Rodzina Paluchów i Rybaków

powiększ mapę

Galeria

Zdjęć: 6

„Gdy przyjeżdżamy do Warszawy to ich dom jest i naszym domem”. Historia rodziny Paluchów i Rybaków

Kamienicę przy ulicy Pańskiej 100 w Warszawie wybudowano w 1910 r. dla prywatnej spółki „Własność”, której udziałowcami byli w większości pracownicy Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Po stu latach budynek nadal stoi, lecz jest już opuszczony. Gdzieniegdzie zachowały się piękne posadzki, a na piętra wiodą dawne drewniane schody – być może te same, które służyły mieszkańcom podczas II wojny światowej.

Jednym z niejawnych lokatorów Pańskiej 100 w latach okupacji był Izaak Steger, który trafił pod ten adres w grudniu 1942 roku. Urodził się 20 listopada 1924 r. w Mostach Wielkich (woj. lwowskie). Jesienią 1942 r., po akcjach deportacyjnych rodzice Izaaka dowiedzieli się przez krewnego, że jego partner handlowy Grzegorz (Grisza) Milonas, ma możliwość wyrobienia fałszywych dokumentów i załatwienia kryjówki w Warszawie. „Rodzice przekonali mnie, że powinienem z tej okazji skorzystać nie bacząc na losy reszty rodziny”, zapisał w relacji dla Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie. „Matka użyła argumentu, że przecież jak się dom pali i jakiś członek rodziny się spalił, to reszta też nie skacze do ognia”.

Pan Milonas mieszkał przy ulicy Pańskiej 100 pod numerem 9. Miał około 45 lat. Współpracował z Armią Krajową a konspirowała z nim m.in. Władysława Paluch (po mężu Rybak), córka lokatorów spod nr. 2, wówczas uczennica. Państwo Józefa i Wawrzyniec Paluchowie mieszkali z córkami, wspomnianą Władzią i starszą Janiną, w jednej izbie. Korzystali z ubikacji w podwórzu. Pan Paluch był stolarzem.

Po Izaaka pojechała Władysława. Otrzymał od niej kenkartę na nazwisko Zygmunt Czarnecki. Przewiozła go do Warszawy i ulokowała u rodziców. Na dworcu w Żółkwi dowiedziała się o Janeczce, dwunastoletniej Żydówce. „[…] uzyskałam informację, że u zawiadowcy kolei jest dziewczynka pozostawiona przez matkę z prośbą o zaopiekowanie się nią”, wspominała w 2001 roku. „Udałam się do zawiadowcy stacji i ustaliłam z nim – żeby dziewczynkę zatrzymał – w ciągu 2-óch tygodni ktoś się po nią zgłosi z odpowiednią metryką urodzenia”. W Warszawie poinformowała o Janeczce pana Milonasa. Ten przywiózł dziewczynkę i ulokował na Siennej 23, jednak adres nie był bezpieczny.

Izaak Steger vel Zygmunt (Jerzy) Czarnecki spał u rodziny Paluchów na antresoli. Po miesiącu przeniesiono go do sąsiadów. Wdowa Józefa Rybak, krawcowa, mieszkała z synem Wacławem (przyszłym mężem Władysławy Paluch) pod nr. 7. Lokal składał się z pokoju, kuchni i ubikacji. „Tu nawet miałem okazję pracować na prasie do wytłaczania pudełek z blachy do kondensatorów radiowych (państwo Rybakowie prowadzili warsztat mechaniczny)”, zapisał w 1998 r. pan Czarnecki, który pozostał przy okupacyjnym nazwisku. „Za fałszywe dokumenty rodzice moi prawdopodobnie zapłacili bardzo przystępną cenę. Okres około roku przeżyłem za otrzymane złote korony z zębów mojego Ojca, który z obawy przed Niemcami i Ukraińcami sam sobie je wyjął. Sprzedałem je w Warszawie i jak sobie przypominam płaciłem za utrzymanie około 1500 zł ówczesnych. Wśród moich ocalicieli czułem się jak w rodzinie, nigdy sprawy materialne nie były warunkiem opieki nademną. Ci ludzie po prostu chronili mnie, bo byłem członkiem ich rodziny”.

Po dwóch miesiącach u państwa Rybaków zamieszkała Janeczka a pana Czarneckiego przeprowadzono na krótko do  Marii Jędrzejczak na ulicę Krzyżanowskiego. „W czerwcu 1943 r. p. Milonas załatwił mi wyjazd na roboty do Niemiec w zamian za syna gospodarza z rejonu Skierniewice”, wspominał ocalały.

Janeczka po jakimś czasie zamieszkała po drugiej stronie Wisły. „Pan Trojanowski »Prezes« [prawdopodobnie Witold Rutkowski, pseud. „Trojanowski” – red.] – znalazł dla Janeczki miejsce pobytu na Pradze u 2-ch Pań, które dawały lekcje języka francuskiego i wypiekały ciasta”, wspominała pani Władysława. „Pan Milonas pokrywał koszty utrzymania Janeczki – spotykając się z opiekunkami – w niedługim czasie Panie podziękowały za opłaty – twierdziły, że Janeczka pracuje razem z nimi”.

Grzegorz Milonas zginął przed wybuchem powstania warszawskiego.

Po wojnie dziewczynka odszukała panią Władysławę. „Kiedy już było połączenie z Pragą – most pontonowy – przyszła Janeczka […] przywitanie było gorące z łezką w oku!”. Dziewczyna prosiła o radę. „KIBUC [prawdopodobnie tzw. Kibuc Grochów, działający od 1920 r. w warszawskim Witolinie, po wojnie przeniesiony na Dolny Śląsk – red.] – spisywał dzieci pochodzenia żydowskiego i ma ich wysyłać do innych krajów a ciocie płaczą i proszą, żeby została. Powiedziałam Janeczce – wojna się skończyła, musisz się uczyć i ułożyć sobie własne życie, o ciocie dbaj, pisz do nich często i kochaj je – ja też muszę wyjechać i nie wiem, gdzie będę mieszkała”. Janeczka wyjechała i nigdy więcej się nie odezwała.

Pan Czarnecki osiadł w Szwajcarii. Pozostał w kontakcie z rodziną Rybaków. Odwiedzali się nawzajem. „Gdy przyjeżdżamy do Warszawy to ich dom jest i naszym domem”.

Starania o tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Świata dla ratujących podjął wiele lat po wojnie. „W Polsce komunistycznej ocalenie Żydów nie było przedmiotem chwały i mogło moim ocalicielom w ich pracy zawodowej nawet zaszkodzić [nie miało to jednak związku z „komunistycznym”, tj. socjalistycznym i autorytarnym charakterem PRL – red.]. Wspominałem p. Rybak o możliwości przyznania tytułu „Sprawiedliwych wśród Narodów” z jednoczesną prośbą opisu pewnych szczegółów ich działalności okupacyjnej. Okazało się, że obecnie podczas pobytu małżeństwa Rybaków u nas w Szwajcarii, łatwiej było wspólnie do tego okresu powrócić, a mnie wystąpić z powyższym oświadczeniem”, zapisał na rok przed ceremonią.

25 lipca 1999 r. Wawrzyniec i Józefa Paluchowie, Janina Kłos z d. Paluch, Wacław i Władysława Rybakowie, Józefa Rybak oraz Grzegorz Milonas otrzymali tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Historie pomocy w okolicy