Rodzina Banasiewiczów

powiększ mapę

Audio

4 audio

Więcej o rodzinie Banasiewiczów

Rodzina Banasiewiczów mieszkała w Orzechowcach, wsi położonej 10 kilometrów na północ od Przemyśla. Franciszek Banasiewicz urodził się w Warszawie, jego żona Magdalena pochodziła z Handzlówki, wsi koło Łańcuta.

Małżonkowie poznali się i wzięli ślub koło Zbaraża pod Tarnopolem. Po kilku przeprowadzkach osiedli we wsi Orzechowce, w rodzinnych stronach Magdaleny, gdzie mieszkał też jej brat Antoni.

Franciszek był malarzem i pracował od wiosny do jesieni. Magdalena prowadziła niewielkie gospodarstwo. Mieli czworo dzieci: Marię, Władysława, Antoniego i Tadeusza.

Wojna

Przemyśl dostał się w ręce niemieckie 15 września 1939 roku, a 12 dni później wkroczyła tu Armia Czerwona. Miasto podzielono na dwie strefy okupacyjne, z granicą na Sanie. W czerwcu 1941 roku, po wybuchy wojny niemiecko-radzieckiej, Niemcy zajęli także prawobrzeżną część Przemyśla.

Od początku swojej obecności w Przemyślu Niemcy odnosili się bezwzględnie do żydowskich mieszkańców miasta, których wielu rozstrzelali lub przepędzili do sowieckiej części. Dnia16 lipca 1942 roku utworzyli getto, w którym zamknęli Żydów z Przemyśla i okolic, ogółem 22 tysiące osób. Różne represje dotykały także Polaków. Jednym z elementów polityki niemieckiej wobec ludności polskiej na terenach Generalnego Gubernatorstwa byłapraca przymusowa – chodziło o dostarczenie III Rzeszy darmowej siły roboczej. Już w roku 1939 nakazem pracy objęto wszystkich Polaków w wieku 18-60 lat, później dolną granicę wieku przesunięto na 14 rok życia.

Tadeusz Banasiewicz, syn Magdaleny i Franciszka, w chwili rozpoczęcia wojny miał właśnie 14 lat. Wywieziony do Niemiec na roboty, uciekł stamtąd i w roku 1942 wrócił do Polski. Najpierw kilka miesięcy ukrywał się przed policją ukraińską w Handzlówce, a potem dotarł do rodzinnego domu.

Pomoc: 1942

Dla Żydów z Orzechowiec, Maćkowic i Ujkowic Niemcy wydali osobne zalecenie – kazano im zebrać się w majątku w Maćkowicach, gdzie jakoby mieli pracować. Salomon (Szlomko) Ehrenfreund, Żyd z Orzechowiec, trafił tam wraz z rodziną.

Kilka dni później okazało się, jaki był prawdziwy cel Niemców. Zgromadzonych w Maćkowicach Żydów wywieziono do lasu i tam zabito. „Ustawieni w kolejce, szlochając i modląc się, pozbawieni woli, podchodziliśmy kolejno do Niemców”,tak Szlomko opowiadał swoją historię Banasiewiczom, i tę opowieść przytacza siostra Tadeusza, Maria Jurek, w relacji spisanej dla Żydowskiego Instytutu Historycznego. Widział, jak jednym strzałem zabito jego teściową, potem siostrę i jej dwoje dzieci, po niej drugą siostrę, szwagra, w końcu jego córeczkę i żonę. „Kiedy przyszła kolej na mnie, coś się we mnie wzburzyło, dlaczego mam zginąć jak potulny baranek? Dlaczego mam się z tym godzić? Wstąpiły we mnie jakieś siły, zacząłem uciekać. Za moim przykładem poszedł Junek Frankiel. Strzelali do nas, ale nie trafili. Krzewy i drzewa utrudniały oprawcom celowanie. Nie szukali nas, ani nie gonili. Byliśmy uratowani”.

Cudem uniknąwszy śmierci, Szlomko wrócił do rodzinnych Orzechowiec. Liczył na pomoc sąsiadów i otrzymał ją. Józef Kościak dał mu ubranie i przetrzymał kilka pierwszych dni na strychu domu. Potem Szlomko ukrywał się w obejściu Antoniego Lenara, brata Magdaleny. Ostatecznie schronił się u Franciszka i Magdaleny Banasiewiczów, którzy ukryli go w stodole. Uciekinierem zajął się Tadeusz, syn gospodarzy, który sam też był zbiegiem.

Szlomko miał w Przemyślu brata Izaaka. Dwa razy opuszczał swoją kryjówkę w Orzechowcach i przedostawał się do niego do getta, i dwukrotnie uciekał stamtąd, unikając wywózek. W końcu poprosił Franciszka o ratunek dla brata. Po naradzie rodzina Banasiewiczów zdecydowała się przyjąć Izaaka.

Raz przyszedł i uciekł, przez zimę był, i znów jeszcze raz poszedł i znów uciekł. Mówi że znów akcja że coś... No i ma brata, to tamto, zaczął, (...). no żeby wziąć  jego, prawda, a on co to u nas był, nas było w domu, siedem osób. No i dyskusja w domu. Ojciec, matka, ta siostra Marysia, no i ja, no i co zrobić... no ja za tym, żeby wziąć, bo ja taki byłem zawsze litościwy.

Ehrenfreund napisał do brata list. Franciszek Banasiewicz przekazał go Marii Kuraś, która pomagała organizować ucieczki z getta. Jej mieszkanie, sąsiadujące z kwaterą komendanta getta Schwammbergera, było swoistym „punktem przerzutowym”. Maria odnalazła Izaaka i oddał mu list. Powiadomiony o możliwości ukrycia się poza gettem Izaak wykorzystał szansę i dołączył do brata.

Wraz z nim przyszli dwaj kolejni potrzebujący: krewny Ehrenefreundów Kuba Nassan oraz Marcel Tajch. 

Pomoc: 1943

Jakiś czas potem, prawdopodobnie w maju lub czerwcu 1943roku, Tadeusz przyprowadził do Orzechowiec następne trzy osoby: Janinę Tajch, krewną Marcela, Eugenię (Gienę) Nassan, żonę Jakuba i Fajgę Wajdenbaum.

W kolejnych miesiącach u Banasiewiczów pojawili się: Edmund Orner, Żyd z Łapajówki, którego okoliczności przybycia Tadeusz nie pamięta dokładnie, Beniamin (Bunio) Sztampater i Fela Szatner. Trafiła ona do Banasiewiczów przez Marcela Tajcha, w październiku 1943 roku. W Orzechowcach przebywaładwa, może trzy miesiące, do czasu, gdy jej rodzice zaleźli kryjówkę dla całej rodziny na ulicy Basztowej – wtedy Tadeusz odprowadził Felę z powrotem do Przemyśla.

Banasiewicz nie znał wcześniej ratowanych przez siebie Żydów. Nowi uciekinierzy przybywali do obejścia najczęściej na prośbę kogoś, kto już się tam znajdował. 

Zaopatrzenie

W drugiej połowie roku 1943 w stodole Banasiewiczów ukrywało się już 10 osób. Praniem i przygotowywaniem posiłków dla nich zajmowała się matka Tadeusza Magdalena i jego siostra Maria, o zaopatrzenie starał się głównie Tadeusz. Za otrzymywaną od ukrywanych biżuterię i dolary kupował jedzenie w zaufanym sklepie:

„...zakupy to oni tam pisali na kartce, co potrzebują. Na Franciszkańskiej sklep był, tam wszystko było. (…) Polski sklep. Ja tam przychodził z kartką, i jakieś tam biżuteria albo dolary (...) ja to oddawał i oni wszystko dali... ja nie wiem, jakie oni mieli z nimi kontakty przed tym i po tym... Oni mieli wszędzie kontakty. Tylko ja przyszedł, oni wszystko wydali, co było napisane, wszystko dali …”.

Jedzenia dla takiej gromady nie można było jednak kupić w jednym sklepie i przenieść do domu, nie zwracając niczyjej uwagi. Dlatego więc zakupy czyniono w różnych miejscach, a Tadeuszowi pomagała w tym siostra Maria. 

Schron

Zbliżała się zima i spanie na ziemi w stodole groziło chorobami, a o wizycie lekarza nie mogło być mowy. Podjęto decyzję o budowie schronu. Miał to być podziemny bunkier, z wejściem w oborze pod żłobem, tak żeby krowy zadeptywały ślady. Prace trwały dwa tygodnie.

Pod ziemią było stopniowo kopane i od razu szalowane (…). To ten Nassan kierował. Żydzi sami kopali. (…) Ziemię na pole, do gnojarni, to już ja wynosił. (…) Oni mi przynieśli, a ja tylko tam wysypał i puste wiadra dawał. W schronie ustawiono prycze, jedną na dwie osoby, a ściany obito matami ze słomy.

Pomoc: 1944

W początkach roku 1944 zdecydowano o przyjęciu do Orzechowiec kolejnych osób. Tym razem potrzebny był ktoś z pieniędzmi: „Z czegoś trzeba żyć... jak nas [Banasiewiczów] było siedem, a ich [ukrywanych] czternaście. (...) No i wymyślili, że trzeba Reinharza wziąć, on ma pieniądze, bo to szewc, bardzo dobry szewc był, on robił buty esesmanom, tym wszystkim tam...”, opowiada Tadeusz.

Reinharzów było troje: Beniamin, jego druga żona Berta i syn z pierwszego małżeństwa, Samuel (Samek). Marysia, córka Reinharzów, już wcześniej trafiła do sióstr zakonnych w Przemyślu. Plan przewidywał, że Samek, który zajmował się zaopatrzeniem getta i mógł je legalnie opuszczać, ukryje rodzinę na wozie i tak wywiezie. Trzecim pasażerem wozu miał być Józef Wajdling, pochodzący z Wolbromia policjant żydowski. 

Ucieczka z getta

Tadeusz czekał na uciekinierów nieopodal bramy. Zauważył go tam zastępca komendanta, Brzdok, i kazał aresztować. Wajdling, który był strażnikiem aresztu, powiadomił o tym Reinharza. Razem przekupili Brzdoka i Tadeusz odzyskał wolność.

Za drugim razem wszystko poszło zgodnie z planem.

Na drugi dzień my się umówili, że ja czekam na Kopernika, tam jak jest Reymonta, to ja tam będę czekał. I w wieczór on wziął rodziców, to nie była jego matka, bo on się drugi raz ożenił, ale to nie ważne... na te platformę tego konika Kubusia i ten policjant, o! Wyjechali, przyjechali tam gdzie ja stałem, wysiedli, on konia odwrócił batem i koń sam poszedł do getta..., a  wtedy tam dopiero strzelił na alarm,  Maślanka wtedy był na bramie ten, jakiś tam dał sygnał...

Dotarcie z przemyskiego getta do Orzechowców z czterema żydowskimi uciekinierami, w tym z niezbyt sprawnie poruszającą się Bertą, nie było łatwe, ale powiodło się. Jak się później okazało, Franciszek Banasiewicz i Beniamin Reinharz znali się sprzed wojny, obaj byli bowiemzaangażowani w ruch socjalistyczny. Beniamin rozpoznał Franciszka, gdy ten zaszedł do schronu: „Franek! To ja nie wiedział, że u ciebie jestem!”.

Jako ostatnia, w okolicach marca 1944 roku, pojawiła się u Banasiewiczów Lotka Pepper, znajoma Wajdlinga, która wcześniej wraz z dwiema innymi Żydówkami ukrywała w domu państwa Kapitanów na ulicy Słowackiego w Przemyślu.

W ucieczkach Izaaka, Janiny, Gieny, Fajgi, Reinharzów i Wajdlinga pomagała wspomniana już wcześniej Maria Kuraś z Przemyśla. Za tę działalność Niemcy aresztowali ją i wysłali do obozu w Płaszowie, zdołała jednak przeżyć.

Życie w ukryciu

Mimo całej grozy sytuacji, Tadeusz wspomina ukrywających się jako dalekich od załamania czy przygnębienia. „Wesoło było tam nieraz, rozśmiechawa, kawały”,opowiada Tadeusz. Wspomina też ze śmiechem, jak Reinharz, socjalista, próbował wykładać pozostałym filozofię Marksa i Engelsa.

Wigilię 1943 roku Banasiewiczowie i ukrywani przez nich Żydzi świętowali wspólnie. Fela Szatner ułożyła na tę okoliczność rymowane życzenia:

                                                                Życzym gospodarzom
                                                                By szczęśliwie żyli
                                                                By się jak najprędzej
                                                                Bunkrowców pozbyli 
                                                                Więc kieliszek w górę
                                                                Gospodarzy zdrowie!
                                                                Niech wnet powrócą
                                                                Dwaj starsi synowie

Postawę Tadeusza dobrze oddaje takie wspomnienie. Ukrywani pytali go: „»Tadek, a co ty będziesz robił, jak my stąd pójdziemy?«. »Co? No wezmę sobie Schwammbergera i Brzdoka [komendant getta i jego zastępca – przyp. red.], bo przez nich wy tu siedzicie. Oni teraz przyjdą tu, a wy na wolności«”.

Jedyny konflikt, jaki Tadeusz pamięta, zdarzył się między Reinharzem a Kubą Nassanem. Tadeusz próbował łagodzić, ale napięcie nie ustępowało. „Słuchaj Tadek, oni mnie tu zabiją... Ja chcę pojechać do Tarnawic [do kryjówki u rodziny Kurpielów – przyp. red.]”, z taką prośbą Nassan zwrócił się do niego w maju 1944 roku. Tadeusz pojechał sprawdzić, czy przeprowadzka będzie możliwa. Zanim jednak cokolwiek w tej sprawie postanowiono, Niemcy wytropili kryjówkę w Tarnawicach i zamordowali wszystkich ukrywających się Żydów oraz pomagających im Polaków.

Wiadomość o tym zdarzeniu bardzo przestraszyła Banasiewiczów i ich podopiecznych. Żeby zmniejszyć ryzyko wpadki, postanowili połączyć bunkier z domem podziemnym tunelem. Realizacja tego planu okazała się jednak zbyt trudna: ulewa spowodowała zawalenie się drążonego tunelu i prace zarzucono. 

Wyzwolenie

Niedługo potem, w lipcu 1944 roku, rozeszła się plotka, że Rosjanie dotarli już do Przemyśla. Gdy następnego dnia rosyjskie czołgi pojawiły się w Orzechowcach, mieszkańcy schronu mogli bezpiecznie opuścić swoją kryjówkę.

Zdaniem Tadeusza, o tym, że Banasiewiczowie ukrywają Żydów, wiedziało albo domyślało się kilka osób. Z pewnością wiedział o tym Antoni Lenar, brat matki Tadeusza, i kilka osób z jego otoczenia. Tadeusz wspomina, że nie zawsze byli to ludzie przychylnie usposobieni wobec Żydów, jednak nikt nie wydał ich kryjówki Niemcom.

Po wojnie

Zaraz po wyzwoleniu wojenni podopieczni Tadeusza wrócili do Przemyśla, stopniowo jednak opuszczali i miasto, i kraj. Z większością przynajmniej przez jakiś czas Tadeusz miał kontakt listowy.

Jakub Nassan został dyrektorem browaru w Ostrowie.

Izaak Ehrenfreund i Janina Tajch pobrali się. Oni dwoje, Salomon Ehrenfreund oraz Edmund Orner wyemigrowali do Australii. Orner i Izaak z rodziną osiadli tam na stałe, Salomon wrócił do Europy i zamieszkał w Wiedniu. W Australii znalazła się także Fela Szatner, która tam wyszła za mąż i przyjęła nazwisko Midalia.

Beniamin Sztampater ożenił się z katoliczką i wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Wyjechali tam równieżReinharzowie, gdzie Beniamin i Samuel pozostali do śmierci. Berta, żona Beniamina, pod koniec życia znalazła się w Tel Awiwie, gdzie mieszkała też Fajga Wajdenbaum.

Lotka Pepper i Józef Wajdling pobrali się po wojnie. Pisali do Tadeusza z Berlina, potem wyjechali do Stanów i kontakt się urwał.

Maria Reinharz, obecnie Miriam Klein, córka Beniamina Reinharza, wyszła za mąż i mieszka prawdopodobnie w Izraelu. Ona, Fela Szatner i Janina Ehrenfreund wystąpiły do Yad Vashem o nadanie Banasiewiczom tytułu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.