Rodzina Kuchtów

powiększ mapę

Audio

3 audio

Więcej o rodzinie Kuchtów

Sprawiedliwi

Rodzina Kuchtów mieszkała we wsi Łukowiec Żurowski, obecnie znajdującej się na terenie Ukrainy. Przed wojną ta położona około 60 kilometrów na wschód od Drohobycza wieś należała do gmina Żurów w powiecie rohatyńskim województwa stanisławowskiego II Rzeczpospolitej.

Kuchtowie mieli dom na skraju wsi, tuż obok lasu prowadzącego do wsi Holeszów, ogród i sad. Gospodarowali na 6 hektarach ziemi,

a ojciec rodziny, Jan Kuchta, był jednocześnie leśniczym. Jego żona Józefa zajmowała się domem i opiekowała dziećmi: Janem, Anielą, Władysławą, Emilią, Józefem i Czesławem.

Siostra Józefy mieszkała w pobliskim miasteczku Żurawnie. Jej mąż, Adam Sobieraj był członkiem rady miasta. 

Żydzi

Żydowska społeczność Żurawna, stanowiąca 45 procent mieszkańców miasteczka, także miała swego przedstawiciela w radzie – był nim Dawid Liberman. Obaj radni przyjaźnili się. Dawid miał żonę Esterę i syna Zwi, zwanego Heńkiem.

Łukowiec, duża wieś licząca około trzystu domów, był całkowicie polski. Jan pamięta jednak, że w pobliskich miejscowościach mieszkały żydowskie rodziny, po kilka we wsi. Wspomina żydowskiego młynarza Mośka, aptekarza Krola z Żurawna.

Wojna

Po wybuchu wojny tereny te dostały się najpierw pod okupację sowiecką (1939 – 41), a potem wkroczyli tam Niemcy (1941 – 44).

Jan tak wspomina losy Żydów pod okupacją hitlerowców: „Jak Niemcy przyszyli, to zbierali ich do getta (...) albo do obozów, albo rozstrzeliwali.(...) I tam właśnie w miejscowości (…) nazywała się Dobrowlany, a miasto było Chodorów.(...). I tam, koło tej wioski, (…) [Niemcy] ganiali Żydów i [oni] kopali. Ja myślałem, że jakiś schron tam będzie albo coś. Oni kopali i to takie duże (...), a później tych Żydów z okolic, tych wszystkich z gett, tam gnali i rozstrzeliwali, i przysypywali chlorem, wapnem, ziemią. I następnych”.

Pamięta też inną sytuację:„Ja jechałem wtenczas do Chodorowa. To było wiosną, bo my plantowali buraki i jechałem po nasiona i nawóz. (...) Czy z samego Chodorowa, czy z okolicy, ja nie wiem... gdzie pędzili tych Żydów. Ja akuratnie furmanką jechałem. (…)  A Niemiec krzyczał tylko: »Sznel! Sznel! Sznel!« (...). Ja tu popędzam konie, jadę... nie wiem skąd, kiedy, z tego tłumu, co pędzili Niemcy, wyskoczyła taka młoda, (...) śliczna Żydóweczka. I mi na siedzenie. Usiadła koło mnie. Ja się oglądam, struchlałem. (…) Ale Niemiec zauważył. I wyciągnął ją do szeregu. A do mnie mówi: »Raus!«...i pojechałem. A zastrzelić mnie mógł”.

We wrześniu 1942 roku naziści wywieźli większość Żydów z Żurawna do obozu zagłady w Bełżcu i tam zamordowali.

Rózia i Irena

Pierwszymi osobami, które w czasie wojny znalazły schronienie w domu Kuchtów, były Rózia Jampel i jej dwuletnia córeczka Irena. Rózia była szwagierką żurawieckiego aptekarza Krola, zaprzyjaźnionego z Janem Kuchtą. Krol poprosił Jana o ukrycie Rózi i kobieta spędziła w domu Kuchtów kilka miesięcy. Mieszkała w osobnym pokoiku, do którego specjalnie ze względu na nią doprowadzono przewody kominowe, i uczestniczyła w życiu codziennym rodziny, między innymi gotowała i sprzątała. Gdy chciała skorzystać z ubikacji, która znajdowała się poza domem, zakładała szlafrok jednej z domowniczek i wychodziła.

Po kilku miesiącach do Kuchtów dotarła informacja, że ludzie we wsi wiedzą o ukrywanych Żydówkach. Ktoś zauważył, że po obejściu kręci się obca kobieta, ktoś usłyszał płacz dziecka. Rózia z Irenką musiały odejść. Według informacji, jakie Stefan usłyszał od Zwi Libermana – obie przeżyły wojnę.

Libermanowie

W roku 1943 trudno było mieć jeszcze złudzenia co do planów, jakie Niemcy mają wobec Żydów. Libermanowie, którzy niecały rok wcześniej zdołali uniknąć wywózki, byli znowu zagrożeni. Sobierajowie postanowili pomóc zaprzyjaźnionej rodzinie i znaleźć im bezpieczną kryjówkę. Zwrócili się do Kuchtów z pytaniem, czy nie zechcieliby się nimi zaopiekować – ich położone na skraju wsi gospodarstwo wydało się Sobierajom najlepszym miejscem do ukrycia. Jan i Józefa początkowo się opierali. Po doświadczeniach z Rózią i Irenką wiedzieli, że ukrywanie jest trudne i ryzykowne.

Ukrywanie

Przewiezienie Libermanów

Początkowo niechętni, Kuchtowie w końcu zgodzili się przyjąć Libermanów. Wysłano po nich dzieci gospodarzy – Jana i Władysławę. Mieli oni przedostać się na przedmieścia Żurawna i zabrać cztery osoby: Dawida, Esterę, Zwi-Heńka oraz znajomego Libermanów. Był nim Maks Prinz, syn właściciela sklepu tekstylnego w Żurawnie.

Rodzeństwo podzieliło się zadaniami. Władysława zabrała na wóz Esterę. Ukryła ją tak, że patrzący z boku ludziom mogło się wydawać, że wóz jest pusty. 

W dużo trudniejszej sytuacji był Jan, który miał wrócić do domu pieszo z trzema dorosłymi mężczyznami: „To nie była taka sprawa prosta, żeby ich przyprowadzić. (...) Tam taki most był. Dniestr rzeka. Na tym moście Niemcy. (…) Ale czy oni... oni może jakoś załatwili... że tych Niemców nie było. Nie mam pojęcia. Trudno mi po tylu latach powiedzieć, jak to [było]. My przeszli przez ten most na drugą stronę, a zaraz za nami jechała siostra furmanką, wiozła tę Żydówkę na wozie. (...). My przeszli przez ten most i mieli schodzić z tego szlaku – jedzie furmanka. W kierunku do miasta. (…) My szybko z tej skarpy zeszli poniżej. I położyli się (…) przylegli do tej skarpy. A ta furmanka się zatrzymała. Co się okazuje? To ukraińska policja. Poschodzili sobie z tej furmanki, postawali, śmieją się, papierosy zapalili. I palą, i rozmawiają po ukraińsku (…). Niech by tak kogoś kaszel... koniec, po nas. [Policjanci] siedli na furmankę i pojechali, a ja z [Żydami] przyszedł do domu.  

Kryjówka tymczasowa

Libermanowie i Maks trafili do Łukowca 7 lub 8czerwca 1943. Gospodarz ukrył ich tymczasowo na polu zboża koło lasu.

Kryjówka letnia

Gdy zbliżały się żniwa, Kuchtowie wybudowali dla nich kryjówkę w stodole. Z ich opisu wynika, że było to nieduże pomieszczenie, wygrodzone deskami i zamaskowane snopkami słomy tak, żeby nie było widać żadnych dodatkowych ścianek. Jedzenie dostarczano od zewnątrz, przez otwór zamaskowany deskami i snopkami słomy.

Zagrożenie

Władysława wspomina chwilę, gdy w obejściu pojawili się Niemcy z psem, wielkim wilczurem, który od razu pobiegł w stronę stodoły. Gdy Władysława zobaczyła, że pies zaczyna kręcić się w tamtej okolicy, natychmiast zareagowała:„Podeszłam, tak blisko, i on do mnie. I go wyprowadziłam do sadu, do ogrodu. To takie ogromne psisko. Wilczur taki. (...) Jakby zaczął szczekać, jakby Niemiec zapytał, co tam jest...”

Kryjówka zimowa

Gdy nastały chłody przygotowano skrytkę w stajni. Znajdowała się ona w spichlerzu nad pomieszczeniem dla zwierząt, gdzie trzymano słomę. Tak opisuje ją Jan: „Otwierało się drzwiczki, wyjmowało deski, na bok się odsuwało. I słomy się nazrzucało. A potem, jak oni byli, to się deskę odsunęło, tam jedzenie się podawało, a jak chcieli zejść, bo oni w wieczór wychodzili, to drabinka tam była. I drabinkę. I wychodzili sobie. Do stajni, na zewnątrz wychodzili, patrzyli sobie”. Jan zrobił okienko w dachu – wyjął dachówkę i zastąpił ją szybką – by ukrywani nie siedzieli przez całe dnie w zupełnych ciemnościach.

Potrzeby fizjologiczne Libermanowie załatwiali albo w stajni, albo do wiadra, które w nocy opróżniali w oborniku i płukali wodą. Czasami nocą wychodzili do wygódki.

O włos od wpadki

W okolicy Łukowca Niemcy urządzili kiedyś ćwiczenia wojskowe. Żołnierze pojawili się w obejściu Kuchtów i zrobili sobie punkt obserwacyjny na dachu stajni, w której ukrywali się Libermanowie. Jeden z nich zainteresował się świetlikiem zrobionym w dachu. Gospodarz szybko wyjaśnił, że dachówka się stłukła, a szybkę wstawił z braku innych materiałów. Na szczęście takie wyjaśnienie wystarczyło Niemcowi.

Kryjówki doraźne

Dla wszystkich stało się jasne, że potrzebne jest miejsce, w którym Żydzi mogliby przeczekiwać szczególnie niebezpieczne chwile. Kuchtowie znaleźli odpowiednie miejsce na moczarach, w lesie pomiędzy Łukowcem a Holeszowem, i tam zrobili kryjówkę. Była ona dość duża, wymoszczona trawami i sianem, z nakryciem, by w razie deszczu chroniący się ludzie nie przemokli.

Leśne schronienie służyło ukrywanym, dopóki nie odkryli jej chodzący po lesie ludzie. Na szczęście nikt z nich nie doniósł Niemcom.

Codzienność ukrywania

Z jedzeniem nie było problemów. „Nie byliśmy biednym gospodarstwem”, mówi Jan.„Nie bogate, ale średnie. (…) Przecież chowało się i świnie, i mleko było swoje. Jajka, bo kury były”. Libermanowie zgodnie z nakazem swojej religii nie jedli wieprzowiny. Nie było to wielkim utrudnieniem dla gospodarzy, których zwyczajowa dieta także opierała się na drobiu i nabiale.

Posiłki gotowały i dostarczały kobiety, Józefa i Władysława, które zajmowały się także praniem. Gdy Żydzi pozostawali w obrębie gospodarstwa, dostawali jedzenie codziennie. Gorzej było, gdy musieli chować się w zbożu lub w lesie – wtedy i kilka dni pozostawali bez posiłku. W artykule „Ocalone cztery światy” autorstwa Jadwigi Burdzy-Warach, Zwi Liberman wspomina najbardziej dramatyczne dla niego chwile:

„Przed żniwami ukrywaliśmy się w łanach, a po żniwach w lesie, bo Kuchtowie obawiali się przeszukań. Wtedy jedzenie donoszono nam dwa razy w tygodniu. Zdarzyło się jednak, że nikt się nie pojawił. Nie mieliśmy pojęcia, co to mogło znaczyć. Najbardziej baliśmy się tego, że stracimy kontakt z jedynymi ludźmi, którzy wyciągnęli do nas rękę. Po naradzie o zmierzchu wyszliśmy z lasu i podeszliśmy pod dom Kuchtów. Odbywała się jakaś zabawa, toteż do zmroku przesiedzieliśmy w ogrodzie pomiędzy pomidorami. Kiedy się zupełnie ściemniło, pan Jan, który już wcześniej nas zauważył, przyszedł do nas i uspokoił, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Kiedy goście się rozeszli, nie wróciliśmy na moczary, ale do stodoły”.

Od czasu do czasu ukrywani opuszczali stryszek nad stajnią i wychodzili na podwórko, zaglądali do Kuchtów.Przychodzili w wieczór, w nocy. W wieczór sobie wychodzili, po podwórku sobie chodzili, ale trzeba było uważać. (…)Tak się mieszkało przy lesie, trochę na odosobnieniu, ale sąsiad zaraz blisko mieszkał, jak przez drogę. (…) Trzeba było być ostrożnym, i to bardzo ostrożnym (…) [Ukrywani] bardzo się interesowali wiadomościami. Radio słuchało się. Wiadomości jak jakieś, to im się przekazywało, bo oni byli jeszcze bardziej zainteresowani. Im zależało na tym, żeby przeżyć”,opowiada Jan.

Młodszym dzieciom, Emilii, Józefowi i Czesławowi, rodzice nie mówili, że w gospodarstwie ukrywają się Żydzi.„Oni nie wiedzieli. Zaczęli się domyślać. No bo jedzenie się gotowało… i się nosiło ukradkiem. Starało się, żeby oni nie widzieli, żeby się nie dowiedzieli, ale (...) dzieci to są bardzo spostrzegawcze. Prędzej jeszcze więcej się domyślają niż starszy”, wyjaśnia Jan.

Kuchtowie nie wiedzieli, czy ktoś jeszcze w Łukowcu Żurowskim ukrywa Żydów.„My nie wiedzieliśmy. A potem wyszło, [że] w naszej wiosce bardzo dużo było przechowanych”, mówi Jan i wymienia nazwiska innych udzielających pomocy: Kozioł, Szot, Burdzyn, Krawczyk. Podkreśla także zasługi sołtysa, Jana Bala.

Po wojnie

Pod koniec lipca 1944 roku do Łukowca wkroczyli Sowieci i Libermanowie mogli opuścić swoją kryjówkę. Wrócili oni do Żurawna, skąd po kilku miesiącach wyjechali do Krakowa. Heniek-Zwi rozpoczął na Uniwersytecie Jagiellońskim studia prawnicze, które ukończył w Paryżu. Potem cała rodzina wyjechała do Izraela. Na emeryturze Zwi Liberman przeprowadził się do Niemiec, do Dűsseldorfu, gdzie został zastępcą rabina.

Kuchtowie – których wieś po ustaleniu nowych granic znalazła się na terenie ZSRR – we wrześniu 1945 roku zostali przesiedleni do Lubina. Dostali nowe gospodarstwo, ale Jan wolał pracę strażaka niż rolnictwo. Ożenił się z kobietą pochodzącą z jego rodzinnych stron, a i Władysława wyszła za mąż za przesiedlonego krajana.

Maks Prinz kilka lat po wojnie wyjechał do Izraela. Kontakt z Kuchtami nawiązał dopiero w latach 1990., poprzez Libermana, który ich wtedy odnalazł. Zwi zaprosił Jana do Dusseldorfu, by wspólnie odtworzyć historię ukrywania i przygotować materiały potrzebne do rozpoczęcia procedury przyznawania rodzinie tytułu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Janowi ojcu i Józefie został on przyznany pośmiertnie.

Więcej

Bibliografia

  • Archiwum Zydowskiego Instytutu Historycznego, 349, 2406
  • Burdzy-Wardach Jadwiga, Ocalone cztery światy, „Konkrety”, nr 4

    Opowieść o rodzinie Kuchtów z Lublina, odznaczonej medalem Sprawiedliwych.

  • Czyżewska Anna, Wywiad z Władysławą Buczak i Janem Kuchtą, Wrocław 9.03.2009
  • Gutman Israel red. nacz., Księga Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Ratujący Żydów podczas Holocaustu, Kraków 2009