Rodzina Walulewiczów

powiększ mapę

Więcej o rodzinie Walulewiczów

Przed wojną Michał (ur. 27.09.1887 r.) i Zofia Walulewiczowie z trójką dzieci mieszkali w Święcianach, 80 km od Wilna (obecnie Švenčionys, Litwa). Michał Walulewicz, zastępca burmistrza, dobrze zarabiał. Rodzina zajmowała duży dom z ogrodem przy ulicy 3 Maja nr 32.

We wrześniu 1939 roku pan Walulewicz stracił pracę. Najmłodsza z rodzeństwa, Irena, głuchoniema od czasu przebytej w dzieciństwie szkarlatyny, przestała uczęszczać do szkoły specjalnej w Wilnie.

W połowie 1941 r. weszli Niemcy, co spowodowało serię tragicznych wydarzeń. Najstarszy syn, Zdzisław, zginął 9 października 1941 r. w niewyjaśnionych okolicznościach (rodzina uważa, że został zabity przez policję litewską).
Drugi – Władysław, w obawie o swoje bezpieczeństwo, uciekł ze Święcian. Michał Walulewicz stracił życie 20 maja 1942 roku. Był jednym z grupy około czterdziestu przedstawicieli miejscowej inteligencji zamordowanych w akcji odwetowej za zabójstwo czterech żołnierzy niemieckich.

Matka z córką zostały same. Utrzymywały się z szycia i dystrybucji wódki. Trunek rozprowadzała Irena, bowiem – jak opowiada przez tłumaczkę, śmiejąc się – niepełnosprawność chroniła ją przed wysyłką na roboty, więc w miarę swobodnie poruszała się po mieście.

Żydzi ze Święcian

Golda Buszkaniec relacjonuje, że w końcu września 1941 r.: „Wszyscy Żydzi z naszego miasta i ze wszystkich okolicznych miasteczek – kobiety, mężczyźni, dzieci i starcy w liczbie około 8000 – zostali wywiezieni do lasu, zwanego >>Poligonem<<, oddalonego ok. 12 km od miasta, tam okrutnie wymordowani i pochowani we wspólnym grobie”.

„W samych Święcianach pozostawiono i zamknięto w niewielkim getcie ok. 300 rzemieślników żydowskich wraz z rodzinami, zwanych >>Nutzliche Juden<< (>>użytecznymi Żydami<<), po to, by pracowali na rzecz Niemców. Ja i mój mąż [Szymon] byliśmy między nimi. Na wiosnę 1943 r. nadszedł rozkaz likwidacji getta”.

Ucieczka

Buszkańcy – dzięki pomocy litewskiego policjanta, uciekli. Szymon poszedł do lasu z postanowieniem dołączenia do partyzantów. Golda, jak pisze, „bez wahania” skierowała swe kroki do znajomej rodziny Walulewiczów. Jej ojciec, który był blacharzem, znał zastępcę burmistrza z „okresu różnych prac dekarskich, które realizował na zamówienie miasta” przed wojną.

Zofia i Irena przyjęły Goldę. „Mimo, że nie miałam pieniędzy ani żadnych przedmiotów wartościowych, nie zawahały się mnie przyjąć i ukryć pod swoim dachem” – zapisuje ocalona – „Nie zadawały zbędnych pytań i natychmiast ukryły mnie na strychu, w miejscu, które wydawało im się najpewniejsze”.

Golda Buszkaniec przechowywała się u pań Walulewicz przez około pół roku: „cały ten czas nie usłyszałam od nich jednego złego słowa na temat ciężaru, jaki dla nich stanowię, nie mówiąc już o groźbie śmierci, która czekałaby je, gdyby odkryto moją obecność”.

Codzienność w ukryciu

Jak wyglądało życie w ukryciu? „Codziennie przynosiły mi na górę jedzenie, a potem zabierały talerz i wypróżniały wiadro, w które załatwiałam swoje potrzeby”. W niedziele, gdy Zofia z Ireną szły do kościoła, Golda schodziła ze stryszku i myła się. W zimniejsze dni częściej przebywała na dole, żeby ogrzać się przy piecu. W momentach zagrożenia – chowała się pod łóżko, które miało doszyty zasłaniający dół materiał.

„Wciąż pamiętam, jak leżałam pod łóżkiem Ireny i starałam się być cicho, ponieważ w domu byli goście”- opowiadała Buszkaniec gazecie „Daily News ”.

Jeden z pokoi u pań Walulewicz zajmował niemiecki oficer, 42-letni Raban von König.
Mężczyzna nie wtrącał się jednak w sprawy rodziny ani nie korzystał z innych pomieszczeń. Kiedy przypadkiem zobaczył Goldę, nie wzbudziła jego podejrzeń.

Z kolei podczas rewizji, którą Niemcy przeprowadzili zaalarmowani przez litewskiego sąsiada, Goldzie udało się wyskoczyć przez okno i ukryć w chlewie.

Uczestniczyła w pracach domowych, jak również w zarobkowaniu. Razem z Zofią i Ireną szyła i cerowała, z czego utrzymywały się panie Walulewicz. Opuściła je w listopadzie 1943 r., gdy udało jej się skontaktować i połączyć z mężem. Oboje przeżyli wojnę.

Po wojnie

Golda widziała się z Ireną i Zofią jeszcze raz, pod koniec 1944 r., potem straciły kontakt. Golda z Szymonem wyjechali po wojnie – z przystankami w Lublinie i Niemczech, do Izraela.

W maju 1945 r. panie Walulewicz wyjechały do Białegostoku, który szybko opuściły, z powodu szalejącego tyfusu. Osiadły w Olsztynie. Irena pracowała jako maszynistka, przez wiele lat była również aktorką olsztyńskiej pantomimy.

Kontakt

W 1995 r., po wieloletnich wysiłkach, Buszkaniec odnalazła Irenę Walulewicz. Udało się to dzięki pomocy Polskiego Związku Głuchych i Bohdana Polaka – historyka Święcian.

Z inicjatywy Buszkaniec w 2004 roku Irena Walulewicz i pośmiertnie jej matka – Zofia zostały odznaczone Medalem i tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Bankiet w Nowym Jorku

27 listopada 2007 r. Nowojorska Żydowska Fundacja na Rzecz Sprawiedliwych, która od 1986 r. wspiera materialnie Sprawiedliwych, zorganizowała w Nowym Jorku pierwsze od 1944 roku spotkanie 82-letniej Ireny i, przybyłej z Izraela, 94-letniej Goldy.

Na lotnisku Kennedy’ego Irenę witano z honorami. Wystąpiła w charakterze gwiazdy wielkiego, charytatywnego przyjęcia w ekskluzywnym Hotelu „Waldorf”. Miejsce przy jednym z licznych stolików kosztowało kilka tysięcy dolarów. Cel: pomoc dla Sprawiedliwych.

Po przyjęciu artykuły opisujące jej historię ukazały się w m.in.: olsztyńskim wydaniu ”Gazety Wyborczej”, nowojorskich „Daily News”, „The Sun” oraz wielu innych mediach na całym świecie.

W Święcianach Irena Walulewicz od czasu zakończenia wojny była raz – we wrześniu 2007 r. z ekipą filmową przysłaną przez fundację. Zaskoczyła ją wroga reakcja miejscowych. Postanowiła nigdy więcej tam nie wracać
.
Golda Buszkaniec mieszka w Tel Avivie. Ma dwoje dzieci, siedmioro wnuków i czworo prawnuków, którzy w liście do Ireny Walulewicz podkreślili, że rodzina ta nie powstałaby, gdyby nie jej i jej matki bohaterstwo.

Więcej

Bibliografia

  • Brzozowski Stanisław, Sprawiedliwa, „Gazeta Olsztyńska”, nr 159

    Informacja o nadaniu tytułu Sprawiedliwej Irenie Walkiewicz z Olsztyna.

  • Brzozowski Stanisław, Dziękuję za uratowanie babci Dawida, „Gazeta Olsztyńska”
  • Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, 349, 2655
  • Grzybek Marcin, Wywiad z Ireną Walulewicz, Olsztyn 27.02.2009