Rodzina Włoczewskich

powiększ mapę

Więcej o rodzinie Włoczewskich

Do czasów wybuchu II wojny światowej w otoczeniu Danuty Szlom Żydzi nie odgrywali znaczącej roli. Jej wspomnienia z okresu przedwojennego ograniczają się do sprzedawców tekstyliów, których widywała jeżdżąc z rodzicami na zakupy do pobliskiego Ciechanowa, miasteczka oddalonego 120 km na północ od Warszawy, właścicieli młynów czy sklepikarzy, do których chodziła z dziećmi ze szkoły kupować słodycze.

We wsi Łaguny położonej w powiecie Ciechanowskim, w której się wychowała Żydów nie było. W szkole było kilka Żydówek, jednak Danuta nie utrzymywała z nimi bliższych kontaktów. Tak że, gdy przeniosła się do Warszawy, żeby kontynuować naukę w liceum pedagogicznym w jej otoczeniu nie było wielu wyznawców wiary mojżeszowej. Dopiero czasy wojenne miały zbliżyć ją do Żydówki Miriam Szapiro, z którą połączyła ją głęboka przyjaźń.

Wojna

Początek wojny zastał Danutę w Łagunach. Wyniesione z domu tradycje patriotyczne (jej rodzina brała udział w Powstaniach Listopadowym i Styczniowym, a później także w Warszawskim) skłoniły Danutę do przyłączenia się do ruchu oporu.

Jako łączniczka przekazywała wiadomości więźniom osadzonym w Ratuszu w Ciechanowie, oraz jeździła z informacjami do Warszawy. Żeby uniknąć wywózki na roboty do Niemiec w połowie 1941 roku zamieszkała u koleżanki w Ciechanowie i zaczęła pracę w niemieckiej kampanii ubojowej Fiver vertung zaopatrującej hitlerowskie wojsko.

Tak opisuje początki dyskryminacji Żydów w wywiadzie dla Survivers of the Shoah Fundation: „Co się widziało w Ciechanowie. (...) Początkowo byli zatrudniani przez Niemców, oczywiście jako posługa, już byli pooznaczani gwiazdami. Chodzili rynsztokami, musieli się już w pas kłaniać Niemcom. Były już egzekucje publiczne, też wieszani byli.”

W 1942 roku w niemieckim przedsiębiorstwie budowlanym Radusch, którego siedziba znajdowała się w tym samym budynku, co firma Fiver vertung pojawiła się nowa pracownica, sekretarka i księgowa, Maria Zaremba. Ponieważ była jedyną Polką pracującą w firmie często wpadała na dół do biura Danuty na pogaduszki, czy pożyczyć artykuły biurowe.

Podczas rozmów wielokrotnie wracała do tematu antysemityzmu na uczelniach powołując się na doświadczenia z Krakowa, gdzie studiowała w Akademii Handlowej. Przejęcie, z jakim opowiadała o dyskryminacji żydowskich studentów sprawiło, że mimo „aryjskiej” urody, wśród współpracowników Danuty zaczęły pojawiać się domysły na temat jej żydowskiego pochodzenia.

Któregoś dnia 1943 roku, gdy Danuta siedziała sama w biurze wpadła zapłakana Maria. „Czy wiesz, kim jestem?” – zapytała. „Domyślam się, ale nie musisz mi mówić” odpowiedziała Danuta. Maria pokazała jej list z Niemiec. Pisał kolega jej męża informując, że ów był w poważnym niebezpieczeństwie i musiał uciekać. Ślad po nim zaginął. Tego dnia Danuta poznała historię Marii.

Maria - Miriam

Maria, która naprawdę nazywała się Miriam Szapiro, pochodziła z Łodzi z zamożnej rodziny. Wojenne losy rozłączyły ją z mężem. On trafił przez Kraków do Niemiec, ona do Warszawy. W 1941 roku, dzięki pomocy handlarki, bezpiecznie przekroczyła „zieloną granicę” Generalnej Guberni i dotarła do Ciechanowa (rejencja ciechanowska, Prusy Wschodnie). Był wieczór, kiedy Miriam trafiła do domu sąsiadki Danuty Szlom, Zuzanny Ostaszewskiej.

„Przyszła tutaj bez niczego, tak jak stała, w takiej jesionce, głodna, chłodna. – wspomina w wywiadzie dla Muzeum Historii Żydów Polskich tamten moment Zuzanna. - Okna zasłonięte, płacz za oknem. Deszcz ze śniegiem pada. Wychodzę, tam była taka kobieta, co przychodziła na szmugiel z Warszawy (...)

I patrzę – stoi przy niej kobieta, w ciąży, płacze. »Czego ty płaczesz?«. Mówi: »Wie Pani, przyprowadziła mnie tutaj, a ja nie mam się gdzie podziać«. (...) Ja mówię: »Nie płaczcie, tylko chodźcie tutaj do domu«”.

Mimo, że Zuzanna z mamą podejrzewały, że zabłąkana kobieta jest Żydówką, przyjęły ją do siebie. W ten sposób Maria znalazła lokum w Ciechanowie, a że miała fałszywe papiery, Włoczewscy ją zameldowali i załatwili jej pracę sekretarki w niemieckiej firmie budowlanej Radusch, w której brat Zuzanny, Ryszard, pracował jako tłumacz.

Maria mieszkała u nich kilka miesięcy, w tym czasie, gdy wyszło na jaw, że Maria jest Żydówką, przerażony ojciec Zuzanny chciał, aby natychmiast się wyprowadziła. Jednak żona i córka, przekonały go, by pozwolił kobiecie zostać, dopóki nie znajdzie bezpiecznego lokum.

Sąsiedzi oddali do jej dyspozycji przystosowany do mieszkania chlewik. W 1942 roku w tych fatalnych warunkach przyszedł na świat Wiktor, synek Marii, którego nosiła w łonie, gdy trafiła do Ciechanowa. Chociaż dla, wychowanej w wierze mjżeszowej, Marii była to ciężka decyzja, to ze względów bezpieczeństwa zdecydowała się na chrzest syna.  Po roku Wiktorek dostał ciężkich problemów żołądkowych i zmarł.

Przed porodem, w czasie pobytu Marii u rodziny Ostaszewskiej, wedle słów Zuzanny, kilka razy przyjechał do niej mąż. Po śmierci dziecka zupełnie załamana Maria dostała list od przyjaciela z Niemiec informujący o niepewnych losach męża. Od tego czasu nie miała już z nim kontaktu.   

Przyjaźń z Danutą Szlom

Odkąd Danuta poznała prawdę o Marii zaczęła jej pomagać. Wiedziała, że jej przyjaciółka jest w poważnym niebezpieczeństwie, chociaż jak sama mówi: „Nie zdawałam sobie sprawy w takim stopniu jak to dotarło do mnie po wyzwoleniu, niestety. To potem dotarło, to straszne ludobójstwo”.

Chroniła jednak Marię dementując plotki o jej żydowskim pochodzeniu, starała się wesprzeć w trudnym położeniu. Na święta zabierała ją do rodzinnego domu, wcześniej ucząc polskich kolęd, żeby nie wzbudzała podejrzeń.

„Mogę przytoczyć takie jedno wydarzenie, które nas obie mało o zawał serca nie przyprawiło. – opowiada Danuta - Kiedy pewnego razu byłyśmy u mnie w mieszkaniu, a właściwie było to mieszkanie mojej koleżanki, ale byłyśmy we dwie. Ot siedziały, pogaduszki, papierosy (...)

W pewnym momencie otwierają się drzwi i staje gestapowiec w nich. Więc mnie serce podeszło pod gardło, zerknęłam na nią, ona zbladła też. Ale na szczęście dla niej, to nie dotyczyło jej. (...)

Ta koleżanka, której było to mieszkanie była aresztowana w tym czasie. (...) Więc okazało się, że ten gestapowiec przyszedł do mnie, właśnie na taki wywiad. No, ale wtedy, kiedy on wszedł, taki drab z tą trupią czaszką na czapce... To wie pani i ona, i ja... To był moment, który przeżyłyśmy razem. (...)

On po prostu chciał dowiedzieć się, co ja mam do powiedzenia na temat tej koleżanki. No to musze powiedzieć, że nawet Maria pomogła mi, bo lepiej mówiła po niemiecku. Kiedy ochłonęłyśmy, ja odsunęłam się od stołu, bo tak chodził był podparty, stół był podparty kolanami i w pewnym momencie stwierdziłam, że ten stół drży od moich kolan. Więc się odsunęłam od tego stołu, a ona też zapaliwszy papierosa, a on się tak zapytał z lekka skąd my mamy papierosy. (...) On po jakimś czasie opuścił nas.”

Pod koniec wojny niemiecki przedsiębiorca postanowił ewakuować firmę Radusch na zachód. Mimo namów Danuty, żeby Miriam została u jej rodziny na wsi, zdecydowała się wyjechać z innymi pracownikami. Przeżyła.

Po zakończeniu wojny Maria przyjechała do Ciechanowa. Odnalazła Zuzannę, ale nie zastała tam już Danuty, która przeniosła się do Elbląga. Pojechała do Łodzi i przez Czerwony Krzyż poszukiwała rodziny.

Dowiedziała się, że jej mąż przeżył, ale związał się z inną kobietą. Jej rodzina zginęła podczas Zagłady, uratowała się tylko jej siostra, która jeszcze przed wojną wyjechała do Palestyny. Miriam wyemigrowała do Izraela, gdzie ponownie wyszła za mąż i przyjęła nazwisko męża – Cohen. Urodziła syna Daniela.

Przez wszystkie lata utrzymywała kontakt z Zuzanną Ostaszewską, a gdy po śmierci męża w 1988 roku Danuta powróciła do Ciechanowa, dzięki Zuzannie także i ona nawiązała kontakt z Marią. W 1995 r. Miriam odwiedziła Ciechanów i spotkała się z okupacyjnymi przyjaciółkami.