Rodzina Szajnerów

powiększ mapę

Relacja Józefa Szajnera

Sprawiedliwi

Narrator opowieści, Pan Józef Szajner, jest synem Marianny i Władysława Szajnerów. Pan Józef także został odznaczony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Całe życie mieszkał w Pawłowie koło Chełma.

W czasie II wojny światowej rodzina Szajnerów przechowywała żydowską rodzinę Nysenkorn. Pan Józef opowiada o okolicznościach i warunkach udzielenia pomocy. Po wojnie uratowani wyjechali do Izraela. Rodzina Szajnerów otrzymała medal "Sprawiedliwi wśród Narodów Świata".

Ukrywani

(Opowiada Pan Józef Szajner):

Zagłada Żydów z Pawłowa

Jak Niemcy kazali się zgłosić wszystkim Żydom na plac koło gminy, to która rodzina się nie zgłosiła, to ta przeżyła. A która się zgłosiła, to albo w Pawłowie rozstrzelali zaraz, albo do Sobiboru zabrali. Było ze 20 osób zabitych. Tylko rodzina Jankiela się nie zgłosiła.

Dużo nie było w Pawłowie Żydów. Z całej gminy przywozili Żydów i tutaj rozstrzelali. Na Majdanku nikt nie zginął od nas z Pawłowa. Tylko do Sobiboru. Od nas to jest 30 kilometrów. Tam jest pomnik żydowski. Jak ze spółdzielni jeździliśmy po drzewo, to ten pomnik widziałem. Z Rejowca osady, jak Żydów gnali do wagonów, to które już nie dało rady iść, na miejscu zastrzelali. Ile tam w tych rowach zakopane Żydów jest, och. Który starszy człowiek nie dał rady iść to ba-buch! go zaraz.


Rodzina Nysenkornów

Nazywali się Nysenkorn. Matka Nysenkorna została rozstrzelana. Pierwszą ją rozstrzelali, tę Żydówkę. Ale Nysenkorna to pamiętam. Jego w Pawłowie wszyscy nazywali Jankiel. Przed wojną handlował garnkami. Ten Jankiel, to ojca kolega, razem handlowali. Czy Polak, czy Żyd każdy miał jakiegoś przyjaciela. W samym Pawłowie mieszkali.

Pomoc Żydom

Jankiel przyszedł do ojca i mówi: „Władek, ratuj mnie”. Ojciec się zlitował. Był młody i Żyd też był młody. 30 parę lat, 40 miał wtedy. Przyszli na początku 1943 roku. Byli prawie 2 lata.

Ale nie tylko u mnie byli. Byli też u Łukaszewskiego. Tam ziemianka była wykopana, słomą przykryta. Oni miesiącami u mnie byli, miesiącami tam. [Państwo Łukaszewscy również otrzymali Medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” – red.].

Z kim on przyszedł do ojca? Nie pamiętam. To tajemnica była. Takie dziecko też nie mogło wiedzieć o wszystkim. Dopiero w 1944 roku, miałem 14 lat, wiedziałem, co za to grozi.

Przyszedł Jankiel i jego dzieci. Początkowo u nas były cztery osoby. A później trzy. Ten, co był chwilę tylko, należał do rodziny Nysenkorna. Fisiel czy jakoś tak się nazywał. Nie pamiętam. Jego siostra nazywała się Hela. Była tu też jego żona i ich dzieci. Heniek, syn Jankiela miał z 10 lat jak przyszli. A siostra Jankiela u Krzyżanowskich czy gdzieś krowy pasła.

Synek Jankiela

Jedno dziecko [Jankiela] miało 9 miesięcy. 30 stopni zimna było. Ja się dziwuję, że przeżyli takie mrozy. To dziecko, co miało 9 miesięcy wiadomo, że w takiej zimnocie się nie uchowa. Dali to dziecko do Korchuta, przyjaciela. Dzieci w tym domu było dużo.

Któregoś dnia do Korchuta przyszła sąsiadka, zobaczyła, coś nie tak. A co to, sąsiedzi nie wiedzą, ile dzieci jest? Ojciec nie mógł swojego dziecka zadusić. Oddał czyjeś. Jak Niemcy przyszli, to tak zbili Korchuta, że ze 2 tygodnie leżał. Ale dziecko już nie żyło. Jak pokazali, gdzie dziecko zakopane, dopiero Niemcy dali spokój. Jak by dziecko było, rozstrzelaliby. Za dziecko.

To było dziecko Jankiela. Syn.

Historia ukrywania

Życie w kryjówce

Obora była normalna, zadrzewiana, obora reglówka. Na dole krowy stały, a oni... Wyżki były zrobione i w tych wyżkach siedzieli. Szałas był zrobiony na wyżkach w słomie, taki tunel. Jak Heniek przyjechał pierwszy raz do mnie, to płakał: „Józiu, ja się nie dziwował, że ja tu przeżyję u was”.

Można powiedzieć, że od razu wiedziałem, że ktoś jeszcze w domu jest. A co się człowiek nie dowie, jak matka więcej jeść gotowała? Baniak jedzenia, patrzę, już nie ma baniaka. Oni wzięli, nie patrzą, czy to gorące. Od razu zjedli. Nie wiem, jak człowiek może wytrzymać w takich warunkach. Pamiętam, wychodziło się na szosę, żeby zobaczyć, czy ktoś idzie, żeby zanieść baniak do stodoły.

Czasami przychodzili ze stodoły do domu. Jak raz przyszedł ze swoim synem, był sąsiad. Okna pozasłaniane, drzwi zamknięte. Jankiel z synem uciekli na zapiec. A sąsiad tak nawalał na Żydów wtedy.

Trudne momenty

Brat w junakach służył. Uciekł. Niemiecka obława była. Matka mówi: „Synu, uciekaj”. Bał się. Chłop dorosły, Niemcy w razie czego będą zaraz aresztować. Zostałem z matką. Ojciec też uciekł. Gdyby ta niemiecka obława dowiedziała się, że tu ktoś jest, czy bandyci jacyś, czy Żydzi, to mnie i matkę zagnaliby do stodoły i podpaliliby.

Byłem kiedyś w Pawłowie, jeszcze za Niemców. Byli wartowniki, dwóch na warcie w razie pożaru. Jeden złapał Żydówkę i Żydziątko, takie małe było. Może miało 5 lat, dziewczynka. Przetrzymał ich całą noc, a rano oddał do Niemców. Później po wyzwoleniu kolega mój to wspominał.

Banda pawłowska

Czasami [Jankiel] wyszedł tylko się przejść, nie kradł. Wiadomo, że gdzie pójdzie kraść. A jeszcze co było: jak gdzieś poszedł do Łukaszewskiego, to tam pawłowska banda była – nie wiem, czy pawłowska, może pawłowska... Kurtkę miał przestrzeloną 2 razy. Byliby go zabili w nocy. Strzelił 2 razy. W kurtkę popadł, z lewej strony. Jakby niżej, by nie żył.

Pawłowska banda? Normalna banda. Partyzantka? Oj tam, partyzantka. Taka partyzantka była w Pawłowie, że w 1944 roku Pawłów zbombardowali. Jednego Niemca zabili. A ile ludzi zginęło. Ze 60 osób i cały majątek ludziom przepadł. Dom spalony, wszystko spalone. Te co mieszkali tutaj u ojca, u matki, wszystko im się spaliło. Nie mieli nawet w czym gotować. Pierwszy nalot, godzina szósta rano. Od razu zaczęli strzelać. A tu wszystko słomiane dachy.

Po wojnie

Koniec wojny

Byli do końca wojny, do spalenia Pawłowa. U mnie byli do 23 kwietnia, a 25 kwietnia 1944 roku Pawłów zbombardowali. Pamiętam to jak dzisiaj. Samoloty niemieckie okrążały. 2 naloty były.

Później, za Bugiem, to już były ruskie wojska. Oni jak uciekli od nas, jeszcze mieszkali parę tygodni w takich gliniankach. Jeszcze się kontaktowaliśmy. Jeszcze przychodził do ojca, bo z czego by żył. Chleb trzeba było dać.

Wszyscy przeżyli. Ta, która krowy pasła, też. Później w Chełmie mieszkali. Już się nie kontaktowaliśmy.

Kontakty po wojnie

Z Polski wyjechali chyba w 1960 roku. Dopiero teraz z 15 lat się kontaktujemy.
Jankiel już nie żyje. Ten na zdjęciu [syn Henryk] żyje. Nie żyje też żona Jankiela. Nikt nie żyje, nikt. Tylko ten jeden syn i siostra. Henio go nazywam, a on naprawdę jest Nysenkort Juh. A ja Henio, Henio. Jego żona też z Łodzi jest, pani dyrektor banku.

Przyjechali. Filmowali wszystko. Byłem u niego w Izraelu. Od lotniska ma 80 kilometrów. Synowa odwoziła nas. Ona po polsku nic. Henryk 3 lata służył w wojsku. Teraz jakem był, do sklepu idziem, żołnierze stoją. Nad morzem słonym [Morzem Martwym- red.] dziewczyny z bronią chodzą.

Zapraszali mnie po Nowym Roku, bliżej wiosny. Ale chyba nie pojadę. Zobaczę, jak się będę dobrze czuł, to pojadę. Już dawno zapraszali, nie miałem paszportu. Teraz wyrobiłem paszport. Edma dzwoniła w marcu. Pytałem, kiedy przyjadą. Oni w zeszłym roku byli u Łukaszewskiego na weselu, córka wychodziła za mąż.

Mówią po polsku? No jakżeż nie mówią?

Medal

Heniek był na uroczystości w Warszawie, jak ojcu dawali medal. Najpierw ojcu. Później ja wystąpiłem. Heniek mówił: „Tyś powinien dostać też medal. Ojciec dostał pośmiertnie, a ty masz za żywota”. On [Heniek] uważał, że ja też życie uratowałem. Gdybym powiedział wtedy, że Żyd czy Żydzi są, wiadomo, co by było. Nie trza zresztą mówić.
Z mojej rodziny nikt już nie żyje.

Relacja pochodzi ze zbiorów Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie; została zarejestrowana w ramach projektu "Światła w ciemności - Sprawiedliwi wśród Narodów Świata".

Więcej

Bibliografia

  • Dąbrowska Anna red., Światła w ciemności. Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Relacje, Lublin 2008
  • Kawa Magdalena, Wywiad z Józefem Szajnerem, Pawłów 14.12.2007