Rodzina Sikorów

powiększ mapę

Audio

5 audio

Wywiad z Edwardą Boś

O życiu przed wojną

„To było dobrze, rozmawiały, przychodziły, jak tam trzeba im było coś kupić, to u nas czy u ludzi innych kupywały i tak sobie żyły (...). Było ich tam sporo, no i tam w tym Kraśniku to zajmowały się z ludźmi, tematy prowadziły. (...) Co trzeba było, to se poszły na wieś, kupiły i tam jakiś handel prowadziły między sobą”.

„Bożnica była, była. Była i jest jeszcze. (...) Trochę tam pamiętam, bo jak były u nas, to tam modliły się, swoje te rozmaite biblije miały, przypinały se do głowy. Modliły się, nikt im tam nie bronił”.

„Byłam raz w Kraśniku, już getto było to. I tak brały: tego wziąć, i tego wziąć, i tamtego wziąć. I wybijały, które bogatsze, które pasowały im tam, Niemcom, to wybrały i później ich tam gnały gdzieś”.

„One wiedziały, że na potępienie będą miały pójść [Wówczas nie mogły tego wiedzieć; jest to interpretacja post factum bardzo częsta w chłopskich relacjach – przyp. red.], to trzeba szukać jakiegoś schroniska, żeby się ukryć. Miały, te co u nas były, to żyły dobrze z moimi ojcami i porozmawiały się, żeby skryły ich gdzieś, tych Żydów. No i przede wszystkim to matka tam zarządziła, że skryć ich, schować ich gdzieś. No i tak się umówiły, że przyjdą do nas i mamy ich schować gdzieś”.

O kryjówce

„Umówiły się, że w nocy przyjdą. Przyniosły se tam troszkę jakichś tam ciuchów, trochę tam czegoś. Do zjedzenia to se tam naładowała ta Żydówka, to se przyniesły. No i przyszły w nocy, ale gdzie ich schować? Umówiły się, że będą kopać kryjówkę. I tę kryjówkę gdzie? W komorze w naszej, pod komorą, pod podłogą, tę kryjówkę”.

„Kopały wiaderkami ziemię, wynosiły tę ziemię do stodoły w taki dół, to była piwnica kiedyś, a teraz ta piwnica to nie była do niczego nie zdatna. I w ten dół wynosiły ziemię wiaderkami. (...) I to wyścielały to słomą, żeby było sucho, żeby siedzieć. Zrobiły takie prycze jedno, żeby się, bo się wszyscy na dole nie zmieszczą, to się trochę na pryczach się siedziało, czy spało.

O strachu

 „Jak się dowiedzą, to wybiją tych ludzi. Gdzie kto trzymał. Tylko niech sobie robią schronisko, żeby nikt nie wiedział. A tak to było opowiedziane, że zostaną ludzie wybite. Także pod taką opieką, że wola boska, może co Pan Bóg da, że się nikt nie dowie, że u nas są schowane”.

„O i tak się widziało, że o, tydzień, dwa. A tu było dwa lata. I dwa lata trza było jeść dawać i opiekować się nimi. Schowane były w kryjówce tej, co wykopane były, to były schowane. Przez dwa lataśmy się musieli męczyć. Jeść dać. No bo jak, sprzątnąć, znieść, zabić ich?”.

O codzienności

„I tak, miesiąc po miesiącu, tydzień po tygodniu, przeszło dwa lata trzeba było jeść dać. Gotowały sobie jeść same, bo to przychodziły, jak w tej kryjówce siedziały, to z tej kryjówki wychodziły sobie do naszej kuchni. Tośmy mieli kuchnię. I tam, w tej kuchni ta Żydówka gotowała im jeść. Gotowała im (...), ich było siedmioro”.

„Szlama, Srul, Mania, Mosio, to Moszek. Zadowolone były, żeśmy ich schowali. Zadowolone były”.

„A był taki Mosio jeden, co mu żonę zabiły w Sulowie. (...) Troszkę się przechował tamój, troszkę, nazywał się gospodarz Kowalik. To u tego Kowalika. A to pod szopą tam się schował, a to se zasłonił, snopek słomą postawiony był i słomą tam był zatkany. Także później się ten Żyd dowiedział, że u nas by się mógł schować. I przyszedł i zawołał prosić, że może byśmy go schowali. Wzięły się moje ojcowie zgodziły”.

 „W kryjówce tylko tej siedziały. I tak, siedziały w dzień, siedziały w nocy, czy spały w nocy. I dzień po tygodniu schodził. Jeszcze dwa lata przeszło. Jeszcze dwa lata przeszło. (...) Siedziały i spały i tyle. Bo co można było robić w kryjówce, tam kryjówka była kwadratowa taka, wykopana. To co miały robić. Siedział i spał i drzemał i tyle”.

„Gazety im kupywałam. Gazety wyczytały od joty do joty, wyczytały i się cieszyły, że o, wojna będzie na ukończeniu, bo się posunęły, bo się posunęły. Także zadowolone były z tej gazety, co se przeczytały”.

Co dzień się chodziło. Albo ta Żydówka, co gotowała im jeść, to przychodziła do nas, do naszego mieszkania, a oknaśmy mieli zatkane. Tu się powiesiło chustkę, tam jakiś koc, żeby nie widać było”.

„Wychodziły sobie do sieni. Z sieni sobie do kuchni wychodziła, bo w kuchni gotowała jeść. (...) No i później znów do kryjówki trzeba było pójść”.

„O, było ich siedem, to niech jeszcze będzie i ta. Ta Żydówka mała miała może z osiem lat czy z dziewięć, nie wiesz. Ona z ojcem niech się schowa u nas. I ona była u nas do końca…”.

„Miałam łączność z takim Żydem, co on się nazywał Zelig i on był, garbarzem był. (...) Mi dał raz cały kosz cukru w kostkach. „Na, mówi, weź tam, podzielisz ich, to tamój im się ten cukier zda”.

„A Jankiel to był Żyd i on należał do tych, do tych Żydów policji, tej żydowskiej. Także jak był w policji żydowskiej, to chodził z karabinem. Później się dowiedział, że coś będzie z nimi źle. Coś będzie z nimi źle. Poszedł, drugiemu powiedział, że: „Musimy uciekać”.

„Uciekł do takich ludzi, co się nazywały Młynarczykowska. Uciekł do takich ludzi w Kraśniku. I powiedział do niej: „Chowaj mnie, kobito!”. „Uciekaj, Jankiel, uciekaj, nie chcę, żebyś tu długo był. Uciekaj, uciekaj”. Także doradziła mu ta kobita, żeby uciekał. I stamtąd uciekł na pasiekę do Skrzypków”.

O sąsiadach

„On wiedział, że u nas są Żydy (...). Wiedziały, że u nas ktoś jest. I porozmawiały se, że one by chciały tam pójść, gdzie są Joski. Te Żydy się nazywały Joski. (...) Nie mówiło się tam Edelsztajn, tylko Josek”.

„Kowalik wiedział, że u nas są Żydy. Przyniósł im raz mleka im przyniósł w dzbanku. Raz im grochu takiego zielonego przyniósł, także tam wspomagał ich tam troszeczkę. A, o, grochu przyniósł, to mówi grochówkę se ugotujeta. Także Kowalik niby wiedział, że u nas są Żydy. Ale wszystko w ukryciu, nie puścił pary z pyska”.

„Temu Skrzypkowi zapłaciły pieniędzmi, to była zima i siadł na saniach ich wywiózł (...). I poszły do Kowalika. U Kowalika się opowiedziały, że one chcą pójść do Josków. I Kowalik zarządził synowi swojemu: »Weź Józek – mówi - zaprowadź ich«, żeby do nas zaprowadził”.

„Zaszczekał nasz pies, wyszliśmy, na co ten pies szczeka? A patrzymy się, a to przyszło dwóch Żydów: Jankiel i Rolnik. Przyszło i chcą się schować u nich. Takżeśmy se pomyśleli tak: »Jak jest ich trochę, 7, 8 ,9, to i te dwa się zmieszczą jeszcze. To i te dwa się zmieszczą jeszcze«. I przyjęliśmy ich. Musieliśmy jeszcze kryjówkę powiększyć troszkę, bo były się nie pomieściły w tej kryjówce”.

„Myśmy zasuwali zawsze sień. To jak przyleciał jeden sąsiad, wrrrrr, zajarmolił się. Czego się cholera zasuwata? Ano tak, żeby byle kto nie przyszedł. I zamydliliśmy ich. To jak przyszedł do mieszkania, to tak patrzy, o: tu, może tu, może tamój. I na piec, kontrolował, czy tu gdzieś coś nie dojrzy. Ale nie dojrzał nic nigdy. Takżeśmy byliśmy szczęśliwe u Boga. Że nie spotkały ni na łóżku, nie pod łóżkiem, ni w łóżku, nigdzie. Tak było. Szczęście u Boga, że nikt nie spotkał”.

O bandytach

„Na ostatku przyszły bandyty, przyszły te bandyty i bandyty nie wiedziały, że tu chodzą, pod spodem Żydy są schowane. To nie wiedziały. Tylko znalazły beczkę i w beczce były schowane ich rzeczy, koszula czy tam kalesony”.

„Szczęście tylko było u Boga, bo kryjówka była, a jakby tak tę deskę wziął od... i tam był zobaczył, ile ich tam jest. To tylko szczęście miały u Boga, że ich nikt nie zdybał pod tą deską”.

Więcej

Bibliografia

  • Krzysztof Banach, Wywiad z Edwardą Boś, Kolonia Stróża 26.09.2010