Rodzina Szwedów

powiększ mapę

Audio

8 audio

Więcej o rodzinie Szwedów

Dwudziestolecie międzywojenne. Za zarobione w Ameryce pieniądze Andrzej Szwed kupił 48 hektarów w Andresówce, wsi oddalonej o 6 km od Włodzimierza Wołyńskiego. Zamieszkał tam z żoną Katarzyną, synami: Tadeuszem, Władysławem, Franciszkiem i Józefem oraz córkami: Weroniką, Janiną i Wandą.

Zły czas, złe miejsce. Po 17 września 1939 roku były to już tereny Związku Sowieckiego.

Janina Szwed (dziś Zajączkowska) wspomina: „Sąsiadowaliśmy z osadą wojskową, gdzie marszałek Piłsudski dał ziemię tym co wojowali w I wojnie. Rosjanie wywieźli ich na Syberię”.

Wraz z mężami trafiły tam trzy cioteczne siostry Janiny: „Ojciec jako kułak miał być wywieziony 29 czerwca 1941 r. Niemcy zaatakowali Rosję 22 czerwca. To nas uratowało, ale zaczęła się znowu sprawa z Żydami”.

Niemcy tworzyli getta. Jesień 1942 – pierwsze wielkie egzekucje. Hitlerowcy wywozili Żydów do lasu w Piatydyniach, rozstrzeliwali. Pomagali im ukraińscy nacjonaliści. Janina: „Po pierwszym pogromie – wszystko zaczęło uciekać, chować się. I do nas wpadli. Ojciec znał ich, dał bułkę, chleba, słoniny. »Bierzcie i idźcie, bo my się boimy« – mówił”. 

Brat Janiny, Władysław Szwed zapamiętał, że ojciec przyjął jednak dwóch mężczyzn. Schował ich w stodole. „To nie była jakaś specjalna kryjówka, po prostu barłóg z kożuchów” – mówi Władysław.

Ktoś doniósł. Tuż przed Bożym Narodzeniem 1942 roku do Szwedów przyjechała ukraińska policja. Widząc jak się zbliża Władysław wpadł do stodoły. Krzyknął „uciekajcie!”, wrzucił do wiadra garnek i talerze, nasypał na to sieczki. Kożuchy zostały. „A to, szto takoje?” – usłyszał.

Na szczęście Szwedom ukradł ktoś niedawno owies. Władysław tłumaczył, że leżąc na kożuchach pilnują z bratem stodoły. Ta sama odpowiedź przyszła do głowy matce. Ukraińcy pokłuli jeszcze siano bagnetami i… poczuli „zalatującą z kuchni zakąskę”. Pojedli, popili bimbru i odjechali.

W tym czasie jeden z Żydów był już na polu. Drugi siedział w… stodole, w innym zasieku. Zdążył się przykryć tylko dwoma snopkami, więc umierał ze strachu. Obaj noc spędzili gdzieś w krzakach. I dobrze, bo Ukraińcy wrócili. Stary rosyjsko-kozacki fortel.

Rodzina Szwedów miała jednak dość, ryzykowała życiem siedmiorga swoich dzieci. Pan Andrzej Żydów odprawił.

Latem 1943 w gospodarstwie pojawili się nowi zbiedzy.

Początkowo getto we Włodzimierzu było od świata odizolowane. Potem Żydzi i Polacy znaleźli w niemiecki kordonie dziury. Handlowali. Janina: „Ojciec potrzebował jakichś chemicznych rzeczy. Podjeżdżał pod getto i Żydzi przynosili, co było trzeba”.

Jednym z nich był Dawid Wapniarski. „Panie Szwed ratuj!” – poprosił, gdy rozeszły się pogłoski o kolejnej akcji likwidacyjnej. Uzgodnili, że Wapniarski wyprowadzi poza getto trójkę swoich dzieci. Władysław Szwed schował na wozie 13-letniego Jankiela, 6-letniego Szymona i 7-letnią Reginę.

Później, nocą przyszli do Andresówki dorośli: Dawid Wapniarski z żoną Marią, jej brat Szaja Maltzman i rodzeństwo Katzów – 18-letni chłopiec i 16-letnia dziewczyna. Ich matka – po kilku dniach u Szwedów – poszła do getta po jakieś rzeczy. Już nie wróciła.

Ale jak ukryć osiem osób?! Żydzi wykopali sobie podziemną kryjówkę (2,5 na 1,5 metra) koło studni. Władysław z braćmi wywozili nocą furmanką ziemię, ojciec postarał się o deski, żeby wzmocnić konstrukcję.

„Parę ładnych dni to trwało” – relacjonuje Janina – „Wapniarski dał trochę pieniędzy, bo ojciec musiał ich żywić, a i belki do budowy schronu kosztowały”. Były też obietnice odwdzięczenia się po wojnie. Władysław: „Mówili: »Jak my przeżyjemy, to ty masz kamienicę«”.

W podziemnej kryjówce, ciasnota, zaduch, smród. Raz dziennie Władysław idzie po wodę do studni. W wiadrze niesie garnek z gęsta zupą. Spuszcza wiadro „na odpowiednią wysokość”, daje sygnał. Z otworu w studni wysuwa się ręka, wyjmuje garnek.

Żydzi rzadko opuszczali kryjówkę. Jeśli już, to w nocy. Życie w podziemnej norze stało się koszmarem: zawalała się ziemia, raz tunel zalała woda. Brakowało powietrza, o mało się nie podusili.

Na początku 1944 r. wykopali nową kryjówkę, pod stodołą.

Tymczasem wojna pisze nowy rozdział. Front coraz bliżej – ukraińscy nacjonaliści zaczynają etniczne czystki. Tym razem celem są Polacy. Płoną wsie, giną ludzie. Także w Andresówce. Rodzina Szwedów zdążyła uciec. Janina: „Paliła się cała wioska, a u nas się nie spaliło”.

Po powrocie zastają na podwórzu dziewięć ciał. Sąsiedzi i ich dzieci. Wapniarscy, Maltzman i Katzowie przeżyli: „Gdyby Ukraińcy podpalili stodołę na pewno by się w tym schronie wydusili”.

Andrzej Szwed postanawia wywieźć Żydów „na tereny objęte działaniami polskiej partyzantki”. Władysław: „Załadowaliśmy ich na furmankę, ponieważ do marszu z powodu wyczerpania nie byli zdolni”.

Przetacza się front. Rozproszona rodzina Szwedów i Żydzi kluczą po okolicy szukając bezpiecznych miejsc. Pan Andrzej ginie podczas bombardowania.

Jego bliscy przez Lublin lub Zamość dotarli do Gdańska lub Szczecina. Wapniarscy przez jakiś czas mieszkali w Hrubieszowie (Dawid produkował pastę do butów), potem w Wałbrzychu i Warszawie. W latach 60. wyemigrowali do Kanady. Cały czas rodzina Szwedów utrzymuje z nimi kontakt.

Szaja Maltzman wyjechał do Izraela. Rodzina Katzów do Ameryki Południowej. Włodzimierz Wołyński jest dziś miastem w zachodniej części Ukrainy – ok. 15 km od polskiej granicy. 

Bibliografia

  • Siemaszko Władysława, Siemaszko Ewa, Ludobójstwo na Wołyniu dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945
  • Czyżewska Anna, Wywiad z Władysławem Szwedem, Szczecin 29.04.2009
  • Gutman Israel red. nacz., Księga Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Ratujący Żydów podczas Holocaustu