Rodzina Dziedziców

powiększ mapę

Audio

4 audio

Wywiad z Zofią Trojan

Znajomi

„Tatuś mój zajmował się gospodarką. Niewiele tego pola miał, no ale miał te konie, którymi woził towar. (...) No i między innymi dlatego (…) ci Żydzi wszyscy znali mojego tatusia w Brzostku, bo tatuś im woził ten towar”.

„Myśmy zaopatrywali się tylko w żydowskich sklepach. Wiem, że takie czapeczki, mnie i siostrze, to robiła taka Żydówka. To tato zawsze odrobił, bo pieniążków nie było”.

„No ja z Żydówkami też chodziłam do szkoły. Ja się bawiłam. Ja do tych sąsiadów, do tych Żydów ciągle chodziłam”.

„Schönwetter, bo ona Schönwetter była (...). Jej mąż był (...) w Brzostku żydowskim burmistrzem. (...) On zginął. No tośmy dobrze żyli. Tato się kontaktował z nim, bo on też miał gospodarstwo. Przychodził do tatusia. Radził się, co gdzie ma zasiać, co gdzie ma zrobić. Także myśmy żyli bardzo dobrze, bardzo dobrze”.

Prześladowania

„Tak, nie zdawałam sobie sprawy. Nie zdawałam sobie sprawy, ale później, jak zastrzelili tego… co Schönwettrowa się u niego ukrywała. (...) że jak było zimno, to ona tam siedziała…Proszę sobie wyobrazić, to sąsiedzi wydali”.

„W lecie przebywali w lesie, a w zimie to się kryli tam gdzieś po stodołach, po jakichś... Gdzie kto mógł, to się ukrywał. Ale nie była tak, żeby była cały czas tam, rok czy półtora, jak się ukrywali. Tylko przychodziła do nas, jak widziała, że tam nie może być”.

„W Jaworzu czy w Gębiczynie. Taka wioska była pod lasem. Ona się tam ukrywała z dziećmi. (...) Przyszła do nas, bo tatusia znała. Sąsiad był, wiedziała, jakoś zaufanie miała do tatusia, że tatuś ich nie wyda. I ukrywała się, (...) czasem cztery dni, czasem dwa tygodnie.

Kryjówka

„Jak była obława czy wiedzieli, że tam coś się dzieje, to przyszli. (...) To było parę kilometrów, ale szli polami. I byli u nas. W nocy przyszli. Tato nigdy nie powiedział, nie zamknął drzwi i powiedział: »Nie przychodźcie, bo ja się boję«. Tylko zawsze ich przyjął”.

„Miała takiego przyjaciela, tu z Jasła był, taki piekarz. (...) Oni byli wszędzie razem. A później, jak widziała, że już ma innego, ten wyjechał. Ale tymi dziećmi się opiekował. Ona sama by nie przeżyła (…), bo co by sama kobieta w lesie robiła i w ogóle. I w czasie drogi, jak szła, to przecież z dziećmi małymi. To były małe dzieci. Ta Zosia chyba 3 latka miała. Malutka była”.

„Ja spałam w kuchni na takiej leżance, a ona przyszła, tak się przytuliła do mnie”.

„Pamiętam jak raz, nie wiem, co to było, pozamykałam drzwi wszędzie i ją sprowadziłam na dół. I zeszła do nas do kuchni. No to tak wiejsko urządzone. »Jak tu macie ładnie«. Takie dziecko malutkie, trzyletnie. »Jak tu macie ładnie«.

Obcy

„Mieliśmy krowę jedną komendanta. (...) No i czasem ten komendant przychodził do nas się zapytać i w ogóle. Tośmy się aż czasem bali, żeby czasem psa nie wziął ze sobą. Pies by może wyczuł”.   

„Jak było lato, jak było jakoś możliwie, to na strychu, a tak to w stajni się ukrywali. Tam było ciepło, były krowy... Tam się ukrywali i nosiło im się posiłki, trzy razy dziennie się im nosiło. (...) Moja babcia, jak do stajni szła, niosła posiłki, fartuchem tak zakryła, że to niesie kurom czy coś, żeby ludzie nie widzieli”.

„U nas była w stajni taka kryjówka. (...) Taka duża paka z desek zrobiona. I była powała, taka prymitywna powała. I na tej powale (...) buraki były położone. I jedną deskę się wyciągało, że oni tam wchodzili i jak ktoś wszedł nawet do tej stajni, to myślał, że to są buraki, cała ta paczka. Ale tak to na strychu, w słomie siedzieli, a w nocy wychodzili. W dzień absolutnie nie”.

„Ale musieli cichutko. Takie małe dzieci. 3 latka i 6. Kłóciły się czasem. (…) Czasami szłam w karty z nimi zagrać. Ale człowiek był młody, nie zdawał sobie sprawy. Dziś by inaczej patrzył na to wszystko. Ale mój tato był odważny”.

„Siedzieli jak w więzieniu, jeszcze gorzej, bo w więzieniu można głośno powiedzieć, można coś… Oni tylko podsłuchiwali, czy do nas ktoś nie przyszedł, czy ktoś obcy nie przyszedł. Ja jak zamiatałam tam, to zerkali, czy kogoś nie ma.

„Żona Piłata ciągle go posądzała, że Schönwettrowa jest jego kochanką. No i jednego razu powiedziała, że poda Dziedzica (…). I takiego mieliśmy Grzesiakowskiego, kuzyna mojego taty. I on to załatwiał z Niemcami…. Bał się mój tatuś wtedy, bardzo się bał. I jakiś czas mówi: »Nie przychodźcie do nas, bo ja się boję. Nie przychodźcie do nas«.

„O nich wiedzieliśmy. Ja tylko o Szusie nie wiedziałam, że się ukrywał, ale o nich myśmy wiedzieli, cały czas. Jakoś miałam zakazane, wiedziałam, że... już byłam na tyle dorosła, że wiedziałam, że nie wolno mi powiedzieć”.

Szus

„Szus to on był u kolegi. (...) On powiedział, że go nie może trzymać, tylko jedną noc go przenocował i powiedział: »Ja cię nie będę trzymał, idź do Dziedzica«. To znaczy do mojego tatusia. Ale wcześniej jeszcze był u jednego kolegi, też mu powiedział, że nie, że się boi. Każdy się bał. No i przyszedł do nas. W nocy przyszedł i wszedł w słomę do takiej drewutni”.

„Pies zaczął szczekać (...) i ten służący poszedł, zobaczył go. (...) No i zawołał tatusia i tatuś go poznał. I przez dziesięć dni mu nosił tatuś jeść. Trzy razy dziennie. (...) nosili te dziesięć dni. I on mówi tak: »No dokąd będę siedział w tym grobie«. A tatuś mu powiedział: »Nie martw się, przyjdą po ciebie«. I przyszli, ci Żydzi przyszli, bo oni wiedzieli, że tam partyzanci są. Mieli broń. No i poszedł”.

„I później cały czas się ukrywał lesie. A później jeszcze był w Przeczycy, bo już mówił, że nie ma siły. Niemcy go chwycili. W tym lesie czy gdzieś tam szedł. (…) Pracowali, brali do robót. I też go ktoś tam poznał, że jest Żydem. Ale go nie wydał. I tam przeżył”.

„Szus mówił, że kradli, z tego się utrzymywali, że kradli, po nocach chodzili i kradli ludziom. Mówi: »Ty wiesz co, ja byłem złodziejem«.

Wyzwolenie

„Wtenczas, jak on się ukrywał, to on już nie wierzył w nic. Mówi, no gdzie ten Pan Bóg jest, że nie ma tej opieki i w ogóle (...). I jak przeżył, to wiem, że tatuś mi dał, nie wiem, jaka to była kwota, żebym zawiozła do Przeczycy na mszę”.

„On przyjeżdżał do Brzostka. Do sąsiadów przyjeżdżał. (...) Nie wiem dlaczego, ale nie przychodził do nas. Dopiero jak wyjechał. (...) I tam jest. W Australii. I bardzo sobie chwali, tam mu jest bardzo dobrze, tam nie ma tej różnicy Żyd – nie-Żyd”.

„Ona, Zosia, nie pamięta wiele, bo była mała. (...) Ale Manek to już 6 lat dziecko, to już pamięta. Ale nie chce pamiętać... To przykre, ale ja się już pogodziłam z tym. (...) Bo niektórzy mówią, że to jest nieprawda. Prawda jest, że niektórzy przeżyli i nie pamiętają. Wyjechali i nawet nie napiszą”.

„Nigdy nie wspominał tatuś, żeby miał jakiś żal... Nie, nigdy, nigdy nie mówił. Albo żeby się chwalił: »Jaki to ja byłem odważny...«. Nigdy, nigdy, nigdy, Nie, nie. Nigdy”.

„Teraz wszyscy mówią, że myśmy wiedzieli, aleśmy nie powiedzieli. Teraz wszyscy są dobrzy, tak. Na pewno jakby wiedzieli, to by powiedzieli…”.

„Jeszcze do dnia dzisiejszego mam taką, niby to koleżanka… Raz jej zwróciłam uwagę, bo tam kury chodziły, to tamto, grzecznie jej powiedziałam. To później poszła dalej i mówi tak: »Dosyć od Żydów się nabrały i jeszcze jej mało. I jeszcze o to jej chodzi (...)«. Wrogo patrzą”.

„Ja tak się cieszyłam tym medalem. Zawiozłam pokazać to wszystko. A sąsiadka: »A co mnie to obchodzi? A co mnie to obchodzi?«”.

Więcej

Bibliografia

  • Dedio Justyna, Wywiad z Zofią Trojan, Jasło 2.08.2010