Rodzina Babiarzów

powiększ mapę

Audio

4 audio

Fragmenty wywiadu z Haliną Błaszczyk

Izbica

„Żydowskich sklepów było mnóstwo. Polski sklep był Bazylko, pisało »Polski sklep« i była spółdzielnia. Dwa, spożywcze. A reszta wszystko było żydowskie. (...) No wszystko, co jest możliwe, to było w rękach żydowskich. (...) Polaków było mało. Z czego się utrzymywali? (...) Dużo chodziło do pracy, do dworu. Poza tym było tak: rąbanie drzewa u Żydów, noszenie wody Żydom (...). To wszystko robili Polacy. (...) Za wesoło nie było.

Koło nas mieszkały Żydówki, były trzy dziewczynki, bawiłyśmy się razem. (...) Nie było jakiegoś podziału takiego, złośliwości, czy czegoś”.

Niemcy

„A później to już weszli Niemcy. Zaczęli Żydów tam... nie wolno im było handlować, nic zrobić, nic tego. Pomału, pomału się do nich dobierali od samego początku (...). 10 kilo, 20 kilo złota zdać. Pierzyny oddać, poduszki oddać, futra oddać. Różne takie ogłoszenia były. (...) Albo na przykład, że miała być łapanka, że mieli łapać Żydów i wywozić.

Ojciec pracował, pracował, ale szedł sobie do miasteczka, gdzieś tam znalazł jakiegoś kolegę, wypili sobie. A że znał przecież Żyda chyba każdego w Izbicy, z polskich oczywiście, więc stanął sobie z Żydem i rozmawia. Naszedł ten jakiś gestapowiec. Nie wolno było z Żydem rozmawiać. Zabrał ich. Zabrał ich na posterunek. (...) Też ojcu wybili parę zębów wtedy. I tego Żyda od razu na podwórzu, jak weszli, koło tego bunkru, na ojca oczach zastrzelili”.

Getto

„Było getto przejściowe. Przywozili pociągami. Z całej Europy przecież byli. I ich wtłaczali w te mieszkania (...). I później wywozili stopniowo, bo przecież tyle tam nie dali rady. Spalić. Spalić, bo przeważnie spalali. (...) Z Polski też, z Warszawy, z Łodzi, z Otwocka.

Wywózków ja nie wiem ile było, bo to nikt nie liczył, ale było kilka. Kilka (...). A ostatni transport, z kina ten, to był do Trawnik.

Ogłoszenie było, żeby się zebrali. Część się... trochę poszło, szczególnie ci zagraniczni. Bo oni powiedzieli, że ich wiozą na wczasy. Przecież taka przychodziła z Francji do nas. (...) Oni powiedzieli, że nas wiozą, bo to wojna, to trzeba zawieźć na taki spokojny teren.

I ona cały czas się starała, wierzyła, że jej załatwią papiery, że jej nic nie zrobią. To ona, to ona szła. I zagraniczni szli raczej jak była ta. A nasi się kryli. Nasi wiedzieli, że źle, to się kryli. I później z tego, proszę pana, rynku, to ich gnali do pociągu. Upychali w pociąg. I albo do Bełżca, albo do... Sobibór?”.

Lipszyc

„Lipszyc Chanan (...) jego matka, to piekła w piwnicy, miała taki piec, taki zrobiony piecyk i piekła placki, cebularze. (...) On i z bratem starszym zawsze przylatywali do nas po mąkę. I później tą matkę zabrali, ten brat został tylko z nim. I oni nie mieli z czego żyć. I ten brat przyszedł z nim, no i prosi: »Ja sobie dam radę, ja mogę coś robić prędzej«.

A u nas były 3 krowy, gęsi, gospodarka. I on mówi, że będzie krowy pasł. I ta chłopaczyna tak koło nas cały czas była. Ale to u nas jak lato, to spał na górce, na górce na tym. Tam gdzie siano leżało. Mówi: »Nie pójdę do domu. Może będzie łapanka«. I siedział u nas. Także ich obydwu złapali, z tym, że on uciekł z tego kina, a tamten nie”.

Kino

„Z kina uciekł. To ostatnie w 42. 1 listopada. Była ostatnia łapanka Żydów. Im się kazali wszystkim zebrać na tym rynku. (...) Pędzili ich do pociągu. Pociąg nie przychodził dwie doby (...). Oni siedzą na tej łące. Niemcy widzą, że oni wymrą na tej łące, no bo tam trupów było parę fur. I spędzili ich do kina. Tam było jak śledzi. My niedaleko tego kina mieszkaliśmy.

Myśmy tak to przeżywali, to było straszne! Bo przecież z głodu, z chłodu, cztery dni. Bo przecież dwa dni jeszcze w kinie i dwa dni na łące. (...) Albo stali Ukraińcy, albo stali nasi, granatowi policjanci. A policjantów granatowych to się zna.

To jak stali granatowi, to myśmy co mogli, bo to kino było okratowane tym, drutem kolczastym okna, podawaliśmy. Przecież to jest niemożliwe, że parę tysięcy, może parę tysięcy, nie wiem nawet ile, tam gdzieś pisze pewnie, wyżywić ludzi oknem. No, ale ktoś tam... to i wody, czy coś się chociaż napił. To się brało, latało się dziesięć razy.

»No, dajcie, dajcie i uciekajcie. Uciekajcie, żeby Niemcy was nie widzieli«. No i później, (...) wzięli parę samochodów ich wywieźli, a on, a resztę to dwie zbiorowe mogiły na kirkucie są. Resztę na kirkut. (...) Kazali im wykopać dwie takie mogiły zbiorowe, stawiali ich na tym i z karabinów maszynowych strzelali. No przecież ludzie podglądali, bo to widać było.

Z kina on uciekł. Z kina. Brudny, zmarznięty, śmierdzący. Przecież tam się ludzie załatwiali. Tam był brud. Wpadł. Ojciec był we młynie, całe szczęście (...) Mama gdzieś nawyciągała jakichś kurtek, jakiegoś czego. Mówi: »Umyj się, prędko! Prędko, póki nie ma mego!« I dała mi klucz”.

Kryjówki

"Kopce takie były na kartofle. Kopce. Nie tam piwnica, tylko... »Idź, idź go zamknij w ten kopiec«. I tam zanieśliśmy mu koce, to, tamto. No to on od listopada to siedział do wiosny w tym kopcu niestety. Siedział, bo co było robić. Nie wychodził, bo baliśmy się. Baliśmy się. Nosiło mu się jeść, wylewało się brudy. A on leżał.

Ale na wiosnę to on mówi: »Halina, ja muszę trochę wyjść, bo ja zwariuję«. Ja mówię: »Jeszcze nie zwariowałeś, to już nie zwariujesz. Dobrze, że żyjesz«. »A co z moim bratem?«. Powiedziało mu się. Na kirkucie.

Leżało drzewo za tym kopcem. Mama kupowała, tak dużo drzewa leżało na dom. On mówi: »Ja sobie zrobię tam kryjówkę. Ja będę trochę widział. No bo oślepnę«. »Dobra, rób sobie kryjówkę. Masz ciuchów na tam sobie tego«. No, rzeczywiście, tak jak się szło, to nie było nic widać”.

Donos

„Jemu się zachciało wieczorem wyłazić i bawić z dziećmi. Bawić. Grał w piłkę. Jakie ludzie podłe byli. Do dziś nie wiem i cała rodzina moja nie wiedziała kto przyskarżył. Przyskarżył ktoś.

Był koło młyna stróż, a obok była pobudowana obora. I on mówi: »Ja sobie na noc będę siedział«, to Jan się nazywał ten, »Z Janem« - mówi. »A w dzień będę sobie spał«. No to dobra, siedź. No i kiedyś oni tak sobie siedzą, a stróż miał psa. Pies zaczął szczekać, stróż się zdenerwował, dlaczego pies szczeka. Ale patrzy: bateryjki i niemieckie głosy. I mówi: »Chanan, Niemcy!« I na tym się skończyło".

Kara

„Niemcy podeszli do stróża, biją go. »Gdzie jest Żyd?«. »Jaki Żyd? Nie ma Żyda. No jaki Żyd?«. »A z kim rozmawiałeś?«. »Z psem«. No i wszystko by poszło, bo to ten stróż biedny, co on przeszedł.

Oni bagnetami szukali w słomie, w sianie, wszędzie szukali go. Nie ma. Przyszli do domu, postawili nas pod ścianę. Obeszli pokoje, kuchnię. »Gdzie jest Żyd?«. Poszli na strych. Nie ma Żyda. (...) I znaleźli tą kryjówkę w drzewie niestety. I tak, mówi: »Nie ma Żyda, a to czyje?«. No, mówi: »Nie wiem, tam dzieci się bawią, może zanieśli«.

I ojciec, i ten stróż żyje tylko dzięki temu, że nie było w tym miesiącu, ten diabeł był na urlopie, Engels [Kurt Engels, szef gestapo powiatu krasnostawskiego – przyp. red.]. (...) Żyd dla Engelsa to była tragedia. On nienawidził. Nienawidził (...). A z Klemmem, zawsze to trochę Polak był, tego. I znali go. No, z wujkiem razem był w wojsku, tylko on był chyba, on był chyba jakimś oficerem, a wujek tam coś też starszym. To już tak się załatwiło.

Młyn zamknęli, przyjechali, zapieczętowali: nie ma. Żydowskie popieczętowane i nasz zapieczętowane. Co robić? Pojechał dziadek do gestapowca (...). Zawiózł ileś tam pieniędzy, to nie wiem. Na drugi dzień przyjechali, odpieczętowali”.

Partyzantka

„Kiedyś po pewnym czasie, proszę pana, drzwi się otwierają wieczorem. A on wypatrzył, że ojciec, wiedział, że ojciec się boi strasznie. On wchodzi. »Chanan, zlituj się! Schowaj się gdzieś, do nas już nie przychodź!«. »Nie przyjdę, nie przyjdę. Już wszędzie byłem, ale ja już jestem w Ostrzycy w partyzantce! W lesie. Ja jestem w lesie« - mówi. »Nie martwcie się. Tylko chciałem się wam pokazać«.

»Słuchajcie, ja nie miałem gdzie uciec. Patrzę: krowy stoją, żłób«. Wlazł pod żłób. Krowy się bały latarek, poprzytulały się. Tak. Jak to kto ma żyć, nie? »No, a gdzie później poszłeś?«. A później to on poszedł do mojej ciotki, do wujka.

»Ja siedziałem w budzie z psem. (...) jak służąca wyrzuciła jajka posiekane kurczakom tam, to prędko, złapałem, patrzyłem: nikogo nie ma i zjadłem. I najadłem się i najadłem się. No, ale mówi, to długo nie mogłem tam żyć. To ja pójdę do Ostrzycy, znam tam chłopów«. No i tak przeżył.

Po wojnie

„Chanan po wyzwoleniu to handlował ciuchami (...), przychodził do nas. Ale później to oni jeździli, spisywali Żydów i robili transport, za darmo do Izraela ich zabierali. I on właśnie pojechał. (...) Listy przysyłał, paczki mamie przysyłał”.

Strach

„Ja nie wiem, gdzieś człowiek się nie bał tak. Ja teraz bym się bała wszystkiego”.

Więcej

Bibliografia

  • Krzysztof Banach, Wywiad z Haliną Błaszczyk, Zamość 28.09.2010