Rodzina Dziadków

powiększ mapę

Audio

3 audio

Wywiad z Zofią Dziadek

Przed wojną

„Do szkoły nie chodziłam, bo butów w zimie nie było, przecież jedne buty nosiło troje dzieci, nie jedne. Także ciężko było ludziom (…). Na wsiach była straszna bieda. Boso podchodzili pod sam kościół. Dopiero przed kościołem, tam gdzieś za płotem, ubierali buty i szli do kościoła.

A i było Żydów, Matko Boska, i ja się śmieję, że Żydzi mnie prześladują od urodzenia. Ale ja na nich nic nie powiem, bo, bo nie piją, nie są bandytami, tak jak napad kogoś, raczej ich napadali, z nich się wyśmiewali, to mi się już nie podobało, że tam, no, dokuczali Żydom, co tam dużo mówić.

„Miałam koleżankę, (…) ona mnie prosiła: »Zosia, zapal, tu masz zapałki, już drzewo w piecu naukładane, papiery pod tym drzewem i apal«. Ja zapaliłam, dała mi tej chałki, (…) tak się cieszyłam, ja nic nie miałam, głodna byłam".

Ojciec

„Mój ojciec uczył: »Pamiętajcie, że wszyscy ludzie są jednakowi, a jaka nacja jest, to nieważne, ważny jest człowiek. Jak jest dobry człowiek, to nie pytaj się go, czy jest Turkiem, Niemcem, czy Polakiem, czy Ukraińcem. Ma być dobrym człowiekiem«. Ojciec zasady wpajał, mimo że matki nie było, to ojciec nam wpajał te wszystkie wartości.

Mnie to nie robiło różnicy czy Żyd, co to ma do rzeczy Żyd, no co to, człowiek ma być, co to Żyd, człowiekiem jest".

Blochowie

"Oni nie byli już we Włodzimierzu, bo już likwidowali getta we Włodzimierzu, u nas we Włodzimierzu, już tam do Piatynia wywozili do lasu, straszne to jest, no i nawet nie chcę tego wspominać.

Polska się paliła, jak w nocy już się polska paliła wieś, bo Ukraińce palili, tu na drugą noc, ukraińska się pali, bo Polacy. (…) Wszystko za Bug uciekało, to domy zostawiali, a ja musiałam być, przecież miałam ich czwórkę".

Doktor

„Jak ja pracowałam w tym szpitalu, to ja wszystkich w szpitalu znałam i mnie znali. (…) Wszystkich lekarzy znałam. Oni mnie znali i ja ich znałam. To on przyszedł, ten doktor Bloch, Michał Bloch.

Było tak rano, deszcz padał, ktoś puka. (…) Przyszedł bardzo rano. Zapukał, aż się wystraszyłam, jednak Niemcy byli w tym czasie, i tego, przestraszyłam się, ale zajrzałam, mąż wstał, ja wstałam, takie wystraszone byliśmy, bo to Niemcy napadali, okna wybijali, różne cuda były.

Ja się pytam: »Co się stało, panie doktorze?«. (…) A mówi i płacze, i nie mówi. I mówi: »Musimy uciekać ze wsi, bo już wieś się pali«. (…) A tam rodzina jest. Cała rodzina, dwoje dzieci, córka starsza, syn młodszy, i żona, i mąż, rodzina. A już palą. Ja mówię: »Ale co ja zrobię? Męża nie ma, ja nie mogę sama decydować«. Czworo ludzi?

Ja nie mogłam patrzeć na jego łzy, taka osoba, szef Szpitala Powiatowego, taki dobry chirurg”.

Piwnica

„Za godzinę oni już są, wieś już się z tamtej strony pali, co będziemy czekać, to oni zaczekali w lesie do nocy, a w nocy przyszli do nas. (…) Bez niczego (…). Tak jak w płaszczykach, w chustki pozawiązywali, jak Ukraińcy noszą.

W kuchni było, jakby, no nazwijmy to, tak jak ta szafka, i tam się drzwi zrobiło do podłogi, w podłodze, i tam oni na noc wychodzili z tej piwnicy. I całą noc byliśmy, jak było cichutko, cicho było wszystko, cichutko, żeby nawet nie tupać, nie chodzić, a my śpimy, a oni żeby jak najwięcej na wierzchu byli (…). No oni też musieli się kryć, żeby ich nikt nie zauważył (…). Nawet w tej piwnicy i drzwi były, tylko żeśmy przykryli workiem”.

Noce

„Pan doktor spał na łóżku żelaznym. A tak, no sam, a to była głowa rodziny, a głowa rodziny u Żydów jest bardzo bardzo ważna. Także u nich ojciec to naprawdę jest świętość. Zresztą i u nas tak było, co ojciec powiedział, to było to świętość. »Nie« nie istniało. (…) No żona i dzieci na podłodze, na macie, takiej ze słomy zrobionej.

Mąż, ja i dzieciak jeszcze w środku, nie ma lekko. (…) A jak ta mała smarkula chciała zobaczyć, to te się już ruszają i uciekają, to twarze pozakrywali, żeby nie wiedziała, kto to jest, no tak jeszcze kopie się, że jeszcze chce zobaczyć, no ale nie pokazaliśmy dziecku”.

Dnie

„Nic nie czytali, książek tam żadnych różnych, żadnych nie dawaliśmy. (…) Ja nie miałam czasu na książki (…), gazety oni dostawali i już wiedzieli wszystko co się dzieje. (…) bo oni też by powariowali w tej piwnicy.

Żydom trzeba było wiadro wynieść po nich, bo w piwnicy, bo nie było takich ubikacji, jak teraz u nas, tylko trzeba było pójść na dwór, bo to mieliśmy kawałek ziemi, no i także oni nie mieli u mnie źle.

No i też dostawali dwa razy dziennie, tak jak i my, cały dom, to znaczy cała moja rodzina, dwa razy dziennie i później, wieczorem, zupa, zupa, przede wszystkim zupa”.

Kradzież

„Zrobiłam takie woreczki, mąż mąkę kradł. (…) Ukraińce, bo to ukraińska policja była, (…) złapali mojego męża z tą mąką, no i już zamknęli (…) i Ukrainiec mówi, »Uchadi«, »Uciekaj, bo przeszkadza« - mówi - »stoi, czy siedzi, przeszkadza«. Jakie on, boże, to teraz boimy się, jak on przyszedł do domu, ja się boję, że zaraz po niego przyjdą, jedną noc gdzie indziej był, drugą noc gdzie indziej, bo tylko w nocy chodzili, cholery, trzecią noc, ale widzimy, że tak jakoś cicho, no i daliśmy spokój.

A też poszłam kopać kartofle, nie moje, nie umiałam kopać, nie moje (…), bałam się, że oni mnie posądzą o kradzież, bo to była kradzież, no, to nie były moje ziemniaki. (…) musiałam coś tym ludziom dać, to cztery dorosłe osoby….

Ta Blochowa (…) mówi: »Słuchaj, czy ja pójdę z nią w jedno miejsce (…) i ona mi mówi, tu pod ścianą jest dwoma kamieniami przykryte takie, takie, no coś przykryte, mam to wziąć i jej oddać (…). To były piątki rosyjskie złoty, no to chyba ze cztery sprzedałam. Bo ona mi raz dała, a nie mam nic co do garnka włożyć, mówię, nie mam nic a nic. No ile ten mąż może nakraść”.

Sąsiedzi

„Czworo tych Żydów trzymałam i przeszło, tak gdzieś, no koło półtora roku (…). I tak gotowałam i gotowałam w dwóch garnkach, a bo sąsiadki przychodzą, coś pachnie, pachnie, no ja mówię:  »Tak, bo gotuję zupę« i już druga stoi odstawiona i tylko ktoś pukał do drzwi, że to niby woda i ja mówię, że muszę gary pozmywać albo też przepiórkę robię, to se grzeję.

A później sąsiedzi nie mogli się nadziwić, jak ja mogłam dać rady ich przechować, że oni nic nie wiedzieli, nic nie zauważyli. No, jakby oni zauważyli, to by mnie nie było”.

Rozstanie

„Ja nie miałam pretensji do nich, że nie pamiętali o nas, jak wyjechali, to miałam trochę żal, dopiero po trzech godzinach, jak wyjechali, to dopiero przyszła kobieta i jej sąsiadka i powiedziała, już Blochy wyjechali trzy dni temu. (…) Nie powiedzieli, tylko przyszła ta kobieta powiedzieć, że przepraszają (…). Ja się narażałam, a oni nawet do widzenia nie powiedzieli”.

Życie

„Dzisiaj by nie było ceny, żebym przyjęła, dałabym chleb, dałabym do chleba, dałabym wodę, wszystko bym dała, ale życia już za nikogo bym nie dała”.

Więcej

Bibliografia

  • Ceglarek Aneta, Wywiad z Zofią Dziadek, Wrocław 23.06.2010