W latach okupacji niemieckiej Stanisław i Julianna Postkowie prowadzili gospodarstwo rolne w Stoczku Węgrowskim. Mieli dziesięcioro dzieci, a ośmioro mieszkało wówczas z nimi. Dokładnie nie wiadomo, kiedy pierwsi Żydzi zwrócili się do Postków o pomoc. W lecie 1942 r. były to trzy osoby z getta warszawskiego. Potem dołączyły kolejne. Postkowie zorganizowali dla nich dwie kryjówki. Łącznie ukryło się w nich siedemnaście osób. 5 września 1943 r., na skutek donosu, na dom Postków napadli Niemcy. Wszystkich Żydów i Żydówki wypędzili z kryjówek i zamordowali. Stanisława zabrali do Auschwitz, dwóch synów zaaresztowali, a Juliannę zabili kijami na podwórku „za pieczenie Żydom chleba”.
Gospodarstwo rolne rodziny Postków
Gospodarstwo Postków usytuowane było na obrzeżach Stoczka Węgrowskiego (woj. mazowieckie), blisko lasu. Miało 35 hektarów.
We wrześniu 1939 r. Niemcy zbombardowali wiele domów w Stoczku i rozpoczęli okupację miasteczka. W wyniku działań wojennych także dom Postków został spalony.
Stanisław wybudował nowy dom, a pozostałości starego zaadaptował na piwnicę, w której rodzina przechowywała kartofle i zboże. W prowadzeniu gospodarstwa pomagały dzieci: Marianna, Wacław, Henryk, Józef, Zofia, Franciszek, Cecylia i Jerzy. Najstarsza Marianna w chwili wybuchu wojny miała 24 lata, najmłodszy Jerzy 7 lat. Postkowie mieli także syna Kazimierza, mieszkającego osobno i Jana, który zmarł podczas wojny z powodu choroby.
Przed wojną Postkowie utrzymywali kontakty handlowe z żydowskimi mieszkańcami Stoczka, którzy stanowili większość populacji miasteczka. Stanisław w celach handlowych bywał także w getcie (otwartym), które Niemcy założyli w Stoczku na początku 1941 roku. We wrześniu 1942 r. nastąpiła likwidacja getta, a większość Żydów i Żydówek została wywieziona do ośrodka zagłady w Treblince, oddalonego od Stoczka o ok. 20 kilometrów.
Siedemnaścioro Żydów i Żydówek w dwóch kryjówkach
Do drzwi Postków z prośbą o jedzenie nie raz pukali Żydzi ukrywający się w lasach, zwłaszcza zimą. Najpewniej latem 1942 r. o pomoc w ukryciu zwrócili się do Stanisława uciekinierzy z getta warszawskiego. Był wśród nich ok. 50-letni Puciek, handlarz krowami. Postek udzielił pomocy jemu oraz dwóm innym osobom, mężczyźnie i kobiecie, dając schronienie w piwnicy na kartofle. Było to kilkumetrowe pomieszczenie wyłożone kamieniami, oddalone od domu o kilkadziesiąt metrów.
Wkrótce potem, w następstwie likwidacji getta stoczkowskiego, o pomoc poprosił Hajkiel Zieleniec ze Stoczka, handlarz mąką i wytwórca kaszy. Według relacji Joela Landego, ocalałego w ZSRR zięcia Zieleńca, Hajkiel ukrywał się tam razem z żoną Szifrą, ale inne relacje tego nie potwierdzają. Ze Stoczka u Postków schronienie znalazła także rodzina Majorków – dwóch braci i siostra z 12-letnim synem. Dla tych osób Postek zorganizował drugą kryjówkę kilkadziesiąt metrów od domu – jamę wykopaną obok obory, zamaskowaną deskami i słomą.
Były także dwie Żydówki – matka z ok. 20-letnią córką, które za dnia przesiadywały na brogu (stercie słomy przykrytej daszkiem i obitej deskami). Córka Postków, Cecylia Borkowska, wówczas 12-letnia, wspomina prowadzone po cichu rozmowy z kobietami:
„Nie raz tam poszłam i wchodziłam do tych Żydówek. Jedna pisała książkę. Miała zeszyt i mówiła: kup mi taki zeszyt. No i ja jej kupiłam, albo ołówek jeszcze”.
Wśród ukrywających się byli uciekinierzy z buntu więźniów w Treblince z sierpnia 1943 roku. Łącznie siedemnaście osób.
Nie wolno nic powiedzieć. Warunki ukrywania się Żydów u rodziny Postków
„Co oni tak ten chleb jedzą?”, mówili o Postkach sąsiedzi. Julianna piekła chleb nawet trzy razy w tygodniu, by wyżywić rodzinę i osoby ukrywające się. Stanisław wieczorami nosił im też kartofle i kaszę, gotowane niby dla świń czy krów. Robił też dodatkowe zakupy. Pomagali mu starsi synowie i córka Marianna. Rodzice nie wtajemniczali młodszych dzieci w pomoc, ale uczulali na niebezpieczeństwo:
„Mamusia mówi[ła], że nie wolno nic nigdzie powiedzieć”, wspomina Cecylia.
Do Postków przychodziło sporo osób, ale dzieci nie zapraszały rówieśników. Julianna obawiała się o rodzinę i początkowo nie chciała przyjmować Żydów, ale mąż przekonywał ją: „Daj spokój, toć to jest człowiek”.
Niektórzy Żydzi z rzadka wchodzili do domu Postków pod osłoną nocy. Gospodarze najpewniej nie zdawali sobie jednak sprawy, że na ich terenie ukrywa się aż tak liczna grupa. Nie wiadomo czy osoby ukrywające się jakkolwiek wspierały Postków finansowo:
„Ja nie wiem, czy oni tam dawali trochę tatusiowi, ale chyba tak, bo tyle [osób] utrzymać… To ja nie wiem…”, mówi Cecylia.
Niemiecka obława w wyniku donosu
Rano 5 września 1943 r. gospodarstwo Postków otoczyli niemieccy żołnierze. Stanisław ostrzegł rodzinę: „Dzieciaki wstawajcie i bierzcie się za robotę, bo chyba będzie jakaś obława, bo pełen las Niemców”, wspomina Cecylia. Część dzieci rozpierzchła się – Marianna i Zofia uciekły do lasu, Franciszek do zwierząt. Najmłodsze, Cecylia i Jerzy, pobiegły do szkoły.
Niemcy wiedzieli czego szukają. W dwóch kryjówkach znaleźli siedemnaście osób, z których kilka zastrzelili na miejscu, a resztę w pobliskim lesie. W kryjówce znaleźli też bochenek chleba. Stanisława i dwóch synów zabrali na posterunek. Na podwórku została Julianna. Niemcy o niej nie zapomnieli. Gdy wrócili, trzymali w rękach kije. Zatłukli ją „za pieczenie chleba Żydom”. Jej zmasakrowane ciało pogrzebał nazajutrz sąsiad Postków, Józef Burczak.
Stanisław nie wrócił już do domu. Wywieziony do więzienia na Pawiaku, później trafił do Auschwitz, gdzie zmarł po kilku miesiącach. Synów, Wacława i Henryka, Niemcy co prawda zwolnili, ale w czerwcu 1944 r. znów aresztowali. Wszelki ślad po nich zaginął.
Do obławy doszło w wyniku donosu. Według relacji Kazimierza Postka na rodziców doniósł gajowy lub sąsiad za to, że Żydzi kradli mu z pola kartofle. Nie wiadomo jednak, kto dokładnie. „Tutaj cały czas nas mordują o to, kto powiedział. A skąd ja mogę wiedzieć, kto mógł oskarżyć?”, mówi Cecylia.
Dzieci wróciły do domu dopiero w październiku, zaopiekowali się nimi sąsiedzi i dalsza rodzina. Tymczasem gospodarstwo Postków plądrowali szabrownicy. „Ludzie się rzucili i wszystko zabierali, że to po Żydach”, wspomina Cecylia. Wkrótce, w wyniku walk wyzwoleńczych w 1944 r., dom Postków znów został spalony.
Szczątki Żydów pogrzebanych na podwórku ekshumowano w 1949 roku.
Upamiętnienie rodziny Postków
W 1988 r. wszyscy żyjący członkowie rodziny, a także inni świadkowie, złożyli zeznania przed Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Białymstoku. W 2009 r. Stanisław i Julianna zostali uhonorowani przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżami Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski, a w 2019 r. rodzinę upamiętniono w Stoczku w ramach projektu Instytutu Pileckiego „Zawołani po imieniu”.
W 2024 r. Cecylia Borkowska w swoim domu w Stoczku udzieliła wywiadu Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN i spotkała się z Danem Lande – prawnukiem zamordowanego w ukryciu Hajkla Zieleńca. Dan, który na co dzień mieszka w Buenos Aires, upamiętnił historię rodziny w ramach swojego projektu „La Ruta de las Bobes” (Śladami Babć i Dziadków), poprzez który przywraca pamięć o przodkach Argentyńczyków pochodzących z Europy Środkowej i Wschodniej.





