Ceremonia uhonorownia Sprawiedliwych w Muzeum POLIN

Mateusz Szczepaniak, 11 września 2015
W środę 9 września 2015 roku w Muzeum POLIN odbyła się uroczystość uhonorowania kolejnych Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Pośmiertnie odznaczono sześć rodzin. Medale i dyplomy honorowe z rąk Ambasador Izraela Anny Azari odebrali ich potomkowie.

Na uroczystość uhonorowania Polaków ratujących Żydów podczas Zagłady przybyło ponad 400 gości.  W ceremonii wzięły udział rodziny Sprawiedliwych i Ocalonych, a także młodzież z Polski i Izraela. Po powitaniu gości przez dyrektora Muzeum Dariusza Stolę i dyrektor Departamentu Sprawiedliwych w Ambasadzie Izraela Ewę Rudnik-Zawiłło, głos zabrała Ambasador Izraela w Polsce Anna Azari oraz Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP Wojciech Kolarski.

Pośmiertnie uhonorowani zostali: Helena i Szymon Całkowie, Waleria i Stanisław Jakubowscy, Józefa i Franciszek Kosińscy, Zofia i Aleksander Schiele, Teodora i Ireneusz Studzińscy oraz Wacław Zatorski. 

Instytut Yad Vashem postanowił o uhonorowaniu Heleny i Szymona Całków, którzy ukrywali troje Żydów w Parysowie koło Garwolina - dwie mieszkanki Parysowa oraz 12-letniego Józefa Czarnego. 2 sierpnia 1943 roku chłopiec uciekł z obozu w Treblince podczas słynnego buntu więźniów. "Powiedziałem, że jestem Żydem i uciekłem z Treblinki Byłem z religijnej rodziny, nie potrafiłem kłamać. Gospodarz dał mi ziemniaki z ciepłym mlekiem. Na przemian jadłem i płakałem, jadłem i płakałem" - wspominał po latach Józef Czarny. Na jego wniosek Instytut Yad Vashem nadał rodzinie Całków tytuł Sprawiedliwych. Podczas ceremonii w Muzeum POLIN medal i dyplom honorowy odebrał syn bohaterów, pan Zdzisław Całka.

Waleria i Stanisław Jakubowcy mieszkali we wsi Skotniki Dolne na Kielecczyźnie, gdzie prowadzili gospodarstwo rolne. Podczas Zagłady udzielili schronienia zbiegom z getta w pobliskiej Wiślicy. Pomagali im przez 26 miesięcy, a jedną z kryjówek zbudowali dla nich pod oborą. Laudację ku czci rodziny Jakubowskich odczytała córka Ocalonego, pani Jeanne Zucker, a odznaczenie odebrał wnuk bohaterów - pan Józef Jakubowski.

Józefa i Franciszek Kosińscy ze wsi Tołwin niedaleko Siemiatycz uratowali żydowską dziewczynkę Ryfkę Gruskin, która wyskoczyła z pociągu jadącego do Treblinki. Kosińscy mieli wtedy piątkę dzieci i zdawali sobie sprawę z wielkiego zagrożenia, jednak mimo to bez wahania zgodzili się pomóc. Ryfkę od czasu do czasu odwiedzali brat i wujek, ukrywający się w lesie. Podczas jednej z tych wizyt w domu Kosińskich odbyła się rewizja. Żandarmeria przez blisko godzinę przeszukiwała gospodarstwo, lecz nie odnaleźli podziemnej kryjówki. Kosińscy, podejrzewając, że donieśli na nich mieszkańców wioski, odważnie zapowiedzieli sołtysowi, że nie dadzą się zastraszyć. Odznaczenie odebrał syn bohaterów, pan Edmund Kosiński.

Zofia i Aleksander Schiele, rodzina znanych stołecznych piwowarów (właścicieli Zjednoczonych Browarów Warszawskich Haberbusch i Schiele), w swoim domu w Konstancinie dali schronienie m.in. Stefanii Liliental i jej małemu synowi Witoldowi. Mimo niemieckiego pochodzenia Aleksander Schiele odmówił podpisania volkslity, był członkiem Armii Krajowej, wspierał finansowo potrzebujących (np. przebywającego na emigracji Juliana Tuwima), wydawał fikcyjne dokumenty żołnierzom AK i Żydom, wykupywał więźniów, organizował aprowizację warszawskiego getta i ucieczki jego mieszkańców na "aryjską" stronę. Laudację odczytali Witold Liliental i Dorota Liliental, a odznaczenie odebrał Robert Azembski w imieniu Julitty Azembskiej, córki Zofii i Aleksandra Schiele.

Teodora i Ireneusz Studzińscy z warszawskiej Pragi ocalili w czasie Holocaustu pięcioro żydowskich uciekinierów z getta. Byli wtedy młodym małżeństwem z niedawno urodzonym dzieckiem. Żydów - rodziny Rozenfarb i Rozenblum - ukrywali na strychu swojej kamienicy, a dla rozwiania podejrzeń innych mieszkańców, dlaczego gospodarze często zaglądają na poddasze, umieścili tam kozę. oficjalnie po to, żeby mieć mleko dla swojego niemowlęcia. Laudację odczytała córka i wnuczka Ocalonych - pani Eliane Labendz oraz Susan Rostan. Odznaczenie odebrała córka Janina Sokołowska.

Wacław Zatorski, pracownik Gazowni Warszawskiej, pomógł przeżyć Abramowi Lipszycowi, który zamieszkał z nim, jego żoną i dwójką dzieci na Woli. Historię uratowania odczytała pani Nelly Faifermacher, a medal i dyplom honorowy odebrała córka Krystyna Karwat.