Żydzi ukrywający się po „aryjskiej stronie”

„Gdy Żyd znalazł się po aryjskiej stronie, miał przed sobą dwie ewentualności: zostać »na powierzchni« albo pójść pod ziemię” – zapisał jesienią 1943 roku Emanuel Ringelblum, historyk i założyciel Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego, który sam ukrywał się w bunkrze „Krysia” przy ul. Grójeckiej 84 w Warszawie, u rodziny Marczaków. Nieliczni Żydzi nie poddali się nakazowi przeprowadzki do getta. Byli i tacy, którzy po zamknięciu w getcie podjęli ryzyko ucieczki na tzw. stronę aryjską. Aby przeżyć, musieli ukryć się lub zmienić swoją tożsamość.

Żydzi po tzw. aryjskiej stronie

Zgodnie z polityką nazistowskich Niemiec, w okupowanej Polsce Żydzi stopniowo poddawani byli coraz surowszym represjom. Byli publicznie upokarzani, kierowani do pracy przymusowej, pozbawiani własności, znakowani przez obowiązek noszenia na ubraniach łat lub opasek z gwiazdą Dawida, a od 1940 r. masowo przesiedlani do gett, gdzie panowały skrajnie złe warunki życia. Getta, zwłaszcza te w większych miastach, były przeludnione, ludzie umierali w nich z głodu i chorób.

Nieliczni Żydzi nie poddali się nakazowi przeprowadzki do getta. Byli i tacy, którzy po zamknięciu w getcie podjęli ryzyko przedostania się na tzw. stronę aryjską. Największa fala ucieczek z gett nastąpiła w okresie poprzedzającym ich likwidację bądź zaraz po niej, czyli przede wszystkim w 1942 roku. Likwidacja getta oznaczała wówczas deportację jego mieszkańców do ośrodków zagłady lub mordowanie na miejscu części z nich. Ludzie w bydlęcych wagonach wywożeni byli na śmierć, która następowała głównie w komorach gazowych. 

Ucieczki z gett były często zaplanowane, poprzedzone ustaleniami dotyczącymi miejsca schronienia i dalszej aprowizacji. Wielokrotnie zdarzały się jednak ucieczki spontaniczne, głównie z transportów w okresie deportacji. Uciekinierzy, nie mając przy sobie żadnego dobytku, szukali wówczas pomocy w okolicy, wśród Polaków.



Ukrywanie się Żydów, którzy uciekli z gett w trakcie ich likwidacji, z transportów lub ośrodków zagłady i po tzw. stronie aryjskiej znaleźli się w drugiej połowie 1942 r., było wyjątkowo trudne, gdyż narażeni byli na tzw. Judenjagd („polowania na Żydów”), w których istotną niechlubną rolę odegrali także Polacy. Niemcy, z pomocą lokalnych społeczności, wyłapywali Żydów z ukrycia i zabijali „niedobitków”. Ofiarą Judenjagd mogło paść od kilkudziesięciu tysięcy do ponad stu kilkudziesięciu tysięcy Żydów. Liczba ta stanowi przedmiot dyskusji historyków.

Co zwiększało szanse Żydów na przeżycie po tzw. aryjskiej stronie?

Głównymi czynnikami, zwiększającymi szanse przeżycia tych, którzy zdołali znaleźć się po tzw. stronie aryjskiej były asymilacja kulturowa, biegłe posługiwanie się językiem polskim (przed wojną większość Żydów mówiła w języku jidysz, a po polsku z wyraźnym akcentem), tzw. dobry wygląd (jasne włosy, niebieskie oczy), znajomość praktyk religii chrześcijańskiej.

Kluczowe było także posiadanie chrześcijańskiej metryki urodzenia oraz fałszywej kenkarty, a także zasoby finansowe, którymi można było zapłacić za jedzenie i schronienie.

Nie bez znaczenia były także znajomości. Żydzi posiadający polskich znajomych z pracy, szkoły czy z sąsiedztwa mogli próbować zwrócić się do nich z prośbą o – płatne lub nie –  schronienie lub inny rodzaj wsparcia.

„Gdy Żyd znalazł się po aryjskiej stronie, miał przed sobą dwie ewentualności: zostać »na powierzchni« albo pójść pod ziemię”

– zapisał jesienią 1943 r. Emanuel Ringelblum, historyk i założyciel Podziemnego Archiwum Getta Warszawy.

Życie „na powierzchni” wiązało się z koniecznością całkowitej zmiany tożsamości, na co pozwolić sobie mogli tylko nieliczni – ci, którzy posiadali odpowiednie dokumenty, znali język polski, mieli tzw. dobry wygląd. Większość Żydów jednak, będąc po tzw. aryjskiej stronie musiała pozostać „pod powierzchnią”, czyli w kryjówkach. Część ukrywała się samodzielnie, inni korzystali z pomocy Polaków. 

Życie „na powierzchni”

Żydzi o tzw. dobrym wyglądzie i bezbłędnej polszczyźnie, znający polskie obyczaje kulturowe i religijne mogli podjąć próbę funkcjonowania „na powierzchni”, udając Polaków. Zdobywszy fałszywe dokumenty (wystawione na polskobrzmiące imię i nazwisko), w miarę swobodnie poruszali się po mieście, byli w stanie wynająć mieszkanie, a nawet podjąć pracę zarobkową. Taka forma kamuflażu dostępna była jednak tylko nielicznym – głównie Żydom zasymilowanym lub akulturowanym, ze znajomościami wśród Polaków, o odpowiednim statusie finansowym.

Tzw. aryjskie dokumenty zdobywano dzięki działaniom antyfaszystowskiego ruchu konspiracyjnego zarówno lewicowego i prawicowego, polskiego i żydowskiego, m.in. Polskiej Partii Socjalistycznej – Wolność, Równość, Niepodległość (PPS-WRN), Polskiej Partii Robotniczej (PPR), Robotniczej Partii Polskich Socjalistów (RPPS), Stronnictwa Demokratycznego (SD), Frontu Odrodzenia Polski (FOP), Powszechnego Żydowskiego Związku Robotniczego (pot. Bundu), czy Żydowskiego Komitetu Narodowego (ŻKN)

Wielu działaczy i działaczek tych organizacji wchodziło w skład Rady Pomocy Żydom „Żegota”, która zajmowała się pozyskiwaniem fałszywych dowodów tożsamości, a także dzięki niektórym księżom, fałszywych metryk chrztu. Dokument można było pozyskać także poprzez kontakty osobiste, np. przejmując metrykę osoby zmarłej. Przyjęcie dokumentu było równoznaczne z koniecznością przyjęcia nowej tożsamości, a zatem także stworzenia nieprawdziwej, ale doskonale znanej, własnej życiowej historii. Nierzadko za „dobre papiery” trzeba było słono zapłacić.

Miejsce do mieszkania dla osób pozostających w ukryciu, lecz „na powierzchni”, aranżowane było na różne sposoby. Nieliczni wynajmowali je samodzielnie, przeważnie odbywało się to przy udziale Polaków – zarówno tych zarabiających na udzielaniu schronienia, jak i tych, obcych lub znajomych, robiących to bezinteresownie. Niektórym ukrywającym się Żydom, głównie w Warszawie, Krakowie i Lwowie, kryjówki wyszukiwała i opłacała „Żegota”. 

Znajomość polskich obyczajów weryfikowana była głównie na podstawie praktyk religijnych. Konieczna była więc znajomość modlitw, kościelnych rytuałów i świątecznych tradycji. Dzieci ukrywane wśród kleru, w klasztorach, przeważnie przyjmowały katolickie sakramenty.



Przeciwności natury fizycznej – ciemne włosy – starano się pokonywać, farbując włosy na blond. Kobiety i dziewczynki miały w tych kwestiach większą łatwość niż chłopcy i mężczyźni, którzy naznaczeni żydowską tradycją obrzezania, mogli zostać rozpoznani. Znane są jednak przypadki przeprowadzania operacji likwidującej skutki tego zabiegu. 

Nierzadko forma ukrywania „na powierzchni” możliwa była dzięki kontaktom z Polakami, w tym także polskim ruchem konspiracyjnym, np. „Żegotą”. Znajomości ułatwiały znalezienie pracy czy mieszkania, zabezpieczenie majątku, zdobycie finansowego wsparcia, chroniły przed donosami. Jednocześnie ukrywające się osoby stale narażone były na ryzyko dekonspiracji (np. przez spotkanego na ulicy znajomego sprzed wojny) i często – w dużych miastach – padały ofiarą szmalcowników, którzy wyłudzali pieniądze w zamian za niezłożenie donosu. Życie „na powierzchni” było więc obarczone nieustannym stresem.

Życie „pod ziemią”

Żydzi, którzy swym wyglądem, mową czy nieznajomością polskich obyczajów zdradzali swe pochodzenie lub nie dysponowali fałszywymi dokumentami, musieli się ukryć. Na taki los skazana była większość z tych nielicznych, którzy znaleźli się po tzw. aryjskiej stronie.

Trwanie w kryjówce było niezwykle trudnym, wyczerpującym fizycznie i psychicznie wysiłkiem. Pozbawiało ukrywających się możliwości zarobkowania, a często nawet wykonywania podstawowych życiowych czynności. Miejsca schronienia aranżowano w miejscach takich jak stodoły, szopy, piwnice, strychy, ziemianki, a w mieszkaniach – szafy, łóżka lub zamaskowane pokoje. Wielu Żydów ukrywało się także w lasach.



Skuteczne długotrwałe ukrycie się przeważnie wymagało udziału Polaków. Dla licznych był to sposób na zarobek, czasem polegający na finansowym i psychicznym żerowaniu na tragicznym położeniu Żydów. Jednocześnie jednak znanych jest tysiące przypadków pomocy udzielanej bezinteresownie, nawet przez kilka lat.

Osoby ukrywające się z pomocą Polaków w ich domach, musiały żyć zgodnie z ustalonym regulaminem i przestrzegać go z żelazną dyscypliną – zwłaszcza w sytuacjach zagrożenia. Żyły w ciągłym, wszechogarniającym strachu. Każdego dnia mogła zdarzyć się rewizja lub donos, ich obecność mogła zostać odkryta, choćby przypadkowo. Ukrywani żyli w poczuciu zależności od ratującego – w oczekiwaniu, aż ten dostarczy jedzenie i wodę, wyniesie kubeł z nieczystościami, opowie, co dzieje się „na powierzchni”. 



Podejmując decyzję o udzieleniu schronienia, ratujący łączyli swój los z tragicznym losem Żydów. Poddawani terrorowi niemieckich okupantów jako polscy obywatele, jednocześnie przyjmowali na siebie brzemię tajemnicy i podejmowali trudne wyzwanie logistyczne.

Żyli w nieustępującym strachu przez Niemcami i przed polskimi sąsiadami. Wszechobecne było widomo donosu i zróżnicowanych niemieckich sankcji – od kary finansowej czy utraty pracy bądź mienia, przez pobicie, więzienie, roboty przymusowe i obóz koncentracyjny, aż po karę śmierci.

Ilu Żydów przeżyło wojnę w ukryciu?

Szacuje się, że na ziemiach polskich ocalało ok. 40–50 tysięcy Żydów.

Część z nich przeżyła w obozach, w oddziałach partyzanckich, część ocalała dzięki bezinteresownej pomocy Polaków. Zdarzało się, że Żydzi ratowali się sami i ocalali wyłącznie dzięki własnej zaradności, albo – co było znacznie częstsze – otrzymywali wsparcie w zamian za sowite wynagrodzenie.



Przeczytaj więcej