polscy Sprawiedliwi

Rodzina Kaczmarków

powiększ mapę

Audio

3 audio

Więcej o rodzinie Kaczmarków

Alina Gronek urodziła się w 1931 roku w Chełmnie na Pomorzu, gdzie jej ojciec pracował jako instruktor w szkole kadetów. W 1935 roku jej rodzice, Franciszek i Jadwiga Kaczmarkowie wraz z Aliną i jej sześcioletnim bratem, Lucjanem przeprowadzili się do Warszawy, gdzie ojciec został instruktorem w szkole podchorążych lotnictwa. Zamieszkali w kamienicy przy ul. Narbutta 44.

Żydzi warszawscy przed wojną

Przed wojną państwo Kaczmarkowie nie mieli znajomych Żydów. Pani Alina pamięta, że matka robiła u Żydów zakupy: „mama moja futro z fok to sobie na targu u żydowskiego kuśnierza kupowała i czasem na Kercelak się jeździło tam jakieś zakupy robić (...) no i na Madalińskiego był bazar, gdzie też Żydzi handlowali. Śledziami na przykład to się uliki kupowało to były takie tłuste śledzie. To Żydzi się tym specjalizowali. Ale mieszkał też u nas w suterenie Żyd z taką długą brodą i miał syna. (...) i on był zdunem.”

Wybuch wojny i pierwsi ukrywani

Po wybuchu wojny ojciec, jako wojskowy, brał udział w obronie stolicy. Po 17 września znalazł się we wschodniej części Polski. Został aresztowany przez Rosjan, uciekł z transportu na Wchód i przedarł się na zachód do Francji, a po jej upadku do Anglii. Pani Jadwiga z dwójką dzieci została w Warszawie.

Warunki w okupowanym mieście szybko się pogarszały, zaczynało brakować żywności. W tej sytuacji Jadwiga Kaczmarek postanowiła wynająć pokój sublokatorce. „Było źle. [Matka] zdolna była. Nie była krawcową zawodową, ale umiała szyć i miała maszynę, także tym szyciem sobie zarabiała, ale stwierdziła, że wynajmie jeden pokój sublokatorowi (…). I dała ogłoszenie i z tego ogłoszenia przyszła właśnie (…) pani Kazia”.

Jadwiga Kaczmarek zaprzyjaźniła się z nową lokatorką, jednak pani Kazia zwlekała z meldunkiem. Jadwiga szybko domyśliła się, że Kazia jest Żydówką. Dzięki swoim kontaktom z AK wystarała się o kenkartę dla Kazi po zmarłej kobiecie, która pasowała do niej wiekiem. „No, to się Kazia zaczęła nazywać Otylia Maciąg”.

Jeszcze przed Powstaniem w Getcie w kwietniu 1943 r. do mieszkania państwa Kaczmarek zapukał brat Kazi – Izaak. Odwiedzał on swoją siostrę kilkukrotnie, a z czasem zaczął przyprowadzać ze sobą kolejnych członków rodziny - żonę, kuzynów.

W sumie przez mieszkanie przy Narbutta przewinęło się 8 osób. Większość z nich ukrywała się przez kilka miesięcy; potem przeprowadzeni zostali do nowej kryjówki na Żoliborzu.

Ukrywani

Kazimiera Czackis, po wojnie Kay Weingarten
Do Kaczmarków wprowadziła się w sierpniu 1942 roku, miała 27 lat. Mieszkała u nich do maja 1944. Żeby się utrzymać, udzielała korepetycji z języka angielskiego, uczyła również dwunastoletnią wówczas Alinę. Czasem przychodziły do niej paczki z Francji z kosmetykami, które następnie sprzedawała.

Miała tzw. dobry wygląd i dokumenty, więc jako jedyna spośród ukrywanych wychodziła z domu. Jak wspomina Alina Gronek: „ona w tej Gwardii Ludowej tam też coś robiła (...) i wychodziła normalnie. Wychodziła do fryzjera. Tleniła się na (...) blond, a miała takie piękne włosy, jak to Żydzi, takie gęste, wspaniałe włosy. (...) To Kazia sobie też jedzenie sama kupowała.”

W 1944 roku pani Kazia zmuszona była opuścić dom państwa Kaczmarków. Pisze pani Jadwiga w relacji dla ŻIH: „Pani Kazimiera w wyniku przychodzących do nas anonimów podpisywanych pseudonimem >>przyjaciel<< sugerujących, że pani Czackis grozi niebezpieczeństwo, poczuła się zagrożona i w maju 1944 r. znalazłam dla niej pracę wychowawczyni dzieci w zamożnej rodzinie w Aninie”.

Pani Alina wspomina inną niebezpieczną sytuację. Pewnego dnia usłyszała pukanie do drzwi: „Na łańcuch były drzwi zamknięte. Ja otworzyłam i przez tą szparę niewidomy taki (...) Myśmy się kapnęli z bratem od razu, że on udaje (...). Ale on mówi: >>Jest tu Żydówka<< i chce pieniędzy, i jakąś tam dużą sumę powiedział. >>Nikogo tu nie ma<< - mówię - >>Niech Pan idzie<< i zamknęłam te drzwi.

On mówi, że czeka na skwerku na pieniądze, bo jak nie to on wie, co ma robić. (..) Patrzę przez okno, a oni sobie rozłożyli jakiś kocyk i tam jest ten niby niewidomy, jakaś kobieta z nim, czy dwie i czekają na te pieniądze. I ja mówię do Kazi, jak jest. Ona się szybko ubrała i mówi: >>To ja wychodzę, a wrócę za parę godzin i dasz mi znak z okna (...).W końcu im się znudziło, tym szantażystom i poszli. I więcej się już nie pokazali.”

Blanche Goldszpiner (Teresa Kwiatkowska), lat trzydzieści parę, z córką Daisy (Danusią), po wojnie Daisy Grob, lat kilkanaście

W mieszkaniu państwa Kaczmarek Blanche przebywała od kwietnia do października 1943 r., a jej córka od października 1942 r. do kwietnia 1944 r.

Jak wspomina Alina „z tą Daisy to bardzo żeśmy się zaprzyjaźniły, przebierałyśmy się, malowałyśmy się kosmetykami mojej mamy, no i jak to dziewczynki w tym wieku. Danusia Kwiatkowska, czyli Daisy, to mi powiedziała w sekrecie, że ma na imię Daisy, nie żadna Danusia”.
Danusia przeniosła się później wraz z matką na plac Wilsona. Alina jeździła tam na lekcje angielskiego, więc dziewczynki widywały się do czasu, gdy Daisy została ukryta w klasztorze w Sobolewie. Jej matka zginęła podczas Powstania Warszawskiego.

Mira Czackis, około 30 lat

Żona Izaaka Czackisa, bratowa Kazimiery. Ukrywała się u Kaczmarków od kwietnia do października 1943.

Izaak i Róża Blas, oboje około trzydziestki

Izaak był bratem Miry Czackis. Na Narbutta 44 przebywali 1 dzień. Potem przenieśli się do państwa Tauletz na Miłobędzką, a następnie ukrywali się w Limanowej 25 km na zachód od Nowego Sącza.

Ich synowie: Aleksander (9 lat) i Robert (7 lat) Blas

Ukrywali się w mieszkaniu państwa Kaczmarek od kwietnia do grudnia 1943. Jeden z chłopców trafił potem do Limanowej, a drugiego do mieszkania na Marszałkowskiej przeprowadziła śpiewaczka operowa Olga Orleńska. Podobno doczekał w nim sam wyzwolenia w styczniu 1945.

Życie codzienne

Poza panią Kazią nikt z ukrywanych nie miał pieniędzy, więc pani Jadwiga dzieliła się z nimi tym, co miała: „te zakupy to się robiło większe niż normalne. Nie przynosiło się od razu całego worka tylko albo ziemniaki, albo chleb. Zresztą z tym chlebem to też nie było tak, bo chleb był na kartki. No, to trzeba było to wszystko dla nich załatwić, bo przecież oni po zakupy nie mogli pójść do sklepu”. Pranie rozwieszało się na strychu zamykanym na klucz, tak że nikt z sąsiadów nie mógł zobaczyć, czy jest go więcej niż zwykle.

Kryjówka

Ukrywani nigdy nie wychodzili na zewnątrz – tylko wieczorami mogli wyjść na balkon, za to po mieszkaniu chodzili swobodnie. Rodzina nie miała przygotowanego żadnego scenariusza na wypadek rewizji czy najścia szmalcowników. Tylko dla dzieci przygotowana była w kuchni kryjówka: „W kuchni była też taka wnęka dla służącej, za zasłoną. Tam się mieściło łóżko, jakaś szafka. Nad całą tą częścią był taki wielki pawlacz (...) z tego stołu [w kuchni] można było włazić do pawlacza. No, i wtedy, jak ktoś miał przyjść niepowołany (...) to wszystko się właziło do tego, zamykało kluczyk, ten pawlacz i tam mieli cicho siedzieć.”

Rola dzieci

Alina z bratem w pełni świadomie uczestniczyli w ukrywaniu Żydów „musiała mamusia nas wciągnąć, bo dzieciaki to przecież (…) w berka grają, albo w piłkę na tym skwerku i widzą, kto się kręci, mają kolegów. Wszystkich się znało w okolicy, lepiej niż moja mama. Gdzie kto mieszka (…) dzieciaki najlepiej mogą pilnować”. Alina i Lucjan brali też bezpośredni udział w przerzuceniu dwóch żydowskich chłopców do nowej kryjówki: „Zima, śnieg. To tam, jak Niemcy szli, to myśmy się kulami śnieżnymi [obrzucali] tak się niby bawili”.

Poza dziećmi pani Jadwigi w ukrywaniu uczestniczyły tylko zaufane osoby, które załatwiały Żydom nowe kryjówki; dopiero po wojnie państwo Kaczmarkowie dowiedzieli się, że niektórzy z sąsiadów czegoś się domyślali.

Po wojnie

Poza Izaakiem Czackisem, bratem Kazi, który zginął podczas próby wyprowadzenia z getta kolejnych osób i Blanche Goldszpiner, wszyscy ukrywani przez rodzinę Kaczmarków przeżyli wojnę.

Jeszcze przed Powstaniem Warszawskim, ze względu na pogarszające się warunki bytowe Kazia uciekła do Lublina, gdzie zaciągnęła się do wojska. Po wojnie wyemigrowała do USA wraz z Daisy Goldszpiner. Mieszkała w Los Angeles, wyszła za mąż, miała dwóch synów. Do końca życia utrzymywała kontakt z państwem Kaczmarek, przyjechała też w odwiedziny do Polski.

Daisy zamieszkała w Nowym Jorku, gdzie wyszła za mąż i przyjęła nazwisko Grob. Miała dwie córki. Przez pewien czas korespondowała z panią Aliną.

Brat Aliny - Lucjan zginął w Powstaniu Warszawskim. Pani Alina z matką uniknęły obozu w Pruszkowie i mieszkały przez jakiś czas we Włochach u rodziny. Z Anglii wrócił ojciec Aliny i wszyscy przeprowadzili się do Szczecina.

Pamiętając o pomocy i przyjaźni okazanej jej podczas wojny, Kay Weingarten (Kazia) wystąpiła do Yad Vashem o przyznanie medalu Jadwidze i Alinie Kaczmarek. Zostały nim odznaczone w 1983 roku. W 2000 roku tytuł Sprawiedliwego otrzymał pośmiertnie Lucjan.

Pytana w wywiadzie dla Muzeum Historii Żydów Polskich czy zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa, pani Alina odpowiada: „Wie Pani, że świadoma to ja tam byłam. Wiedziałam na przykład, że jest kara śmierci. Nie kara śmierci dla nas, tylko dla całej kamienicy, bo podobno, tak słyszałam, potrafili powystrzelać cały dom, jak znaleźli jakieś gniazdo takie, ukrywania Żydów (…). To się wiedziało o tym, tylko czy się człowiek na co dzień bał? (...) Przecież trzeba było iść do domu, lekcje odrobić i mieć tą tajemnicę. Patrzeć, kto tam się kręci, co robi, czym się interesuje”. I dodaje: „No, baliśmy się też, ale to nie był taki paniczny lęk (…) uważaliśmy, że robimy coś dobrego, coś chwalebnego, że można nas za to pochwalić (…) pewnie mama nam to wpoiła, tak myślę.”

Historie pomocy w okolicy

Więcej

Bibliografia

  • Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, 349, 2504
  • Kacprzyk Marta, Wywiad z Aliną Gronek, Warszawa 3.04.2009