Rodzina Płaksejów

powiększ mapę

Audio

2 audio

Więcej o rodzinie Płaksejów

Paulina Kisielewska urodziła się w 1925 r. we Lwowie. Tam do 10 roku życia mieszkała razem z rodzicami – Bronisławą i Zachariaszem Płaksejami. W 1935 roku rodzice przenieśli się do Kałusza, oddalonego od Lwowa o około 70 km, gdzie ojciec otrzymał pracę księgowego w kopalni soli.

Od tamtej pory Paulina nie mieszkała z nimi. Chodziła do szkoły z internatem prowadzonej przez zakonnice we Lwowie. Do domu przyjeżdżała tylko na wakacje. W związku z tym nie miała koleżanek w Kałuszu, nie znała też przyjaciół rodziców, chociaż wspomina, że ojciec miał znajomych wśród Żydów przed wojną.

Dwie okupacje

We wrześniu 1939 r. Paulina została w Kałuszu. Wspomina po latach: „Najpierw te tereny zajął Związek Radziecki. Myśmy byli pod okupacją Związku Radzieckiego i dopiero jak wybuchła wojna z Niemcami, to Niemcy wkroczyli w 1941 roku. No, i jak Niemcy wkroczyli do miasta to naturalnie zaczęli najpierw mordować Żydów, robić akcje”.

W czasie okupacji niemieckiej państwo Płaksej wraz z córką zostali wyrzuceni z mieszkania. Pod swój dach przyjął ich pewien Ukrainiec – znajomy ojca z pracy. Mieszkał na obrzeżach miastach, w takim miejscu łatwiej było pomagać Żydom: „mieszkaliśmy na uboczu, nie w centrum, tak że to było wygodne. Dookoła były tylko ogrody, sady, rzeka płynęła, była rzeźnia niedaleko. Niemcy mało chodzili tamtędy, tak spokojnie się mieszkało…”.

Pomoc

Płaksejowie, jak mówi córka, nie mogli patrzeć na krzywdę wyrządzaną Żydom, którzy przed wojną stanowili połowę mieszkańców Kałusza. O ojcu: „Był bardzo religijny, uważał że człowieka, bliźniego, jak u nas w religii się mówi, trzeba ratować. To nie Żyd, to bliźni, to jest człowiek prawda…”.

Paulina opowiada jak „jeszcze przed gettem do nas przychodziły [żydowskie – red.] dzieci. Myśmy karmili, mama gotowała zupę i te dzieci codziennie przychodziły”. Informacja o zupie rozeszła się po mieście lotem błyskawicy, a adres Płaksejów znany był wielu Żydom.

Ukrywani

W czasie wojny Płaksejowie ukrywali wiele osób i pomagali im w znalezieniu bezpiecznej kryjówki. Zdobyli informacje o gospodarzu, który w pobliskiej wsi ukrywał Żydów w bunkrze pod stodołą. Tam Zachariasz przetransportował potrzebujących.

Cały czas utrzymywali ze wszystkimi kontakt. Przez 18 miesięcy do kryjówki przekazywali najbardziej potrzebne rzeczy – odzież, koce, lekarstwa.

Wśród ukrywanych byli: Dawid Kelman, Miriam Helfgot, Rózia Ungier i rodzina Szapiro.

Dawid Kelman

Paulina Kisielewska wspomina: „Dawid przyszedł do nas, miał 10 lat i ojciec też z tym chłopaczkiem, chciał go zawieźć do tego, ale miał kłopot. Bo Dawid miał pejsy i mama nie chciała mu ich ucinać, a on też nie bardzo.

Mama po prostu nie chciała tego robić. Myśli sobie, każdy Niemiec pozna w drodze, że się wiezie Żyda. Więc mama wzięła zawiązała mu głowę całą bandażem. Zostawiła oczy, nosek i usta. Tak zabandażowanego ojciec mówi: »jak się ktoś będzie pytał wiozę chore dziecko do szpitala. Najwyżej pójdę do szpitala z nim w razie czego«. No, i tak go zawiózł też do tego bunkra. Z tym, że o nim nie mamy śladu żadnego”. 

Miriam Helfgot

Państwo Płaksej udzielili pomocy Miriam Helfgot i jej 2,5 letniej córce, Mai. Znali się jeszcze przed wojną. Za pośrednictwem żydowskiego porządkowego, przebywająca w getcie Miriam utrzymywała z nimi stały kontakt. Dostarczali jej niezbędnych rzeczy.

Porządkowy znał pewną kobietę na wsi, o imieniu Katarzyna, która zgodziła się przyjąć Maję. Przewiózł dziecko Zachariasz.

W czasie akcji likwidacyjnej getta, w sierpniu 1942 r. Miriam uciekła prosto do państwa Płaksej. Przez kilka tygodni ukrywała się u nich w pokoju, a gdy ktoś przychodził, chowała się za szafą. Było to bardzo uciążliwe i niebezpieczne.

Zachariasz zdołał wyrobić dla Miriam „aryjskie papiery” na nazwisko Wesołowska. Ponieważ Kałusz był niewielkim miastem, nie mogła się poruszać, bo wszyscy ją znali. Wyjechała więc do Lwowa, gdzie zamieszkała u brata pani Bronisławy. Rok udawała „aryjkę”, nie niepokojona przez nikogo. W wyniku łapanki została wywieziona do Niemiec na roboty, jednak nikt nie odkrył jej prawdziwej tożsamości.

Po wojnie udała się w okolice Kałusza, żeby odzyskać córkę. Relacjonuje to Paulina Kisielwska:

„Ona mi pisała, w którymś liście, że to dziecko zaczęło okropnie płakać za mamą. Ta wieśniaczka nie miała jak, ją uspokoić. Już jej sąsiedzi radzili, żeby ona wyprowadziła [dziecko – red.] do lasu... Ale ona nie śmiała. Pisała mi o tym Miriam. Ale ona nie, jakoś przekonała tą małą. […] Ale jak wróciła Miriam i ją zabrała, znów był problem. Bo ona [krzyczała – red.]: »to nie moja mama, moja mama tamta, prawda?«. Więc był okropny problem… żeby ją właśnie przekonać… i jednak ją jakoś potrafiła przekonać i ją uznała za matkę prawdziwą”.

Rózia Ungier

Kolejną osobą była Rózia Ungier z d. Huchtsman. Nieznane są dokładnie jej losy przedwojenne. Rózia krótko przebywała u Płaskejów. Pomogli jej przenieść się i ukryć w stodole gospodarza, który w czasie wojny przechował tam siedemnaście osób.

Rodzina Szapiro

Rodzina Szapiro przypadkiem spotkała się w domu Płaksejów. Z getta uciekła najpierw Sara i odnalazła się tam ze swoim mężem i synkiem.

Pani Paulina wspomina ich historię: „Myśmy mieli taką szopę, karmiliśmy kury i ja chodziłam, karmę zanosiłam. Raz przychodzę, patrzę – Żydówka leży, cała ubrudzona. Ona mówi: »Sara się nazywam. Sara. Uciekłam. Uciekłam z getta. Ratunku!« Przyleciałam do domu, powiedziałam, co jest. Ojciec mówi, mama mówi, »teraz jej nie wyprowadzaj, masz wiadro, wodę, odzież, niech się umyje, wieczorem ją przyprowadzisz«. No, i tak zrobiłam.

Ona się biedna umyła, cała była ubrudzona, bo kanałami uciekała. A ja byłam taka zaszokowana tym jak widziałam. No i umyła się, wieczorem ją przyprowadzam do domu. A tymczasem z getta uciekł jej mąż, z synem Imkiem, który miał 7 lat. I przyszedł do nas i ja ją przyprowadzam, i oni się spotykają. Pani wie jaka radość, że mają nadzieję na życie. Nie zapomnę tego widoku jak oni się cieszyli”.

Dzięki Zachariaszowi dołączyli do pozostałych Żydów ukrytych w stodole u znajomego gospodarza.

Po wojnie

Po wojnie Płaksejowie zostali przesiedleni do Krakowa, gdzie Paulina znalazła pracę jako urzędniczka. Tam odnalazła ich Miriam. Wszyscy ocaleni wyjechali z Polski.

Miriam wyjechała do Izraela. Do końca życia utrzymywała kontakt z Pauliną. Przyczyniła się także do nawiązania kontaktu między panią Kisielewską a Karlem Szapiro. To właśnie ona pod koniec lat 1980. wystąpiła z wnioskiem o przyznanie rodzinie medalu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Zmarła w 1998 r.

Rodzina Szapiro wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych w 1948 r. Przed wyjazdem przyjechała w odwiedziny do państwa Płaksejów, do Krakowa. Od 1994 r. Paulina Kisielewska koresponduje z Karlem Szapiro – Imkiem, który jest emerytowanym lekarzem.

Oboje – na różnych kontynentach – często spotykają się z młodzieżą, aby opowiedzieć o swoich wojennych losach.

Więcej

Bibliografia

  • Kurek Agata, Wywiad z Pauliną Kisielewską, Kraków 23.04.2009
  • Gutman Israel red. nacz., Księga Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Ratujący Żydów podczas Holocaustu, Kraków 2009