Kim był Mikołaj Lubaczewski?

Publikujemy opowieść przesłaną do Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN przez Zbigniewa Makowskiego na temat pomocy udzielonej przez jego rodzinę Mikołajowi Lubaczewskiemu podczas Zagłady w Izabelinie (woj. mazowieckie). Do tekstu dołączamy post scriptum – list przesłany do Muzeum przez Edwarda Darella, krewnego Mikołaja Lubaczewskiego.

Przez prawie całe moje osiemdziesięcioletnie życie intryguje mnie historia człowieka, który wraz z bratem uciekł z getta warszawskiego i jako Mikołaj Lubaczewski związany był z wojennymi losami mojej rodziny.

W maju 1943 r. wraz z mamą przyjechałem do Warszawy z Wołynia, gdzie miesiąc wcześniej ukraińscy nacjonaliści zamordowali moich dziadków, Michała i Zofię Makowskich. Mama była rodowitą warszawianką. Tutaj mieszkała jej matka Jadwiga i młodsza siostra Wisia ze swoimi dziećmi – moją rówieśnicą Jagodą i jej starszym o 4 lata bratem Wiesiem. Po krótkim pobycie u cioci przy ul. Żytniej 19, wyjechaliśmy do letniskowego domu babci w Izabelinie, na skraju Puszczy Kampinoskiej. W domu było siedem mieszkań na wynajem latem, a wśród lokatorów pan Wilhelm Wajs, wdowiec. Pana Wilhelma i moją babcię szybko połączyła nić sympatii. W Boże Narodzenie 1943 r. pobrali się.

Wilhelm był z zawodu kaletnikiem i na stałe mieszkał przy ul. Bednarskiej 26 w Warszawie. Miał córkę Zofię, wówczas dwudziestoparoletnią pannę, która była serdeczną przyjaciółką mojej cioci. Pewnego razu Zosia spotkała dawnego znajomego, który uciekł z warszawskiego getta. Przedstawiał się jako Mikołaj Lubaczewski, z pochodzenia Rosjanin – białogwardzista, zwolennik faszyzmu i germanofil. Był mężczyzną ok. 40-letnim, wykształconym, doskonale znającym język rosyjski i niemiecki. Cała jego rodzina, oprócz brata Józefa, została zamordowana przez Niemców.

Młoda kobieta postanowiła ratować Mikołaja. By zakamuflować jego tożsamość zgodziła się wziąć z nim ślub. Pamiętam doskonale tę uroczystość w katedrze św. Jana, 1 stycznia 1944 r. w godzinach porannych, a następnie wesele, które odbyło się w mieszkaniu cioci. „Młoda para” zamieszkała w wynajmowanym mieszkaniu. Mikołaj zarabiał na życie handlując pokątnie, m.in. złotymi rublami.

Józef był zupełnie niepodobny do brata, miał tzw. zły wygląd i musiał ukrywać się w Izabelinie. Razem z Mikołajem wykopali w Puszczy Kampinoskiej ziemiankę, w której Józef przebywał do końca wojny.

Pomoc rodziny Makowskich

Po latach, mama, ciocia i babcia często wspominały Mikołaja – był bardzo lubiany przez naszą rodzinę. Z ich opowiadań pamiętam jedną z wielu tragicznych przygód. Pewnego razu, gdy Mikołaj był sam w mieszkaniu i brał kąpiel, usłyszał gwałtowny łomot do drzwi. Do mieszkania wtargnęło kilku esesmanów, którzy otrzymali od sąsiadów donos. Mikołaj po niemiecku odpowiedział im, że nie jest Żydem, lecz z pochodzenia Rosjaninem, zwolennikiem faszyzmu, a przez wiele lat mieszkał i studiował w Berlinie. Niemców to zaintrygowało. Krótka rozmowa wystarczyła, aby uwierzyli w jego słowa. Po tym zdarzeniu Mikołaj szybko opuścił mieszkanie i znowu zaczął się ukrywać.

Wiosną 1944 r. wszyscy razem zamieszkaliśmy w naszym letnim domu w Izabelinie. Wtedy lepiej poznałem Mikołaja. Pamiętam, że często odwiedzał brata w kampinoskiej ziemiance, utrzymywał kontakty z oddziałami Armii Krajowej, często przebywał w Zakładzie Ociemniałych w Laskach, kiedy stacjonował tam oddział węgierskich żołnierzy.

Podczas powstania warszawskiego Wilhelm został rozstrzelany w kościele św. Stanisława na Woli. My przeczekaliśmy ten czas w letnim domu.

Na przełomie sierpnia i września 1944 r. w Izabelinie zakwaterował się oddział RONA, składający się z Rosjan i Ukraińców, znanych ze swego okrucieństwa podczas pacyfikacji powstania. Prawie codziennie penetrowali domy szukając złota, biżuterii lub zegarków. Zabierali wszystkie wartościowe przedmioty. Każde pojawienie się ich patrolu powodowało wielki strach i przerażenie miejscowej ludności. W tych dniach ciocia Wisia ukrywała się z kozami w lesie. W domu, oprócz Wiesława, Jagody i mnie, pozostawała babcia i moja mama. Była jeszcze siostra babci i niedołężne lokatorki.

Rewizja w domu

Pewnego razu esesmani okrążyli nasz dom, odcinając drogę ucieczki do lasu. Byli z nami Mikołaj i Zosia, był także Józef. Cała trójka błyskawicznie wskoczyła do dołu wykopanego pod podłogą werandy, służącego dawniej do przechowywania ziemniaków. Przykryliśmy ich deskami, na nich rozłożyliśmy chodniczek i nasze zabawki. Żołdacy po raz kolejny przeszukali cały dom. Wśród prymitywnych zabawek zauważyli nieduży drewniany samolot Wiesia, a na nim biało-czerwoną szachownicę na skrzydłach. Zaczęli krzyczeć, że Polski już nie ma i nigdy nie będzie. Doszczętnie zniszczyli samolocik. Nie wiadomo co wydarzyłoby się dalej, gdyby nie zauważyli mężczyzny idącego ulicą, nieświadomego swego położenia. Natychmiast wyskoczyli z domu i zaczęli strzelać w jego stronę. Nie zorientowali się, że pod podłogą, po której stąpali, kryło się dwóch Żydów i młoda dziewczyna.

Przeżyliśmy wojnę. Tuż po wyzwoleniu Mikołaj i Zosia rozeszli się. Dziękując za otrzymaną pomoc, Mikołaj znalazł dla cioci Wisi pracę i mieszkanie w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej 154. Ożenił się z młodą Żydówką, która podczas Zagłady ukrywała się tak jak on. Wraz z nią i bratem wyjechał do Paryża. Moja rodzina nigdy nie dowiedziała się jakie było jego prawdziwe nazwisko, ani jakie były jego dalsze losy.

Do dziś zadaję sobie pytanie – kim był Mikołaj Lubaczewski?


Post scriptum

25 listopada 2018 r. Edward Darell napisał do Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN:

Mikołaj Lubaczewski był kuzynem mojego ojca, Mojsze Lejba Katza. Urodził się 3 października 1914 r. w Polsce (prawdopodobnie w Łodzi) jako Leon Weinberg. Podczas II wojny światowej zmienił nazwisko na „Mikołaj Lubaczewski”. 

W 1943 r. zaaranżował ucieczkę z warszawskiego getta babci mojego ojca, Heleny Chaji Katz (później Katz-Dąbrowskiej). Po tzw. aryjskiej stronie ukrywał się także mój ojciec, który zdobył fałszywe dokumenty tożsamości na nazwisko „Konstanty Dąbrowski”. Krótko przed wojną poślubił Jadwigę Gunther, z pochodzenia Niemkę, z którą mieszkał w Warszawie przez prawie cały okres okupacji.

Po wojnie Mikołaj ożenił się z kobietą o imieniu Zosia i przeprowadził się do Paryża. W 1950 r., kiedy miałem 4 lata, moja rodzina przeniosła się do Londynu, a trzy lata później odwiedziliśmy Lubaczewskich. Mieli syna o imieniu Jacques w wieku około 2 lat. Później co najmniej dwa razy gościliśmy Mikołaja w Londynie.

W 1954 r. Lubaczewscy wyemigrowali do USA, gdzie osiedlili się w Nowym Jorku. Mikołaj zmienił nazwisko na Michael Luben i odniósł sukces jako sprzedawca artykułów dentystycznych. Cztery lata później także moja rodzina przeniosła się do Nowego Jorku, a ojciec zmienił nazwisko na K. Constant Darell. Od tego czasu spotykaliśmy się z Lubenami dość często, aż do około 1962 roku.

Mikołaj Lubaczewski vel. Michael Luben zmarł 9 września 2004 roku.