Wiktor Hochberg (Witold Góra): pomoc o charakterze prywatnym
W niemal każdej żydowskiej relacji o ukrywaniu się podczas okupacji niemieckiej w Polsce znajdziemy informacje o pomocy, jakiej udzielali sobie nawzajem Żydzi ukrywający się po „aryjskiej stronie”. Pomagali innym znaleźć mieszkanie czy pracę, pożyczali pieniądze, służyli informacjami, dzielili się doświadczeniem. Tworzyli formalne lub nieformalne sieci pomocy, obejmujące członków rodziny, znajomych lub całkiem obcych sobie ludzi. W Muzeum POLIN uważamy, że żydowska samopomoc podczas Zagłady zasługuje na upamiętnienie. To historie osób, które – podobnie jak Sprawiedliwi wśród Narodów Świata – przeciwstawiły się totalitaryzmowi nazistowskich Niemiec, stając w obronie godności i praw człowieka. W portalu Polscy Sprawiedliwi poświęcamy im specjalną zakładkę tematyczną: Żydzi pomagający innym Żydom po „aryjskiej stronie”. W niniejszym opracowaniu poznasz historię Wiktora Hochberga alias Witolda Góry (1900–1994).
Podczas okupacji niemieckiej Wiktor Hochberg wraz z żoną i dwiema córkami znajdował się w getcie warszawskim. Latem 1942 r., gdy Niemcy rozpoczęli wysiedlanie getta, postanowił wydostać swoich najbliższych na tzw. aryjską stronę. Zorganizował dla nich fałszywe dokumenty, znalazł miejsca schronienia, zarabiał na utrzymanie rodziny. Po „aryjskiej stronie” Wiktor opiekował się także osobami zupełnie obcymi, bezinteresownie pomagając wielu ukrywającym się Żydom i Żydówkom. On sam poruszał się po mieście, posługując się fałszywymi dokumentami. Nazywał się „Witold Góra”.
„Tata mnie zapytał, czy chcę wyjść z getta. Ja bez wahania odpowiedziałam, że chcę wyjść, bo na tyle zdawałam sobie sprawę, że jestem w piekle. Ale nie wiedziałam co to znaczy, nie wiedziałam, że będę dwa lata bez rodziców. Tego nie wiedziałam. Może bym tak łatwo nie odpowiedziała”, wspominała w wywiadzie dla Muzeum POLIN z 2023 r. córka Wiktora Hochberga, Barbara Góra.
Losy Wiktora Hochberga i jego rodziny przed wojną
Urodził się 17 sierpnia 1900 r. w Warszawie, miał dziesięcioro rodzeństwa. W czasie I wojny światowej, po zajęciu miasta przez Niemców w 1916 r., został wywieziony na roboty przymusowe do Rzeszy. Pracował w fabryce samochodów w Szczecinie. Udało mu się uciec, następnie znaleźć pracę w fabryce w Berlinie, gdzie zetknął się ze środowiskiem lewicowym. Wstąpił do Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy.
W 1918 r. wrócił do Warszawy. Poślubił Pesę Bruchę (później Polę) z domu Muzykant (ur. 1904), urodziły się im dwie córki – Halina (ur. 1922) i Irena (ur. 1932). Hochbergowie zamieszkali przy ul. Żurawiej 18. Byli rodziną spolonizowaną, niereligijną, ale nie odcinali się od swoich żydowskich korzeni i krewnych, którzy ze strony rodziny Muzykantów byli mniej lub bardziej ortodoksyjnymi Żydami.
Pod koniec lat 20. Wiktor Hochberg związał się z Komunistyczną Partią Polski. Aresztowany w 1932 r. na kilka miesięcy, pozostawał pod policyjnym nadzorem. Wtedy zaniechał aktywności politycznej. Pracował jako elektryk, prowadził niewielką firmę instalatorską. We wrześniu 1939 r. walczył w Wojsku Polskim przeciwko Niemcom. Wzięty do niewoli w Modlinie, uciekł w październiku i powrócił do okupowanej Warszawy.
Rodzina Hochbergów w getcie warszawskim, opieka Wiktora nad najbliższymi po „aryjskiej stronie”
W listopadzie 1940 r., gdy Niemcy utworzyli getto w Warszawie, Wiktor Hochberg, jego żona i dwie córki zostali zmuszeni do przeniesienia się ze swojego mieszkania w Śródmieściu do „dzielnicy zamkniętej” – na Pawią 38. W budynku, w którym zamieszkali w getcie, znajdowała się pralnia chemiczna „Opus” pod zarządem niemieckim, w której zatrudnił się Wiktor.
„Miałam bardzo energicznego ojca, który dwoił się i troił, żebyśmy jednak nie umierali z głodu”, wspominała Barbara Góra (wówczas Irena Hochberg). „Takiego głodu [w getcie], żebym jadła chleb z papierem nie doświadczyłam na pewno. A na pewno byłam niedożywiona. Ludzie umierali na ulicy, widziałam tych ludzi”.
W lipcu 1942 r., w czasie deportacji Żydów z getta warszawskiego do ośrodka zagłady w Treblince, rodzina Hochbergów ukryła się wraz z innymi Żydami na strychu i cudem uniknęła wywózki. Wiktor uznał, że jego bliscy muszą uciec na tzw. aryjską stronę. Jako pierwsza wyszła najmłodsza córka Irena – odtąd nazywała się „Barbara Góra”. 17 sierpnia, przez jedną z bram getta, przeprowadził ją Kazimierz Krauze, Polak pracujący w biurze pralni, przyjaciel Wiktora. Policjant pilnujący wachy został przekupiony.
Barbara ukrywała się w wielu miejscach. Początkowo w mieszkaniu Krauzego przy ul. Miedzianej, później u Bolesława i Wandy Dzierżanowskich przy ul. Walecznych 29 na Saskiej Kępie (Wanda była sekretarką w firmie prowadzonej przez sąsiada Hochbergów, adwokata Jana Szmurło), następnie u kuzynki p. Szmurło w Górze Kalwarii. Po około miesiącu wróciła do Warszawy. Trafiła na krótko do mieszkania ojca Jana Szmurło przy ul. Chopina 14, później na ul. Kopernika, następnie do p. Zucker, Niemki, która wkrótce została aresztowana przez gestapo. Od końca 1942 do lipca 1944 r. Barbara przebywała u rodziny byłego policjanta, Walentego Stajkowskiego, którego żona ciężką pracą zarabiała na utrzymanie 5-osobowej rodziny przy ul. Omulewskiej 20. Przez kilka miesięcy mieszkali we wsi Wojciechów k. Lublina.
„Pracowałam w ich domu, sprzątając, myjąc naczynia, chodząc po zakupy, cerując i łatając skarpetki. Jeździłam z moją opiekunką lub sama nocami pociągiem pod Lublin, szmuglując żywność i kradzione z fabryk pracujących dla armii niemieckiej zelówki lub bieliznę. […] Pomagałam synowi mojej opiekunki pędzić w nocy bimber […]. Byłam z pewnością wyzyskiwana, dźwigałam ciężary, nosiłam wodę ze studni, nieraz sypiałam tylko cztery godziny na dobę”, wspominała Barbara Góra w swojej relacji opublikowanej w tomie Dzieci Holocaustu mówią… w 1993 roku.
Ojciec odwiedzał ją regularnie: „gdybym ja tam nie był, to by ją jeszcze gorzej skrzywdzili”, zapisał w swojej powojennej relacji Wiktor, zwracając uwagę na złe traktowanie córki przez polską rodzinę.
Starsza córka Hochbergów, Halina, zamieszkała u rodziny Kalinowskich w pożydowskim mieszkaniu przy ul. Sapieżyńskiej 7. Znalazła pracę w fabryce szczotek przy ul. Kopernika, poruszała się swobodnie po mieście jako „Danuta Góra”.
Jako ostatnia opuściła getto w lutym 1943 r. żona Wiktora, która bała się wyjść na „aryjską stronę”. Zdobył dla niej fałszywe dokumenty „Lucyny Prokopczyk” i znalazł kryjówkę przy ul. Fundamentowej na Grochowie. Właścicielka mieszkania, Halina Brzozowska, wyjechała do Lublina. Mieszkaniem opiekowała się jej siostra, która wpadała tu co tydzień z Wiktorem, uchodzącym wobec sąsiadów za jej narzeczonego. W ten sposób aprowizował żonę, która nie wychodziła na ulicę.
Wiktor poruszał się swobodnie po mieście jako „Witold Góra”. Przez pierwsze sześć miesięcy po wyjściu z getta mieszkał u Józefa i Marii Rajchowskich przy ul. Leszno 91:
„Zaznaczam, że poza łóżkiem i pościelą, byłem tam na pełnym ich utrzymaniu. Wszystko to było robione przez nich całkowicie bezinteresownie. Ich kilkunastoletni syn Ireneusz bronił dzieci żydowskie wychodzące z getta, żebrzące o chleb przed innymi dziećmi, które je prześladowały, krzycząc »Jude«. Tenże Ireneusz wywiózł jedną dziewczynkę żydowską do leśniczówki w M[n]iszewie koło Warki”, zapisał Wiktor Hochberg w relacji dla Instytutu Yad Vashem, starając się o przyznanie Rajchowskim tytułu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Przez pewien czas Wiktor pracował u dawnego sąsiada, adwokata Jana Szmurło, pomagając mu zorganizować hurtownię elektryczną. Później był elektrykiem w zakładzie inż. Maciejewskiego przy ul. Żurawiej 5, zarabiając na utrzymanie własne i rodziny. Regularnie odwiedzał córki i żonę, dbał o ich bezpieczeństwo, donosił im jedzenie.
Pomoc Wiktora Hochberga dla siostry i szwagra tuż przed powstaniem w getcie warszawskim
W dość spektakularny sposób Wiktor wyprowadził z getta, tuż przed wybuchem powstania w kwietniu 1943 r., swojego szwagra, dra Fiszla Majnmenera. Do fabryki, w której ten pracował, przyszedł z fałszywym nakazem aresztowania:
„[…] Kupiłem [za 100 zł] od jakiegoś policjanta pusty nakaz i wypełniłem go. Poszedłem z tym nakazem do dyrektora […], powiedziałem, że mam nakaz aresztowania tego Żyda. […] Bałem się, że jak go przyprowadzą, to mi się rzuci na szyję. To jak on wszedł, to dałem mu dwa razy w mordę, zwymyślałem od parszywych Żydów i krzyczałem: »Ani słowa, nic nie gadać«”, relacjonował Wiktor Hochberg.
Co ciekawe, historię wyprowadzenia z getta dra Majnmenera relacjonuje kilka osób, podając jej rozmaite wersje. Wiktor Hochberg pisał, że przyszedł po szwagra w mundurze niemieckim, Barbara Góra wspominała, że udawał policjanta żydowskiego, natomiast siostra Wiktora, Anna, zapisała, że jej mąż Fiszel „bał się wyjść z fabryki […] gdzie czuł się bezpiecznie. Witold sprowadził rzekomego policjanta z nakazem aresztowania Feliksa”. Sam dr Majnmener wspominał, że „przyszedł do getta granatowy policjant, wysłannik Witolda. Jak to było już umówione, przyniósł dla nas nakaz aresztowania”, a wyszli razem z żoną Anną. Trudno rozstrzygnąć, która wersja wydarzeń była prawdziwa.
Pewne jest, że małżeństwo Majnmenerów, zaopatrzone przez Wiktora w „fałszywe papiery” na nazwisko „Mrozowscy”, zamieszkało na Powiślu, przy ul. Radnej 9, w pokoiku, który służył dozorcy domu za graciarnię. Ponieważ Hochberg nie miał pieniędzy, umieścił w tym pokoiku trzech zamożnych Żydów. Z ich pieniędzy opłacano dozorcę, Aleksandra Mączyńskiego, który codziennie wynosił wiadro z nieczystościami.
„Pomocnikiem Mączyńskiego w jego pracach jako dozorcy był pewien głuchoniemy chłopak. Jakież było nasze zdumienie – wspominał Feliks Majnmener – gdy już po wyjściu ze skrytki u Mączyńskiego [1 sierpnia 1944 r.] dowiedzieliśmy się, że głuchoniemy chłopak był Żydem, którego Mączyński u siebie przechowywał. Chłopiec nie wyglądał na Żyda, ale ponieważ akcent byłby go zdradził, uradzili obaj, że będzie udawał głuchoniemego”.
Hochberg opiekował się niewychodzącymi mieszkańcami kryjówki, systematycznie zaopatrując ich w żywność i zapewniając im bezpieczeństwo. Majnmenerowie przeżyli tam do sierpnia 1944 r., potem jako lekarze wzięli udział w powstaniu warszawskim.
Bezinteresowna pomoc Wiktora Hochberga dla innych ukrywających się Żydów i Żydówek w okupowanej Warszawie
Prócz członków rodziny opiekował się także – na prośbę znajomych lub poleconych osób – zupełnie obcymi ludźmi. Kupował w parafiach metryki zmarłych, dostawał także dokumenty od znajomej z Zarządu Miejskiego, która „dała mi 50 kennkart in blanco, ale z facsimile, tak że pisałem co chciałem i jak chciałem”. Opiekował się stale sześcioma „rzekomo pustymi mieszkaniami, w których ukryci byli uciekinierzy z Ghetta w liczbie przeciętnie około 40 osób”.
Jednym załatwiał dokumenty (m.in. Heli Jakubowicz, rodzinie Reibenbachów, Annie Godik), innym mieszkania, m.in. 4-letnią córkę Heli Jakubowicz umieścił w sierocińcu u zakonnic przy ul. Żelaznej 97.
Pewnego dnia znajoma z getta przyniosła mu klucze i powiedziała, że w pokoju przy ul. Żelaznej 34 znajduje się zamknięte od zewnątrz na kłódkę żydowskie małżeństwo. Hochberg wspominał:
„[…] przepiłowałem kłódkę piłką, można ją było otworzyć. Mieszkanie wynająłem na siebie, miałem nazwisko Majewski […], zameldowałem się tam. Im musiałem nie tylko przynosić żarcie, ale też wynosić gówna. Wodę mieli, ale nie mieli ubikacji”.
Wiktor był znany jako „złota rączka” i przygotowywał skrytki na wypadek rewizji czy szantażu. Pomysłowe schowki wykonał także na potrzeby znajomych ze środowiska lewicowego. Z jego umiejętności korzystał m.in. pomagający Żydom Polak, Zdzisław Szymczak, który w swojej relacji opowiadał o umiejętnościach Witolda Góry i budowanych przez niego fantastycznych kryjówkach, na przykład w piecach odsuwanych na rolkach. Jego kontakty ze środowiskiem lewicowym były jednak incydentalne, ze względów bezpieczeństwa nie chciał łączyć jednych zagrożeń z drugimi:
„Zajmowałem się przede wszystkim Żydami, byłem bardzo ostrożny. Jak wchodziłem gdziekolwiek, to bardzo uważałem, jako stary konspirator […] miałem duże doświadczenie”.
Motywacje Wiktora Hochberga i dalsze losy jego rodziny
Za swoją działalność pomocową nie pobierał pieniędzy. Miał przekonanie, że jeśli będzie robił interesy na Żydach, zginie:
„Strasznie się tego bałem. Może to nie jest tylko przesąd, ale może mnie to w znacznym stopniu ocaliło. Bo szmalcownicy szukali bogatych Żydów. A ja ciągle byłem bardzo biedny, przez cały okres okupacji byłem na skraju nędzy. Żyłem z obiadów u mojego pracodawcy”.
Jak wspominał Hochberg, dwa razy dostał po 500 zł dla ukrywającej się siostry i szwagra od Rady Pomocy Żydom „Żegota”, ale poza tym nie miał z tą organizacją nic wspólnego. Udzielana przez niego pomoc miała charakter prywatny.
W lipcu 1944 r., tuż przed wybuchem powstania warszawskiego, do rzekomo zamkniętego i pustego pokoju przy ul. Fundamentowej, gdzie ukrywała się żona Wiktora, dołączyły obie córki i on sam. Hochbergowie doczekali tu wejścia Armii Czerwonej we wrześniu 1944 roku. Przenieśli się do Anina, potem do Ostrowi Mazowieckiej, a następnie do Garwolina, gdzie Wiktor został powołany do służby w Milicji Obywatelskiej. Do Warszawy wrócili w 1946 roku.
„Ojciec mój tym się charakteryzował, że był wielkim ryzykantem. Nie wybrzydzał. Kto się nadarzył, żeby coś pomóc – on korzystał. I dlatego przeżyliśmy, że był ryzykantem”, mówiła Barbara Góra w wywiadzie dla Muzeum POLIN. W latach 90. zaangażowała się w działalność Stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu” w Polsce.
Po wojnie Wiktor Hochberg pozostał przy nazwisku z okresu okupacji. Pracował w spółdzielczym biurze projektów jako inżynier. Zmarł 20 lutego 1994 r. w Warszawie w wieku 93 lat.
prof. Barbara Engelking, red. Mateusz Szczepaniak, listopad 2025
Przeczytaj więcej:
- Barbara Góra (Irena Hochberg, 1932–2023) →
- Żydzi pomagający innym Żydom po „aryjskiej stronie” [zakładka tematyczna] →
- Żydzi ukrywający się po „aryjskiej stronie” [zakładka tematyczna] →
- Sytuacja Żydów w okupowanej Polsce →
- Postawy Polaków wobec Żydów podczas Zagłady [opracowanie tematyczne] →
- Polacy wobec powstania w getcie warszawskim [opracowanie tematyczne] →
- Kara śmierci za pomoc Żydom w okupowanej Polsce [opracowanie tematyczne] →
- Wywiady z kolekcji historii mówionej Muzeum POLIN [kanał w serwisie YouTube] →
Bibliografia:
- Archiwum Akt Nowych, Zbiór akt osobowych działaczy ruchu robotniczego, Życiorys Witolda Góry, sygn. 1582/1864.
- Archiwum Yad Vashem, Relacja Wiktora Hochberga (Witolda Góry), sygn. O3.4464; Relacja Feliksa Majnmera (Feliksa Mrozowskiego), sygn. O3.1803.
- B. Góra, Relacja [w:] Dzieci Holocaustu mówią…, do druku przygotowała W. Śliwowska, Warszawa 1993, s. 56–59.
- J. Markiewicz, Wywiad z Barbarą Górą, Zbiory Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Warszawa 2020, 2023; sygn. MPOLIN-HM989.
- A. Meroz, W murach i poza murami getta. Zapiski lekarki warszawskiej z lat 1939–1945, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 1988.
- USC Shoah Foundation Visual History Archive, Relacja Barbary Góry, sygn. 18938; Relacja Danuty Góra-Tsermegas, sygn. 44331; Relacja Zdzisława Szymczaka, sygn. 36192.





