Rodzina Milczanowskich

powiększ mapę

Audio

4 audio

Więcej o rodzinie Milczanowskich

Sprawiedliwe

Wanda Adamczyk i jej matka, Anną Milczanowską, mieszkały w Krakowie, przy Placu na Groblach 19. Córka Wandy, Ewa Chitry, w wywiadzie dla Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN opowiada: „[Mieszkały] w małym mieszkaniu, składającym się z jednego pokoju, kuchni, spiżarki – podkreślam, bo to było bardzo ważne miejsce. Mieszkanie było bardzo skromne, moja babcia była samotną osobą wychowującą córkę”.  

Anna pochodziła z Jarosławia. Kiedy jej matka zmarła, dwunastoletnia wówczas dziewczyna ruszyła w świat za chlebem. Dotarła aż do Krakowa i tu znalazła pracę w kuchni jednej z krakowskich restauracji. Z czasem poznała wiele osób ze środowiska restauratorów.

Żydzi

Wśród tych znajomych znalazły się Maria Bester i Franciszka Wildstein, córki Estery Langdorf. Franciszka była właścicielką restauracji „Jutrzenka”.

Wojna

Gdy wybuchła wojna i w Krakowie rozpoczęły się prześladowania Żydów, Maria lub Franciszka zwróciły się do Anny z prośbą o pomoc. Chodziło o ukrycie Estery i jej synowej Blanki Langdorf, która po ucieczce z getta w Brzesku wraz z mężem Józefem ukrywała się w okolicach wsi Wola Przemykowska. Józef, którego semickie rysy uniemożliwiały oficjalne przewiezienie go do miasta, pozostał jeszcze jakiś czas na wsi, ukrywając się na własną rękę, a potem przedostał się do getta w Bochni. Tam poznał Mendla Tidera, z którym ponownie uciekła z getta. Obaj mężczyźni znaleźli schronienie u Pawła Miki we wsi Zaborów.

Pomoc

Estera i Blanka

Anna zgodziła się przyjąć Żydówki. Siedemdziesięcioletnia Estera od razu trafiła do jej mieszkania i pozostała tam do końca wojny. Po Blankę trzeba było pojechać. Miała ona fałszywe dokumenty na nazwisko Maria Kijania, a jej wygląd był wystarczająco „dobry”, by zaryzykować podróż.

Anna statkiem dotarła z Krakowa do Woli i stamtąd zabrała Blankę. Był grudzień 1942 roku.

Ukrywanie

O ówczesnych warunkach życia Wanda tak pisała w relacji dla Żydowskiej Instytutu Historycznego: „Mieszkałyśmy bardzo skromnie. W zimie z braku węgla w pokoju stał żelazny piecyk z blaszaną rurą przez cały pokój. Opalałyśmy starymi szmatami, starym drzewem i obierzynami z ziemniaków. Mama zarabiała bardzo mało, ja chodziłam do szkoły zawodowej. Żywność była tylko na kartki, a osób potrzebujących jeść było więcej”.

W małym mieszkanku nie było szansy na stałe osobne miejsce dla dwóch ukrywających się kobiet. „One spały tam, gdzie się dało – w kuchni, w przedpokoju, w pokoju, na jakichś rozkładanych rzeczach, bo mieszkanie było małe, bardzo skromne, nie było komfortu takiego, żeby mogły mieć swój pokój, generalnie warunki były trudne”, opisuje Ewa, córka Wandy.

Blanka, ze swoimi fałszywymi polskimi papierami i dobrym wyglądem, pracowała u różnych znajomych Anny – między innymi u państwa Szczepańskich – jako służąca. Ukrywała przed nimi swoją prawdziwą sytuację. W końcu, żeby zdobyć środki na swoje i matki utrzymanie Blanka znalazła zatrudnieniew niemieckim urzędzie pracy w Krakowie. Było to ryzykowne, ale pracując u Niemców Blanka stawała się bardziej wiarygodna jako „aryjka”.

Rewizja

Zimą 1943/44 roku miała miejsce niebezpieczna sytuacja – prawdopodobnie ktoś doniósł na ukrywające kobiety. W kamienicy nietrudno było zauważyć, że w mieszkaniu Milczanowskich przebywają nieznane osoby. Opowiada Ewa Chitry: „Dom, w którym babcia mieszkała razem z mamą, był w oficynie i nie był pojedynczy, tylko w zaułku, w którym była kuchnia, były okna drugiego budynku, tak że wgląd w to, co się dzieje w pomieszczeniach, był możliwy, tym bardziej że małe mieszkanie, upał letni powodował, że trzeba było okna otwierać. I z wyższych pięter można było dostrzec, co się tam dzieje”.

W środku nocy u Milczanowskich zjawiło się gestapo. Kobiety były na taką okoliczność przygotowane – Estera i Blanka czym prędzej ukryły się w spiżarce, której drzwi były specjalnie zamaskowane: wsiały tam różne ubrania, szlafroki, kurtki, swetry.

Całość musiała faktycznie sprawiać wrażenie litej ściany, bo Niemcy nie odkryli kryjówki. Aresztowali natomiast Wandę, wówczas szesnastoletnią – brunetkę z czarną oprawą oczu. W swojej relacji Wanda tak opisała to zdarzenie: „Gestapowcy przeprowadzili rewizję w mieszkaniu. Skrytki nie odnaleźli, ale mnie aresztowano, podejrzewając, że jestem Żydówką. Ponieważ byłyśmy z mamą spokojne i opanowane, nie przypuszczali, że oprócz nas może być ktoś jeszcze w mieszkaniu. Wzięłam ze sobą przedwojenne zdjęcia do komunii i świadectwa ze szkoły podstawowej z adnotacją na każdym, że jestem wyznania rzymskokatolickiego. Po dwunastu godzinach i wylegitymowaniu wypuszczono mnie”.

Zagrożenie

W końcu w urzędzie, w którym pracowała Blanka, zaczęły krążyć plotki o jej żydowskim pochodzeniu. Kobieta ignorowała je i nadal przychodziła do pracy, próbując w ten sposób dowieść, że są fałszywe. Gdy jednak sami Niemcy zaczęli ją ostrzegać, w lutym 1944 r. porzuciła pracę. Wyprowadziła się także od Szczepańskich i wróciła do Anny.

Przebywała tam do lipca, do czasu, gdy u Milczanowskich pojawili się inni potrzebujący dachu nad głową – krewni Anny. Blanka wróciła wtedy do Szczepańskich, tym razem ujawniając im swoje pochodzenie. Pozostała w ich domu do końca wojny.

Utrzymanie

Jako kucharka w niemieckim kasynie, Anna czasem przynosiła stamtąd jakąś żywność. Oprócz tego Anna i Wanda regularnie przeprawiały się na wieś. „Babcia jeździła w dalszym ciągu do Woli Przemykowskiej, bo to był kontakt tej rodziny, ponieważ tam ukrywał się mąż i syn tych pań. Dowoziła tam odzież, buty, dokumenty, a często przywoziła żywność, którą organizował ten pan Langdorf i różni jego znajomi w Woli Przemykowskiej. Transport odbywał się Wisłą, ponieważ pływał statek, Wola Przemykowska była miejscowością położoną nad Wisłą i kontakt właściwie był dość wygodny”, wspomina Ewa Chitry.„Jakaś odzież mniej potrzebna, buty, to znajomi jej dawali i ona to wiozła na wieś, do tej Woli Przemykowskiej, do Kars, do różnych miejscowości wzdłuż Wisły. Mogła to wymieniać na żywność, bo to był handel wymienny. Dawała coś za coś. Ludzie chętnie dawali żywność, bo na wsi było łatwiej ją zdobyć, natomiast nie mieli ubrania, nie mieli butów, nie mieli dokumentów – i też przywoziła dokumenty dla Żydów”.

Inni członkowie rodziny Langdorfów

Z pomocy Anny skorzystała również druga córka Estery, Maria Bester. W świadectwie Wandy spisanym dla ŻIH-u czytamy: „Mama pracowała w niemieckim kasynie oficerskim (…) w Krakowie. (…) Zaproponowała wysokiej rangi oficerowi niemieckiemu, aby zajął piękne, umeblowane mieszkanie pożydowskie w Krakowie na ulicy Zwierzynieckiej. Było to mieszkanie Marii Bester, w którym jako służąca pracowała [ona] do końca okupacji”

Żydzi z getta

Milczanowskie pomagały także ludziom z getta w Brzesku:„Mama wspominała, że często jeździły na wieś i nieraz z Żydówkami i z żydowskimi opaskami na rękawach wchodziły do getta i tam Żydzi umawiali się z moją babcią i z mamą, że na wypadek likwidacji getta (...) któraś z [nich] przyjedzie i uwolni ich ze skrytki, którą mieli – przejście do piwnicy pod podłogą z kuchni – w tym getcie. No i mama mi opowiadała, że raz w zimie dostała wiadomość, że rano w tym dniu zlikwidowano getto w Brzesku, natychmiast pojechała tam, ale niestety w skrytce nie było nikogo. No i do końca nie było wiadomo czy ktoś z tych ludzi z getta się uratował”.

Po wojnie

Estera u Anny, Blanka u Szczepańskich, Maria w swoim mieszkaniu zajętym przez niemieckiego oficera,a Józef w kryjówce u Pawła Miki – wszyscy doczekali końca wojny. Estera z drugą córką, Franką, przeniosły się do Warszawy. Józef i Blanka zamieszkali w Krakowie. Pozostali w serdecznych relacjach z tymi, którzy dopomogli im przetrwać wojnę.

Anna nadal pracowała jako kucharka, a potem szefowa kuchni – nadal w kasynie, tylko teraz milicyjnym.

Pomoc, jakiej Anna i Wanda udzieliły rodzinie Langdorfów, była bezinteresowna: „Moja mama pomagała razem z babcią z pobudek czysto ludzkich, nie mając z tego żadnych korzyści, ani finansowych, ani innych, z chęci pomocy drugiemu człowiekowi w bardzo trudnych chwilach życiowych”, mówi Ewa Chitry. Jej słowa potwierdza w swojej relacji dla ŻIH ukrywana: „Nie finansowałam pomocy mi udzielanej (...) Żyliśmy w wielkiej przyjaźni”. I dodaje: „Największy dług wdzięczności mam jednak dla zmarłej pani Anny Milczanowskiej i jej córki Wandy, które z narażeniem własnego życia udzieliły mnie i nie tylko mnie skutecznego i pewnego schronienia”.

Życie w stałym zagrożeniu zostawiło swój ślad w funkcjonowaniu Wandy: „Moja mama (...) była bardzo nerwową osobą. Babcia twierdziła, że te przeżycia wojenne [to] spowodowały, (...) traumatyczne chwile i tak głębokie przeżycia i nerwy (...). Była młodą dziewczyną, te wizyty na gestapo, ten ciągły strach, (…) nasłuchiwanie, czy Niemcy nie nadchodzą, szybkie przeorganizowanie tego mieszkania, upchanie tych kobiet do komórki, to w nerwach, w stresie, w ciągłej niepewności (…). Dla młodej dziewczyny bardzo silny stres”.

Wspomnienia przeżytych traum powróciły pod koniec życia Wandy, gdy zaczęła chorować. Często wtedy wracała w rozmowach do tych niebezpiecznych czasów.

Dobro za dobro

Wanda chorowała ciężko, długo i wymagała stałej opieki. Jej córka Ewa, wówczas już bliska emerytury, a potem emerytka, nie zdołałaby ani sama podołać tej sytuacji, ani z własnych środków opłacić opiekunki. Mówi: „Pomoc mogłam sprawować dzięki finansowemu wsparciu organizacji żydowskich, które pomagały [regularnie] (…) plus dodatkowa pomoc [przesyłana] (…) przez ofiarodawcę anonimowego (…) ze Stanów Zjednoczonych trzy razy w roku”. Środki te, dostarczane przez osiem lat choroby Wandy, pozwoliły córce Sprawiedliwej zapewnić matce godną opiekę.

Bibliografia

  • Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, 349, 1857
  • Maślak Magdalena, Wywiad z Ewą Chitry, córką Wandy Adamczyk, Kraków 29.05.2009
  • Gutman Israel red. nacz., Księga Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Ratujący Żydów podczas Holocaustu