Rodzina Cyganów

powiększ mapę

Audio

7 audio

Relacja Edwarda Cyganiewicza

Urodziłem się w Dratowie pod Lublinem, 20 maja 1929 roku.

W momencie kiedy Sara Reis zawitała do naszego domu, miałem 13 lat, a moja siostra 11. Siostra bawiła się jeszcze lalkami. Natomiast ja już byłem taki „wyroślak”, którego już bardzo interesowało wszystko, gazetki, pistolety, granaty i amunicja. Ojciec nawet dawał mi broń do przechowywania. Mówił wtedy do mnie: „Edek, jak mi dadzą w tyłek, to będę mógł mówić z czystym sumieniem, że nie wiem.” Były to oczywiście bajeczki. Jakby mu dali wycisk, to... Więc ja sobie absolutnie zdawałem sprawę i przez całe te 8 miesięcy się bałem. Bałem się.

Jak się latało z chłopakami, szło się do szkoły, to ciężko było. Już sama świadomość, że trzeba trzymać język za zębami [dla] takiego chłopaka to był ogromny wysiłek. Mogę powiedzieć, że przez te 8 miesięcy w kółko się bałem. Taka była prawda. Tym bardziej, że jeszcze przez specjalne megafony Niemcy ogłaszali, co czeka ludzi w razie wpadki.

W lutym 1942 roku przyszła do nas Żydówka Sara Reis. Sarę znaliśmy od zawsze, od „głębokiej przedwojny”. Początkowo ukrywała się na wsi, w której mieszkała. Była ochraniana przez rodzinę Marciniaków. Ale tam zaistniał pogrom. Jak powiedziała nam Sara, rodzina Marciniaka została poddana eksterminacji. Wymordowano wszystkich z powodu ukrywania Żydów - rosyjskiego jeńca i całej 7-osobowej rodziny Reisów. Zdążyła zbiec tylko Sara, która przyszła do nas z Dratowa do Abramowa, oraz jej siostra Rachela, która uciekła do bezdzietnych gospodarzy w okolice Łańcuchowa.

Mój ojciec był przerażony, bo niedaleko nas był posterunek granatowej policji, a część tej policji była skorumpowana. Do gminy zaś przynajmniej trzy razy w tygodniu przyjeżdżała żandarmeria niemiecka.

Powstał więc wielki popłoch. Wszyscy byli przerażeni, co będzie dalej. Matka płakała, a ojciec łapał się za głowę. Ale mama jakoś ubłagała ojca, żeby coś radził. Pamiętam, jak ojciec wtedy powiedział: „Jaśka, nie martw się, jakoś Sarę ochronimy.” Ustalono wtedy, że będzie przebywała u nas jako daleka krewna. Ponieważ matka była chora, więc że ona niby przyjechała zaopiekować się nią i dziećmi.

Sytuacje zagrożenia

Sara była u nas 8 miesięcy. Sąsiedzi nic nie wiedzieli. Wiedziało jedynie kilka osób z konspiracji. Ale koledzy tatusia w gminie, bo ojciec to był taki dobry Wojtek, który chciałby całej ludzkości dobrze zrobić, go podkablowali. Jan G. i Aleksander J.

Doniesiono do granatowego policjanta Franciszka N., który przybiegł zaraz do ojca z ostrzeżeniem, że wybiją całą rodzinę, Żydówkę i jego także, bo co z niego za policjant, skoro nie wie, co mu się dzieje pod nosem. Ojciec już był z nożem na gardle. Dodatkowo był jeszcze wtedy w konspiracji, w AK. A w AK była już sekcja „Żegota”, ochraniająca Żydów.

[Franciszek N.] zaproponował ojcu, że wyprowadzi się Żydówkę za stodołę, zastrzeli, zakopie i będzie w porządku. Więc ojciec mu mówi: „Panie komendancie, niech pan tego nie robi. Pan wie, z jakiej organizacji ja jestem. Jeżeli pan to zrobi, to pan też zostanie zlikwidowany. Ja panu obiecuję, że ona zniknie.”
 

Wiedzieli dalsi koledzy z konspiracji, bośmy bardzo starannie to ukrywali. Z tymże dla mnie to chyba było najcięższe, bo dla takiego chłopaka, proszę sobie wyobrazić, jaki się w tym wieku ma ozór. Ale dzieci miały wtedy trochę inną mentalność i wiedziały doskonale, co mogą powiedzieć a czego nie.

Ojciec był starym biuralistą i nie było dla niego problemem fałszowanie wszelkiego rodzaju dokumentów. Wtedy jednak jeszcze nie dysponował fałszywymi pieczątkami. Nie mając wyjścia, musiał wypełnić w gminie specjalny blankiet o zameldowanie Sary pod obcym nazwiskiem jego krewnej i wysłał go do starosty niemieckiego w Puławach razem z innymi dokumentami. [Starosta] podpisał i to pismo przyszło z powrotem do nas. Tym sposobem Sara została zaopatrzona w fałszywy dokument.

Ojciec porozumiał się wówczas z pewną znajomą akuszerką w Warszawie - Kazimierą Ziębą i Sara została odwieziona przez ojca do Klementowic, a stamtąd pojechała do Warszawy. Tam się „przechowała” do chwili wyzwolenia. Wyszła „na powierzchnię”, kiedy Rosjanie dotarli do Wisły.

Po wojnie

Po wojnie Sara wróciła do Lublina, wyszła za mąż za Żyda, który też zdołał się uratować. „Przechował” się w Zawieprzycach. Siostra Sary, Rachela, która ukrywała się pod Łańcuchowem też przeżyła wojnę i również wkrótce wyszła za mąż. Zamieszkały na Lubartowskiej. Przyszły na świat ich dzieci.

W 1948 roku zmarła moja matka i ojciec z naszą dwójką, czyli ze mną i moją siostrą Heleną przeniósł się do Lublina. Byliśmy w kontakcie z „naszymi” Żydami. W Lublinie nastroje do Żydów były bardzo różne. Nawet zdarzały się rzeczy brzydkie, pojedyncze morderstwa. Ojciec jednak dalej przyjaźnił się z naszą przyszywaną żydowską rodziną. Ostatecznie oni zadecydowali, że wyjadą do Izraela. Wyjechali gdzieś w 1950 bądź 51 roku. Mimo wyjazdu, kontakty utrzymywaliśmy nadal.

Medal

W 1953 roku parlament izraelski, Knesset, podjął uchwałę, żeby uhonorować ludzi, którzy przyczynili się do ratowania Żydów. Uhonorowano całą naszą rodzinę, ponieważ cała nasza rodzina, wszyscy przyczyniliśmy się do uratowania Sary i tak też potraktował to parlament.

W 1978 roku Instytut Pamięci w Jerozolimie, Yad Vashem podjął uchwałę na wniosek Sary Zylbersztajn z domu Reis, że całą rodzinę należy uhonorować medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Mam medal i dyplom, posiadam wszelką dokumentację. Szkoda tylko, że odznaczenie dla ojca przyszło dziewięć dni po jego śmierci. Nie zdążył go nawet zobaczyć. Dla upamiętnienia naszych dokonań zasadzili nam drzewko w Alei Sprawiedliwych numer 889, mam nawet zdjęcia z tego sadzenia.

Bodajże w 1989 roku zostaliśmy zaproszeni przez Sarę do Izraela.
Ponieważ nie wszystkich Sprawiedliwych ujawniono, jest także w Yad Vashem pomnik „Nieznanego Sprawiedliwego”. To jest piękny gest w stronę tych ludzi.

Relacja pochodzi ze zbiorów Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie; została zarejestrowana w ramach projektu "Światła w ciemności - Sprawiedliwi wśród Narodów Świata"

Więcej

Bibliografia

  • Dąbrowska Anna red., Światła w ciemności. Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Relacje, Lublin 2008
  • Baum Marzena, Wywiad z Edwardem Cyganiewiczem, Lublin 1.01.2003