Rodzina Gramsch

powiększ mapę

Audio

3 audio

Wywiad z Marią Gramsch

Maria

Jak wybuchła wojna, to miałam 14 lat […] Ja się tutaj urodziłam, to jest moja ojcowizna […] dopóki żył ojciec, to była jego ojcowizna, gospodarzył. Moja mamusia przyszła z miasta ,[...] nie miała właściwie zielonego pojęcia o gospodarce.

Znajome

Znałam, znałam. Bo to tak: ja mieszkałam, jak do szkoły chodziłam tam u tej jej ciotki, po prostu. To one przyjeżdżały; tak, że znałam jako taką małą dziewczynkę. W lecie znowu, na lato przyjeżdżały tam czy co - tak, że to my ich znały. A mamusia tego lekarza no to znała, bo on w Cieżkowicach przyjmował, jeden lekarz na całą gminę.

To była żona lekarza, który przed laty był w Ciężkowicach, i tego. I ona z córką. Ta żona lekarza była córką przechrzty […] Żyd z pochodzenia, przechrzcił się, żeby się ożenić z katoliczką

Córka przechrzty i wnuczka, bo ona miała córkę, jedynaczkę, to podlegały tak samo do tych rodzin żydowskich po prostu. Ona z Lublina, bo oni mieszkali w Lublinie. On poszedł, ten lekarz, poszedł do wojska i zginął w Katyniu.

jak zaczęli już tych Żydów ciągnąć gdzie tam, ona z Lublina wyjechała, przyjechała tutaj, to Ciężkowice były rodzinne miasto tego jej męża, lekarza. I ona myślała, że tutaj nikt nie wie, że ona pochodzi z rodziny żydowskiej.

Kryjówka pierwsza

Tymczasem jak tu mieli zbierać do getta Żydów, bała się w Ciężkowicach, przyszła tutaj do mojej mamy, […] żeby mogła tu kilka dni pozostać, jak oni już pozbierają Żydów, no to się wróci do Ciężkowic. Tymczasem się okazało, że tam ktoś też dał znać o nich czy coś i nie mogły się wrócić […] ja już naprawdę nie pamiętam. Czy 41 czy 42 to nie wiem. [...] W lecie, przed żniwami. Wiem, że przed żniwami.

Strach było ich tu trzymać, ale to były lata wojny, to jeszcze wieś była tutaj taka, drogi złe, nie było dojazdu ani co. No to sobie myśleli, że tutaj Niemcy to nie przyjdą, no bo nie przyjedzie, nie przyjadą ani co.

im powiedzieć, żeby się zabierały stąd, no bo gdzie? […] Zupełnie bezinteresownie po prostu. […] Człowiek po prostu nie ma serca kogoś wygnać na pole […] Człowiek się bał, ale i bomby leciały w pobliżu, co samoloty zrzucały. Człowiek jak już wszystko przeżył..

Pokój, tam spały, ale wziąwszy dzień, to bodaj to żeby, jak tylko możliwe, to do lasu. [...] to im tam jedzenie czy coś przynosiłam. To w lecie. No, w zimie to już tutaj drogi były zadęte, no to też tak Niemcy tu nie przychodzili.

Donos

Nareszcie gdzieś po jakimś czasie kogoś przecież to wdębiło i dał donos do policji granatowej w Ciężkowicach, że tego, że tutaj się ukrywają Żydzi u nas.

jeden policjant, Odsłoń się nazywał, miał narzeczoną z rodziny tej, tej doktorowej […] Gdzieś go nad ranem o czwartej, dostali rozkaz udania się tutaj do nas i [...] wystrzelać, bo co by innego było. I ona przez góry leciała pieszo, żeby dać znać, że oni jadą.

oni jechali końmi, a ten z nimi w nerwach, czy ta jego dziewczyna zdążyła nas tu powiadomić, żeby ona uciekła, bo to przecież było nad ranem, co wszyscy my spali w najlepsze.

Jak mógł, to przeciągał tą drogę, narzekał na żołądek, ma biegunkę, tego, to trzeba raz w krzaki, stoicie, bo muszę iść. Tak w ten sposób opóźniał ten przyjazd tu - tak, że ta zdążyła ucieknąć w las, ja pozbierałam rzeczy takie, co na wierzchu, żeby nie leżały, bo ta dziewczynka była szczupła, drobna, ja wysoka, tęga, to by nie powiedzieli, że to jest moje ubranie. Tak tego. Tak, że jak oni tutaj przyszli, to ich już nie było.

Kto pisał? Było dużo podejrzeń, ale nikt tego nie dochodził. Teraz, niedawne lata to się dowiedziałam, że w Ciężkowicach był taki donosiciel, on się przyjaźnił z chłopami, wyciągał po prostu. A ten szef gestapo, jak tam wszedł, co zaczął, wyciągał ten donos...

Kryjwka druga. Gestapo

ona poszła tam do rodziny do Ciężkowic. No a tam też w suterynie tam mieszkała, też było pod strachem, bo to blisko posterunku, no ale tu nie mogła być. My myśleli, że to się uspokoiło. Uszło gdzieś 3 tygodnie czy ileś [...] I tymi drzwiami tutaj od podworca weszło gestapo.

I dość, że ten zaczął mnie, że tutaj się ukrywają Żydzi, a jeszcze tam też w pokoju był taki młody człowiek, który należał do AK i też się ukrywał tutaj u nas. I on, że tu Żydzi. Ja... Nie ma. Wyjął ten donos i czyta: Julia Kochlöffel i córka Irena, tylko ją, jak była mała, to wołali "Kosmusia". I to już było nawet i to podane.

I ja mówię, że tutaj przychodziła Ludwika, że jest krawcową, szyje mi sukienki, ale ona ma syna Jana, a nie córkę. [...] W końcu mamusia do nich po niemiecku i mówi: "To szukajcie, gdzie chcecie, pod podłogę, czy na strych, czy...".

po tym całym donosie to przez 6 miesięcy, przez pół roku co miesiąc wpadała policja granatowa z psem i o różnej porze dnia, wieczór, i rano, i co - na kontrol, czy ich tu nie ma jeszcze. […] komórek nie było, telefonów nie było, dróg nie było, a gestapo i tak wiedziało.

Kryjówka trzecia

One były bardzo krótko w Ciężkowicach, bo tam było znowu jakaś dziewczynka mała ze sąsiedztwa zobaczyła tą Irenę, co ją znała i tak ten, uciekały stamtąd i na przedmieściu, to jest koło Ciężkowic […] i tam to siedziały w komórce takiej przy domu, w ciemnej komórce, nieoświetlonej i nieopalanej przez taką ciężką zimę, przesiedziały […]U Stanuchowy

marzły okropnie tam, w tej komórce, to będzie 43 na 44 [...] I tu do nas znowu wrócić chciały. Ja ich przeprowadziła wieczór, tak gdzieś, jeszcze przed godziną policyjną. One same się bały, ani tak drogi nie znały i ja tam od tej pani, od tej Lusi z tych suteryn, to musiałam przejść koło posterunku policji z nimi na most i do góry na Dąbrowę. […] Co też strachu zjadłam tyle, co prawie, com ich prowadziła.

Policja

Policja była, akurat wszedł tak niespodzianie tu do pokoju, a mamusia z tą panią przebierały groch tu przy stole. I to, że mamusia moja też miała przytomność umysłu. […] jak go zobaczyła, a on był bardzo - mówili - krwiożerczy po prostu i taki Niemiec na Żydów okropnie zawzięty. I wszedł tu, a mamusia do niego po niemiecku i to zawsze tak Niemca zaskoczy, że bardzo się cieszy, że już ją tu odwiedził. A ta wyszła tak delikatnie z pokoju drugimi drzwiami i w pole.

Raz to znowu na koniach przyjechali, co też gdzieś nie wiem nawet, za czym tu jeździli. To wtedy ona w ogrodzie była, też w takich krzakach siedziała. Też pamiętam, bo też w ogrodzie byłam, ale jak widziałam, to poszłam.

Front

jak front szedł, to nas chciał wystrzelać. […] To też ktoś "usłużny" mu napisał na kartce, że mamy 3 konie, a my mieli jednego tu w stajni, jeden był schowany w stodole, a jeden to był u sąsiada, dali. A tego, poszedł, wszedł do stodoły, ten koń się odezwał. Jak posłyszał, że tam koń jest, wyciągnął tam teraz, żeby ustrzelać tych właścicieli, że się konia schowało przed nimi. I chwycił moją mamę za rękę i na pole wyprowadzić strzelać.

A tu była służąca taka, już ze dwadzieścia parę lat u nas była, i on krzykła, bo ona taka była strasznie przywiązana do nas, do mojej mamy. Jak ona krzykła - to w sieni było - jak on się odwrócił i strzelił do niej. A mamusia wtedy wyskoczyła na pole. Ja uciekłam jakem była w sukience cienkiej, tym, a to przecież był 25 styczeń, uciekłam do lasu. Nie wiedziałam, czy mamusia żyje czy nie, bo to nawet jak ja byłam już na polu, to słyszałam ten strzał.

Koniec wojny

Po wojnie [...] trochę uczyłam w Jastrzębi w szkole, ale tu znowu kradli po prostu, co robili, to kradli. Ja powiedziałam tak, że ja tyle nie dostanę za miesiąc w szkole, co oni mi tu wywiezą. I zrezygnowałam i za mąż wyszłam, bo też trudno było gospodarkę prowadzić bez chłopaka.

Nie wiedziała, czy ojciec żyje, czy ten mąż... [...] Ona szukała go po wojnie przez Czerwony Krzyż, co się z jej mężem stało. I ona później tak domyślała się, że musiał tam zginąć

Medal

Przyjechali, ja już byłam, już nie chodziłam, na wózku, to przyjechali tu na miejsce. Ambasador z Izraela z tłumaczką i tego, i zastępca burmistrza z Ciężkowic też musieli przyjechać, bo pasowało. Bo to taka uroczystość

 

Więcej

Bibliografia

  • Monika Stec, Wywiad z Marią Mikoś-Gramsch, Przybyłów 7.10.2010