Walaszczyk Józef

powiększ mapę

Audio

3 audio

„Kropla w bezmiarze ludzkich nieszczęść”. Historia Józefa Walaszczyka

W latach okupacji niemieckiej Józef Walaszczyk był kierownikiem fabryki mąki ziemniaczanej w Rylsku (woj. łódzkie). Dzięki dobrej znajomości języka niemieckiego oraz sprawnemu zarządzaniu zakładem, cieszył się dobrą opinią wśród Niemców. Swoją pozycję wykorzystywał, by udzielać pomocy Żydom podczas Zagłady – zatrudniał blisko 30 osób z getta w Rawie Mazowieckiej, zapłacił okup za 21 Żydów zatrzymanych przez gestapo w Warszawie, a także zdobył fałszywe dokumenty tożsamości dla Ireny Front. 


Józef Walaszczyk, syn felczerki i dziennikarza, urodził się w inteligenckiej rodzinie. Pierwsze lata życia spędził w Warszawie. Kiedy jesienią 1927 r. zmarł jego ojciec, sytuacja materialna rodziny uległa znacznemu pogorszeniu. „Moja opiekunka została zwolniona, mama podjęła pracę w Klinice św. Józefa przy ul. Emilii Plater, ja natomiast zostałem przeniesiony do tańszej szkoły z internatem, przy ul. Wileńskiej” – wspominał w wywiadzie dla Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

Z pomocą Walaszczykom przyszedł kuzyn Ludwik Okęcki, właściciel majątku i fabryki w Rylsku. Miejsce to stało się odtąd nowym domem Józefa i jego mamy. Dorastający chłopiec przebywał w ciągu roku w internatach, ale każde wakacje i święta spędzał w Rylsku. Jeszcze przed wybuchem wojny zdał egzamin kończący gimnazjum (tzw. mała matura) i dostał się do Liceum Handlowego im. Komisji Edukacji Narodowej przy ul. Senatorskiej w Warszawie. Odtąd mieszkał samodzielnie w kawalerce przy ul. Kruczej 34. Prowadził działalność handlową, nawiązywał nowe znajomości, także z Żydami. W tym czasie Okęcki zaczął przyuczać Józefa do zarządzania majątkiem, gospodarstwem rolnym i znajdującą się tam fabryką mąki ziemniaczanej.

Fabryka mąki ziemniaczanej. Pomoc dla Żydów

Wybuch II wojny światowej zastał Józefa w Warszawie. Jako uczestnik kursu przysposobienia wojskowego dla uczniów został zmobilizowany i skierowany na odcinek wschodni.

„Drogi były trudne do pokonania, wszędzie było pełno uciekinierów i wojska. Mijane miejscowości, nierzadko palące się po bombardowaniach, przyprawiały o gęsią skórkę, płaczący, przerażeni ludzie pozbawieni domów – pierwsze ofiary wojny”.

Wraz z kuzynem, z którym opuścił stolicę, starał się dotrzeć do Rumunii przez Polesie. Kiedy byli już niedaleko Równego, Armia Czerwona zaatakowała Polskę. Wówczas zdecydowali, że wracają do Rylska. Po różnych perypetiach, nierzadko bardzo niebezpiecznych, w końcu września udało im się dotrzeć do rodzinnej miejscowości. W grudniu 1939 r. Józef został mianowany przez Niemców na kierownika fabryki produkującej mąkę ziemniaczaną oraz zarządcę całego majątku w Rylsku:

„Biegła znajomość niemieckiego i »argumenty« finansowe pomagały mi w przekonywaniu Niemców do uzyskania zezwoleń i możliwości czynienia tego co chciałem”.

Dzięki temu mógł także pomóc członkom swojej rodziny i znajomym. Zatrudniał łącznie około 200 pracowników. „Rylsk był dla wielu osób w czasie wojny zbawieniem. Dawał nocleg, umiał wyżywić i był w stanie pomieścić dużą ilość ludzi, potrzebujących schronienia. A poczucie bezpieczeństwa było dobrem na wagę złota”.

Józef Walaszczyk wykorzystał swoją pozycję w fabryce, by zatrudnić w niej także Żydów. Najprawdopodobniej w 1941 r. jeden z jego żydowskich znajomych, Wengrow, poprosił go o przyjęcie 40 osób z getta w Rawie Mazowieckiej. Będąc zobowiązanym wobec niego za wyświadczoną przed wojną przysługę, Józef pojechał do Arbeitsamtu (urzędu pracy) i poprosił o zgodę dyrektora Millera. „Ten wyjął pistolet i mówi: »A co Ty chcesz Niemca przekupić dla Żydów?«” – wspominał Józef. Ostatecznie, za wysoką łapówkę, a także konieczność podbijania stempli w Arbeitsamcie co dwa tygodnie i dodatkowe ich opłacanie, udało mu się wynegocjować pozwolenie na zatrudnienie 30 Żydów.

Po kilkunastu miesiącach Miller odmówił jednak wydania zgody na dalsze przedłużenie ich pracy w fabryce. W związku z tym Walaszczyk dał wolne grupie pracowników i ostrzegł, że jeśli zobaczą Niemców, mają się ukryć. Sam pojechał na spotkanie z Millerem. Zgodnie z jego przypuszczeniami do majątku przyjechały ciężarówki z niemieckimi funkcjonariuszami. Kilku Żydów wówczas zatrzymano i odtransportowano do getta w Łodzi, pozostali, którym udało się schować, ocaleli.

Okup dla gestapo. Pomoc dla Ireny Front

Inną z osób, której w okresie okupacji Józef Walaszczyk udzielał pomocy, była poznana przez niego wiosną 1941 r. Irena Front. Józef, zakochany w dziewczynie, początkowo nie wiedział o jej pochodzeniu:

„O tym, że jest Żydówką, dowiedziałem się w momencie, kiedy do hotelu [przy ul. Żurawiej 15 w Warszawie], w którym się zatrzymaliśmy, wpadło gestapo. Wtedy Irena powiedziała, że tak naprawdę to nie nazywa się Bartczak tylko Front i jest Żydówką”.

Nie tracąc zimnej krwi, pomógł Irenie ukryć się za szafą, a sam symulując problemy żołądkowe zamknął drzwi i udał się do toalety poza pokojem. Niemcy, po zapewnieniach właścicielki pensjonatu, że to jej stały i znany klient, odeszli nie przystępując do rewizji.

Po tej sytuacji Józef zaproponował Irenie, by zamieszkała w jego kawalerce przy ul. Kruczej. Zorganizował dla niej sfałszowane tzw. aryjskie papiery. Warunkiem ich wydania było wpisanie jej jako żony Józefa. Po pewnym czasie Irena nie zachowała jednak dostatecznej ostrożności i została, wraz z grupą żydowskich znajomych, zatrzymana i uwięziona. Nieobecny wówczas w Warszawie Józef wspominał:

„Kolega zadzwonił do mnie i powiedział, że Irena została aresztowana przez gestapo. Pojechałem na posterunek – Armia Krajowa miała tam swojego agenta. Na miejscu okazało się, że Irena wpadła z grupą 20 innych Żydów. I jeżeli sprawa ma być zlikwidowana, to musi być zlikwidowana w całości. Do godz. 17.00 mam załatwić kilogram złota, a było południe. Wtedy Niemcy anulują zajście i wypuszczą Żydów”.

Walaszczyk zdołał zebrać i zapłacić wskazany okup, ratując w ten sposób życie 21 osobom. Pomimo zapewnień gestapowców, że Irena nadal może bezpiecznie mieszkać w lokalu przy ul. Kruczej, Józef następnego dnia zabrał ją stamtąd.



Sprzedał kawalerkę i kupił mieszkanie przy ul. Emilii Plater 17. Wraz z Ireną zamieszkały tam dwie inne Żydówki: Hanka Staszewska, jej koleżanka, oraz opienkunka do dzieci Helena Torbeczko. Choć nie zawsze przebywał w Warszawie, starał się wspierać kobiety, ale też strzec je przed zagrożeniami. Podczas jednego ze spacerów Hanka oraz Irena poznały młodego mężczyznę i przyprowadziły go do mieszkania. Jak się później okazało, był to agent niemieckiej policji kryminalnej Kripo. Mężczyzna spotykał się przez pewien czas z Hanką. Na szczęście nie odkrył jej prawdziwej tożsamości.

Pomoc dla żydów z getta warszawskiego

Józef Walaszczyk nielegalnie przedostawał się także na teren getta warszawskiego, gdzie odwiedzał swoich znajomych, przynosił im żywność i odzież. W tym celu przekupywał tramwajarza, by ten nieco zwolnił przejeżdżając przez getto i tym samym umożliwił mu bezpieczne wyskoczenie z wagonu. Do ucieczki na tzw. aryjską stronę namawiał przyjaciela, doktora Marczewskiego, któremu proponował posadę lekarza w Rylsku. Mężczyzna pozostał jednak w getcie ze swoją rodziną.

„Robiąc to wszystko czuliśmy, że to jedynie kropla w bezmiarze ludzkich nieszczęść. Widząc, co się dzieje wokół nas, zdawaliśmy sobie sprawę, że każda z tych wypraw może być dla nas ostatnią. Trudno było jednak stać bezczynnie i przyglądać się tej tragedii z założonymi rękoma i świadomością, że można pomóc”.

W trakcie jednej z wypraw do getta Józef zaraził się tyfusem. Przez kilka tygodni dochodził do siebie w mieszkaniu przy ul. Emilii Plater.

Losy ratującego i ratowanych po wojnie

Walaszczyk współpracował także z polskim podziemiem. Wybuch powstania warszawskiego zastał go w pociągu przed stacją Okęcie. Szczególnie martwiło go, że został odcięty od swoich podopiecznych – Ireny, Hanki i Heleny. W Podkowie Leśnej oczekiwał na wieści i rozwój wydarzeń. Kobietom udało się wydostać z oblężonej stolicy i dotrzeć do obozu dla ludności cywilnej w Podkowie, skąd wspólnie z Józefem udały się do Rylska. W styczniu 1945 r. Józef wraz z Ireną wrócili do Warszawy. Po zakończeniu II wojny światowej pozostali ze sobą w kontakcie.

Dzięki staraniom Ireny, 2 maja 2002 r. Józef Walaszczyk został uhonorowany przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Od 8 sierpnia 2008 r. pełni funkcję wiceprezesa Zarządu Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Historie pomocy w okolicy