Rodzina Średnickich i Rybickich

powiększ mapę

Historia pomocy - Rodzina Średnickich i Rybickich

Irena i Stanisław Średniccy oraz brat Ireny, Stanisław Rybicki, mieszkali na warszawskim Mokotowie, w kamienicy przy ul. Narbutta 52. Mieli wielu żydowskich przyjaciół, którzy często u nich bywali. Nie zmieniło się także po wybuchu II wojny światowej.

Stanisław Rybicki wspominał: „Mieliśmy jeszcze sprzed wojny wielu przyjaciół, którzy byli Polakami pochodzenia żydowskiego. Dla hitlerowców byli Żydami. (…) Ze względu na godzinę policyjną spotkania towarzyskie i wizyty trwały do późnej nocy. Wtedy ci, co zostali dłużej, nocowali u nas”. Mimo wprowadzanych kolejnych represji wobec Żydów, a także utworzenia w 1940 r. getta w stolicy,  mieszkanie przy Narbutta zawsze było dla żydowskich znajomych otwarte.

W pomoc przyjaciołom włączał się także Kazimierz Rybicki, ojciec Ireny i Stanisława, oraz ich siostra Ewa.  

W 1940 r. do mieszkania przy ul. Narbutta 52 przyszedł 24-letni wówczas pisarz, Kazimierz Brandys. Irena i Stanisław znali go od dawna. Brandys nie chciał przenieść się do getta, poprosił przyjaciół o schronienie.

„Trafił do nas przez Marysię Z., późniejszą jego żonę. Marysia była koleżanką mojej siostry Ireny. Uczęszczały razem przed wojną do Gimnazjum Wereckiej przy ul. Foksal” – relacjonował Stanisław.

Sam ocalały wspominał: „Pojechaliśmy we dwoje [z Marią] na Mokotów, na ulicę Narbutta, gdzie po aresztowaniu ojca mieszkałem u Ireny, szkolnej koleżanki M., której mężem był Staszek Średnicki, zaprzyjaźniony z nami jeszcze w «Kuźni Młodych»”.

Ojciec Brandysa zmarł w więzieniu na Pawiaku 20 grudnia 1940 r., zaś jego brat Marian od 1939 r. był więźniem niemieckich obozów jenieckich (Offizierslager für kriegsgefangene Offiziere m.in. oflagu II-C Woldenberg).

Po jakimś czasie do mieszkania Średnickich wprowadziła się także matka Brandysa, Eugenia, która wcześniej przebywała w getcie warszawskim. W przeciwieństwie do syna, Eugenia miał tzw. zły wygląd. „Kazio nie miał wyglądu semickiego, więc uznał, że może swobodnie poruszać się po mieście i tak postępował. Jego mama natomiast ze względu na swój semicki wygląd nie mogła w ogóle wychodzić z domu” – pisał Stanisław.

Podczas spacerów po mieście Brandysowi zdarzało się słyszeć zróżnicowane opinie mieszkańców Warszawy na temat Żydów. Po wojnie wspominał o gestach solidarności, ale częściej o obojętności i antysemickich komentarzach. W swojej książce Miasto niepokonane pisał: „Śmierć groziła za słoninę i złoto, za broń i fałszywe papiery, za ukrywanie się przed rejestracją, za radio i za Żydów. Dowcipni powiedzieli, że boją się wyroków dopiero wyżej kary śmierci; uważali tę karę za mandat uliczny, jaki płaciło się przed wojną za nieprawidłowe przejście z chodnika na chodnik. Nad miastem zawisł śmiertelny absurd”.

Ze Średnickimi i Stanisławem Rybickim połączyły Brandysów silne więzy przyjaźni. Żyli razem jak członkowie rodziny, wspólnie ponosząc koszty zakupów i utrzymania. „Zaprzyjaźniliśmy się z nimi serdecznie. Te parę lat wspólnego życia było dla mnie i chyba dla nas wszystkich, wspólnie mieszkających, bardzo interesujące z wielu powodów. Pamiętam ciekawe dyskusje na wszystkie możliwe tematy. Dyskusje wielokrotnie przeciągały się do późnej nocy. (…) były też całonocne gry w pokera i brydża” – wspominał Rybicki.

W mieszkaniu na Mokotowie schronienie znaleźli także inni Żydzi. Były to m.in. Celina Kwas (szkolna koleżanka Stanisława Średnickiego) i jej matka. Stanisław, który był zaangażowany w działalność Armii Krajowej zorganizował dla nich tzw. aryjskie papiery.

Przy Narbutta 52 przez pewien czas, do momentu znalezienia kolejnego schronienia, mieszkały także Stefania Grodzieńska i Melania Wasserman. „Mieliśmy bliski kontakt z Melanią Wasserman, która przyjęła nazwisko Maria Wisłowska – znaną tłumaczką dzieł klasycznych z niemieckiego, francuskiego i angielskiego. Znaleźliśmy jej dość pewne mieszkanie u znajomych przy ul. Hożej, w którym przetrwała całą okupację”. Ocalała pisała o Średnickich: „Nie odmawiali schronienia nikomu, kto potrzebował pomocy. Oboje służyli pomocą Żydom, zarówno w getcie, jak i ukrywającym się po stronie «aryjskiej». Oprócz czasowego azylu, stale udzielali Żydom gościny, nawet na długie miesiące. Zasługi obojga są niezaprzeczalne”.

Także ojciec Ireny i Stanisława, Kazimierz Rybicki, aktywnie niósł pomoc Żydom. W jego mieszkaniu przy Al. Niepodległości 132/136 przebywała Eda Rozenfeld z Łodzi (pod fałszywym nazwiskiem Krystyna Szczepańska). Kazimierz pomagał również młodej Żydówce ukrywającej się w schowku przy ul. Kazimierzowskiej, a także dostarczał broń oraz żywność do getta warszawskiego.

Ze względu na działalność konspiracyjną w listopadzie 1943 r. Kazimierz Rybicki został aresztowany przez gestapo. Donos m.in. o jego działalności miał złożyć Jan Marek Pawłowski, agent gestapo. Do aresztu trafiła także córka Kazimierza, Ewa, jej partner Ludwik Goryński i jego matka Maria. Choć Goryńscy byli Żydami, zatrzymano ich za działalność konspiracyjną.

Kilka dni później, 18 listopada, na terenie Warszawy pojawiły się afisze o zbliżającej się egzekucji 40 osób zaangażowanych m.in. w działalność organizacji podziemnych. Wśród skazanych byli Rybiccy. 24 listopada 1943 r. Kazimierz i Ludwik zostali rozstrzelani w egzekucji przy ul. Nabielaka, zaś Ewa i Maria zginęły w okolicach Pawiaka.

Stanisław Rybicki wspominał: „Po aresztowaniu mojej rodziny musieliśmy ze względów bezpieczeństwa opuścić mieszkanie przy ul. Narbutta. Zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu przy ul. Kazimierzowskiej. Kazio z matką również opuścili to mieszkanie”. Kazimierz Brandys do końca okupacji korzystał z pomocy rodziny Średnickich. Jego matka nie przeżyła wojny. Zmarła we wsi Kończyce k. Michałowic, gdzie została wywieziona po wybuchu powstania warszawskiego.

Już po wyprowadzce z mieszkania przy ul. Narbutta 52, rodzina Średnickich pomogła Żydówce z Łodzi, Ewie Fischmann, nazywanej Stefą. Kobieta zamieszkała przy Narbutta razem z Eugenią Średnicką, matką Stanisława. Ewę co jakiś czas odwiedzał mąż Mieczysław i siostrzenica Krysia, którzy mieli fałszywe dokumenty. Wiosną 1944 r. zadenuncjowano ich – Mieczysław został zastrzelony przez Niemców przy ul. Narbutta. Stefę zabrano najprawdopodobniej do więzienia na Pawiaku lub w Al. Szucha, gdzie także zginęła.

Po wojnie Średniccy pozostali w bliskich kontaktach z Kazimierzem Brandysem i Melanią Wasserman-Wisłowską, która do swojej śmierci w 1975 r. mieszkała przy Narbutta 52.

Po latach znany i ceniony pisarz Kazimierz Brandys pisał: „Ocaleni Żydzi wiedzą, kto ich zabijał: Niemcy. Ale ocaleni pamiętają także słowa. Uważam się za jednego z ocalonych i zawdzięczam życie ludziom, wśród których byli Polacy i Żydzi”. Wielokrotnie, z wdzięcznością, osobiście oraz na łamach książek, odnosił się do pomocy udzielonej jemu oraz jego matce przez rodziny Średnickich i Rybickich.

Historie pomocy w okolicy

Bibliografia

  • Rybicki Stanisław, Narbutta 52 (wspomnienia z czasów okupacji hitlerowskiej), „Kwartalnik Historii Żydów”
  • Paulsson Gunnar S., Utajone miasto. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy (1940-1945), Kraków 2007

    Opis zjawiska ukrywania się Żydów w Warszawie, m.in. fragmenty o pomocy Polaków.

  • Nalewajko-Kulikov Joanna, Strategie przetrwania: Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy, Warszawa 2004
    Książka szeroko omawiająca różne aspekty ukrywania się w Warszawie; rozdział poświęcono pomocy Polaków: zorganizowanej i indywidualnej.
  • Gutman Israel red. nacz., Księga Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Ratujący Żydów podczas Holocaustu, Kraków 2009
  • Bartoszewski Władysław, Lewinówna Zofia, Ten jest z ojczyzny mojej, Warszawa 2007

    Publikacja ta składa się z 3 części: zarysu monograficznego problematyki pomocy Żydom; zbioru wydanych dokumentów niemieckich i polskich dotyczących losu Żydów oraz pomocy Żydom; zbioru relacji powojennych Polaków i Żydów dotyczących pomocy.

  • Brandys Kazimierz, Miasto niepokonane, Warszawa 2009