Rodzina Kotarskich

powiększ mapę

Audio

4 audio

Relacja Alicji Kowalczyk

Ratujący

[Nazywam się] Alicja Kowalczyk, urodzona pierwszego października 1941 roku Kolonia Klimusin, 6 kilometrów od Piask. Mama [nazywała się] Weronika Kotarska, tato Jan Kotarski. Z 1903 roku byli obydwoje.

Ukrywana

[Nazywała się] Henia Szweryn. Wtedy mogła mieć jakieś 16 lat. Tak rodzice z wyglądu oceniali. Mówiła po polsku.

[Kto to był], tego nie wiem. Czy to była jakaś znajoma? Na pewno z widzenia, ale z bliższych kontaktów to nie. Później nawet jak ojciec jej przychodził, to był taki skryty. Mój ojciec mówił mu, że jest taka i taka i czy to nie jest jego córka? To się zaparł i nie przyznał. Ojciec przekazał [jej], że taki Żyd przychodzi, ale się jej zaparł. Ona po opisie uważała, że to [jej] ojciec. Mówiła, że może jeszcze przyjdzie.

Historia ukrywania

Rodzice opowiadali, że to była ciężka zima, silne mrozy do czterdziestu stopni nawet, a ona była przechowywana w sianie w stodole, bo nie było gdzie. Wyrwana była dziura w sianie i tam miała ukrycie, i tam była.

Ludzie przychodzili do domu i trudno było utrzymać, żeby była razem w mieszkaniu. Jakoś przeżyła. Ojciec opowiadał, że nieraz miał stracha, bo mróz potężny, a ona tam w sianie. Bał się, że co się z nią stało, że już nie żyje, że może zmarzła. Raniutko wpadał do stodoły, odkryła ten otwór, żyła. Wyglądała z tego otworu cała i zdrowa. 

Odchodząc od nas, zostawiła list. List do rodziny. Ten [jej] ojciec był później, jak ona odeszła. Przyszedł i gdy mu mój ojciec pokazał ten list, to się przyznał. Bardzo żałował, rozpaczał, że taki głupi był, że się nie przyznał, bo może już jej nie zobaczy. I chyba nie zobaczył. 

Sama wspomina w tym liście, że Bóg tak chciał i że ojciec [mój] taki serdeczny był, że przyjął, że zaopiekował się nią. Chyba samo to mówi za siebie.

Po wojnie

Rodzice gdzieś nią kierowali, jak odchodziła. Nie widziała, gdzie się udać, co zrobić. Za jakąś Polkę wyjechała na roboty do Niemiec, jako Polka. Mama uczyła ją pacierza. Chciała, żeby ją ochrzcić, ale rodzice tego nie zrobili, bo było do Piask 6 kilometrów. Trudno się było afiszować z Żydówką. Ochrzczona przez moich rodziców nie została. 
Tata mówił: „Dał jej Bóg przeżyć. Niech jej się tam dobrze powodzi.”

Z sąsiadów nikt nie wiedział.

Korespondencja

Przysłała list. Wyjechała do Niemiec, a później do Francji. Pisze, że dobrze jej się powodzi. Ale ojciec jakoś tak... strach był czy coś, nie kontaktował się z nią. Po jakimś czasie dowiedział się, że [jej] ojciec i brat w Trawnikach zginęli.

Ja się tym nie interesowałam, bo byłam dzieckiem. Potem jakoś mnie to nie obchodziło. Przypadkowo znalazłam ten list. Rodzice pomarli i jak książki zbierałam, to natrafiłam na ten list. Teraz takśmy mówili, może by to wysłać gdzieś. Już nieraz była mowa o Sprawiedliwych, ale tak jakoś to wychodzi...

Relacja pochodzi ze zbiorów Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie; została zarejestrowana w ramach projektu "Światła w ciemności - Sprawiedliwi wśród Narodów Świata".

Więcej

Bibliografia

  • Dąbrowska Anna red., Światła w ciemności. Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Relacje, Lublin 2008
  • Wejman Wioletta, Wywiad z Alicją Kowalczyk, córką Jana i Weroniki Kotarskich, Lublin 1.01.2007