Rodzina Lasków

powiększ mapę
Zdjęć : 3

Więcej o rodzinie Lasków

Późną wiosną 1943 roku rodzina Lasków ze wsi Bełchów (powiat łowicki, woj. łódzkie) przygarnęła dziesięcioletnią dziewczynkę, która przedstawiła się jako Irena Lewandowska, sierota z Przemyśla.

Miriam - Irena
Miriam Chasson z d. Finkielsztajn, jedyna córka właścicieli sklepu z galanterią Rozy i Gustawa Finkielsztajnów, mieszkańców Dąbia nad Nerem, znalazła się w Bełchowie po ucieczce z warszawskiego getta.

W listopadzie 1939 roku Finkielsztajnowie ostrzeżeni przez sąsiada folksdojcza o grożącej im wywózce postanowili uciec i schronić się u rodziny w Łowiczu. Na jesieni 1941 roku żydowską ludność miasteczka Niemcy przesiedlili do warszawskiego getta.

W 1942 roku Gustaw trafił z łapanki na Umschlagplatz: zginął w Treblince. Roza, w graniczącym z gettem klasztorze karmelitanek na Bonifraterskiej, wystarała się o fałszywą metrykę chrztu dla córki. Głodując dotrwały do kwietniowego powstania w getcie. Schroniły się wraz z trzydziestoma osobami w jednym z bunkrów. 4 maja 1943 r. Niemcy wyprowadzili wszystkich na powierzchnię.

10-letnia Miriam przedstawiła metrykę chrztu jednemu z żandarmów oświadczając, że nazywa się Irena Lewandowska, jest chrześcijanką, która przypadkiem znalazła się za murem getta. Żandarmi zawieźli ją na posterunek gestapo, podczas gdy resztę osób – w tym jej matkę – zabrali na Umschlagplatz. Dziewczynka w zamieszaniu, jakie panowało na posterunku, wydostała się i przeszła na „aryjską stronę”.

Nieborów
Dziś nie pamięta skąd miała adres pana Bobotka w Nieborowie. Od ciotki, która podczas powstania uciekła z córką z getta i ukrywała się po „aryjskiej stronie’, ale nie mogła przyjąć Miriam, dostała trochę pieniędzy. Kupiła krzyżyk i bilet na pociąg. Kiedy zjawiła się u pana Bobotka z prośbą o pomoc, umieścił ją jako opiekunkę u rodziny z czworgiem dzieci.

Miriam nie narzekała, ale nie czuła się tam dobrze. „(...) pracowałam tam z dziećmi, ale pewnego pięknego dnia sobie poszłam na spacer po tej wsi. Był tam folwark Stanisława Laski. Tu był Nieborów, potem była szosa, pola z trawą. (...) Może ze dwa, trzy kilometry to był ten Bełchów. A oni byli tak w środku. Tylko ten dom. Mieli sady. To sobie pomyślałam: >>co tu mogę stracić? Spróbuję.<< I weszłam tam, spytałam, czy może oni potrzebują jakąś pastuszkę, czy dla krów, czy dla świń. Bo oni wtedy mieli duży folwark”. – mówi Miriam Chasson w wywiadzie dla MHŻP.

Laskowie
Laskowie – Józef, Marianna oraz ich dzieci - prowadzili własne gospodarstwo w Bełchowie koło Nieborowa. W rodzinie było czworo dzieci.

>> (...) był tam w rodzinie Stanisław – był jeszcze wtedy młodym człowiekiem, on miał 26 lat.<< - pamięta Miriam Chasson. - >>Była jego matka Marianna. Jeszcze babka była. Żyła tam Helka. Była jeszcze jedna siostra Julka – po Helce, a najstarsza była Stacha, co miała męża kolejarza i nie mieszkała razem z nimi, ale miała taki domek, po drodze, ale nie razem z nimi. Ojca nie było, bo ojciec był też kolejarzem i zginął w jakiejś katastrofie kolejowej<<.

 

Stanisław Laska zakończył edukację przed wybuchem wojny: „Do szkoły chodziłem do Bełchowa, a później, tu było tylko pięć oddziałów i […] poszedłem do szkoły do Łowicza. Skończyłem szóstą klasę i siódmą.” – opowiada w wywiadzie dla Muzeum Historii Żydów Polskich. Po zakończeniu nauki pracował na roli.

„Nie ma takich ludzi na świecie...”
„Pytali mnie się najpierw, czy jestem głodna. To powiedziałam, że tak i dali mi od razu jeść, kartofle z zsiadłym mlekiem, i powiedzieli mi: >>Jak chcesz, to możesz zostać<<. (...) To wróciłam do tego pana Bobotka, i powiedziałam mu: >>Wie pan, bardzo mi było źle u tych ludzi [rodziny z czworgiem dzieci]. Ja sobie tak spacerowałam i weszłam do pana Laski i oni potrzebują taką pastuszkę do krów i pomocy domowej. Czy bym mogła przejść tam do nich i on mi powiedział: >>Tak<<.I wtedy przeszłam do nich”.

Przyjęli ją jako Irenę Lewandowską, sierotę z Zamojszczyzny.

„Wtedy tak na Zamojszczyźnie zabierali tych dzieci, że jako ona była stamtąd. Miała metrykę”. – opowiada pan Stanisław. Inaczej niż Miriam pamięta jej przybycie: „Przyprowadziła ją taka pani, mieszkała tutaj, mieszkali w Łowiczu, a tu mieli willę taką i tutaj przyjechała i przyprowadziła tę Żydóweczkę”. – relacjonuje.

Miriam opowiada o pobycie w domu Lasków ze wzruszeniem: >> mnie przyjęli, wsadzili do balii, bo miałam wszy, z tego bunkru i z tego wszystkiego... i od razu poszłam spać, z tą Helką. Nie odnosili się do mnie jak do jakiejś, co spadła z Marsa, z jakiejś gwiazdy. To byli ludzie… (...) chyba nie ma takich ludzi na świecie... (...) Znalazłam dom. (...) pracowałam, bo tam wszyscy pracowali. Spałam razem z Helką.<<

W obejściu znajdował się duży dom z dwoma pokojami i kuchnią oraz mniejszy złożony z jednego pomieszczenia i komórki.

”Pomału zaczęłam chodzić do szkoły, do wsi. Chodziłam na katechizm. Byłam dobrą uczennicą i mnie potem ksiądz z ambony wychwalał. I oni [Laskowie] byli bardzo dumni ze mnie”. Irena przystąpiła do I komunii świętej: „Zgodziła się chętnie, bo tu miała taką koleżankę swoją i z nią razem przystępowali do komunii.” – mówi pan Stanisław.

Dziewczynka powiedziała o swoim pochodzeniu jedynie księdzu podczas spowiedzi. Laskowie domyślali się jednak, że jest Żydówką, ale nie miało to dla nich znaczenia.

„Zupełnie zapomniałam, że jestem Żydówką<<. – wspomina Miriam. - >>(...) jak żeśmy siedzieli zimą i tkali płótno, to się mówiło o Żydach. (...) oni wspominali mojego dziadka. Oni go znali, kupowali u niego pługi i kupowali… ta rodzina moja Finkielsztajn- Adler w Łowiczu była bardzo znana... ja naturalnie nic nie powiedziałam (...).
Oni mnie nigdy nie pytali o to, co było na tej metryce. Powiedziałam, że Niemcy [rodziców] mi zabili... Nigdy mnie się nie pytali”.

Miriam-Irena mieszkała u Lasków dwa lata.

Po wojnie
„Jak przyszli Rosjanie, to oni mnie się sami pytali: słuchaj, może jednak jesteś Żydówką? Staszek mnie się pytał, jego żona była też cudowną kobietą, cała rodzina - to byli nadzwyczajni ludzie. To mnie się pytali, czy jestem Żydówką. Powiedziałam: >>Nie. Skąd!<< Bo się bałam, że a nuż widelec wrócą Niemcy. (...) Ja nie chciałam wrócić [do żydostwa]. To oni mnie pchali do wrócenia, do tego, że się otworzył Żydowski Komitet w Łodzi. (...) Jak oni mnie się pytali drugi raz, to powiedziałam: jestem Żydówką, jestem wnuczka Finkielsztajna. Pojechaliśmy wszyscy do Łowicza. Dom jeszcze stał".

Podczas kolejnej wizyty w Łowiczu Miriam przypadkiem spotkała Minę, siostrę matki. Zdecydowała się połączyć z rodziną.

>>poszła do […] Łodzi. Powiedziała, że idzie do Łodzi, później wróciła jeszcze i powiedziała, że znalazła swoją ciotkę jakąś, no i później jak poszła z powrotem, tak później, nie… słuch po niej zaginął. Później po jakimś czasie przysłała… po roku czy po nie wiem, po więcej, przysłała list. O, no i dalej. Tak się kontakt znowu urwał<<.
– opowiada pan Stanisław.


Przez Łódź, Niemcy, Szwajcarię dotarła do Izraela, gdzie osiadła na stałe. Ukończyła kurs oraz szkołę pielęgniarską i zaczęła pracować w szpitalu, gdzie poznała przyszłego męża. Ma córkę i syna.
Stanisław Laska ożenił się w 1946 roku. Ma dwie córki i syna.

W latach 70. Miriam udało się skontaktować listownie z rodziną Lasków. Niestety, ze względu na zerwanie stosunków dyplomatycznych między Polską a Izraelem, listy szły tylko w jedną stronę – do Polski, jak twierdzi pan Laska.

W 2008 roku Miriam zadzwoniła do Stanisława. W tym samym roku, razem z rodziną, odwiedziła go w Bełchowie. Rozpoczęła starania o uhonorowanie rodziny tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Po wojnie wróciła do wiary przodków.

Bibliografia

  • Karolina Dzięciołowska, Wywiad z Miriam Chasson
  • Rajkowski Jacek, Wywiad ze Stanisławem Laską, Bełchów 24.04.2009