W latach okupacji niemieckiej Juliusz Saloni, jego żona, Jadwiga Strzelecka primo voto Saloni, oraz ojciec, Julian Saloni, pomagali przetrwać po „aryjskiej stronie” Józefowi i Barbarze Dąbiom oraz ich córce, Irenie. W swoim mieszkaniu małżeństwo przez kilka tygodni ukrywało też osiemnastoletniego Jurka Milejkowskiego, uciekiniera z transportu do niemieckiego nazistowskiego ośrodka zagłady w Treblince, późniejszą ofiarę powstania warszawskiego. Rodzinie Dąbiów oraz Henrykowi Krupnikowi para pomogła dostać się do kolejnej kryjówki – w Grodzisku Mazowieckim.
Kontakty Juliusza Saloniego z gettem warszawskim i żydowskimi robotnikami
Juliusz Saloni wychował się w domu, w którym często gościli Polacy i Żydzi. W czasie okupacji, aby uniknąć wywózki na roboty przymusowe, pracował w niemieckiej firmie zwożącej złom z nieczynnych warszawskich fabryk i warsztatów. Kontakt z gettem warszawskim nawiązał jako członek Socjalistycznej Organizacji Bojowej: dostarczał żywność, fałszywe dokumenty, prasę.
Latem 1942 r. do pomocy polskim pracownikom firmy oddelegowano Żydów. Podczas masowych wywózek ludności żydowskiej do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady w Treblince, dużą część stuosobowej grupy (ok. 60-70 osób) Saloni uratował z Umschlagplatzu – korzystając ze znajomości języka niemieckiego, wymógł na żołnierzu Wehrmachtu powrót mężczyzn do pracy.
Pewnego dnia Józef Dąb – przodownik brygady żydowskich robotników – poprosił go o pomoc w ukryciu córki, Ireny. Dziewczynka przebywała już po „aryjskiej stronie”, ale jej ojciec podejrzewał, że nie jest dobrze traktowana i szukał dla niej lepszego schronienia.
Ukrywanie się rodziny Dąbiów po „aryjskiej stronie” z pomocą Salonich
Juliusz i jego żona, Jadwiga, opiekowali się wówczas jej bratankiem, Tomaszem. Postanowili, że dzieci będą udawać rodzeństwo. Wydostana przez ojca z dotychczasowej kryjówki i przekazana Saloniemu przez mur getta, Irenka trafiła na Saską Kępę i otrzymała fałszywą metrykę.
„Irka wszystko wiedziała. Po prostu mądre dziecko. Ona w lot zrozumiała sytuację. Przecież ona wiedziała, okupacja i Niemcy, […] cały czas się o tym słyszy, o gestapo... I Irka się natychmiast dostosowała do sytuacji”.
Dziewczynka nieostrożnie zachowała się tylko raz: z kuchennego okienka przedostała się na dach pobliskiego garażu i tańczyła majufesy, żydowskie tańce obrzędowe.
Przed tzw. likwidacją getta warszawskiego Józef wydostał się na „aryjską stronę” dzięki fałszywym dokumentom od Salonich. Miał tzw. dobry wygląd, sprawnie władał polskim. Prowadził skład narzędzi medycznych, pracował w przedsiębiorstwie dezynsekcyjnym. Raz w tygodniu odwiedzał córkę.
Ucieczka z więzienia na Pawiaku i znalezienie kryjówki w Grodzisku Mazowieckim
W 1943 r., najpewniej w wyniku denuncjacji, Józefa aresztowano. Z Pawiaka uciekł kanałami, razem z Henrykiem Krupnikiem. Dotarłszy do mieszkania Salonich, mężczyźni zostali ukryci w prowizorycznej szopie.
Matka Ireny – Barbara „Zofia” Dąb – ukrywała się najpierw u znajomych Salonich z Saskiej Kępy, państwa Bergów, a od stycznia 1943 w domu ojca Juliusza, Juliana Saloniego. Dzięki temu mogła widywać córkę. Później Barbara przeniosła się do Grodziska Mazowieckiego, do kryjówki opłacanej przez Radę Pomocy Żydom „Żegota”.
Józef i Henryk dojechali do niej podmiejską kolejką, w asyście Juliusza – udając robotników w drodze do pracy. Irka trafiła tam latem 1944 r., dzięki przepustkom załatwionym przez Jadwigę (w akcji uczestniczyła też Luba Gorwic z „Żegoty”).
W mieszkaniu Salonich przez kilka tygodni ukrywał się również Jerzy Milejkowski, osiemnastoletni Żyd, uciekinier z transportu do obozu w Treblince. Zginął, walcząc w powstaniu warszawskim.
Losy osób ocalałych i ratujących po wojnie
W maju 1947 r. Dąbiowie wyemigrowali do Paryża, a stamtąd – w styczniu 1948 r. – do Buenos Aires. Irena udzielała się w Fundación Memoria del Holocausto; opublikowała wspomnienia Contar para Vivir (2013). O Juliuszu i Jadwidze napisała:
„W ich domu zostałam przyjęta jak członek rodziny, [...] traktowana jak ich własne dziecko”.
25 lipca 1993 r. Instytut Yad Vashem w Jerozolimie uhonorował Juliusza Saloniego i Jadwigę Strzelecką primo voto Saloni tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Zapytany, czy miewał momenty zwątpienia związane z faktem, że nie wszystkim mógł pomóc, Juliusz odpowiedział:
„No oczywiście, że nie. Co można? Coś się pomogło”.
Tekst powstał w ramach współpracy merytorycznej Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN i Stowarzyszenia FestivALT – wydawcy spacerownika po Saskiej Kępie i Grochowie.





