Śliwiak Andrzej

powiększ mapę

„Ten człowiek spodobał mi się od pierwszego zetknięcia”. Historia Andrzeja Śliwiaka

W latach okupacji niemieckiej Andrzej Śliwiak, pracownik miejskiego targowiska w Kołomyi k. Stanisławowa (dziś Iwano-Frankiwsk w Ukrainie), pomagał prześladowanym Żydom. W okresie od grudnia 1942 do marca 1944 r. udzielał im schronienia w specjalnie przygotowanym do tego celu podziemnym schronie, zlokalizowanym na przedmieściach miasta. Wśród dziesięciorga ukrywających się osób byli Marceli i Pola Najderowie (właśc. Neiderowie), którzy w kryjówce spisywali dzienniki dokumentujące ich wojenne przeżycia. Z tego okresu ocalała także inna niezwykła pamiątka – komplet szachów z drzewa kasztanowca, wykonany przez Polę w kryjówce, który dziś znajduje się w zbiorach Muzeum POLIN.


„Minęło już jedenaście miesięcy naszego pobytu w piwnicy. Zaczynamy dwunasty miesiąc. Tak sobie powiedzieć – rok życia w piwnicy, dziewięć ludzi na przestrzeni 6m2. Rok życia poza obrębem świata, rok niczego nie przeżywać, a tak wiele, tak bardzo wiele przeżyć. [...] Strugam szachy z kasztana [...], konstruuję abażur z podartej koszuli, a przy tym snują się myśli. Budzą się gdzieś głęboko w sercu drzemiące wspomnienia, także plany na przyszłość, a czasem przychodzi pytanie, czy warto tyle się męczyć, tyle czasu przecierpieć”, zapisała w swoim dzienniku Pola Najder, 16 grudnia 1943 roku.

Losy Marcelego i Poli Najderów przed wojną i w pierwszych latach okupacji radzieckiej i niemieckiej

Marceli Najder (właśc. Neider) i Pola Resz (właśc. Resch), mieszkańcy Kołomyi, poznali się w młodzieżowej organizacji syjonistycznej Ha-Noar ha-Cijoni (hebr. Młodzież Syjonistyczna). Para pobrała się 24 grudnia 1939 r. we Lwowie, kiedy miasto znajdowało się pod okupacją radziecką.

Marceli, syn Wilhelma i Antoniny z domu Adler, był farmaceutą. Przed wojną ukończył Gimnazjum im. Kazimierza Jagiellończyka w Kołomyi, następnie studia farmaceutyczne na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, kontynuując rodzinną tradycję – ojciec Wilhelm ukończył farmację w Wiedniu.

Pola Najder z domu Resz była najmłodszą córką Bernarda i Reizi (Róży) z domu Knopf, siostrą Beli i Anny (zmarła w 1923 r.). Ukończyła żeńskie gimnazjum żydowskie w Kołomyi, zdając maturę 6 czerwca 1939 roku. Podobnie jak Marceli była zaangażowana w syjonistyczny ruch skautowy.

Do 1942 r. Marceli pracował w kołomyjskiej aptece swojego ojca oraz w aptece w Peczeniżynie. Po utworzeniu getta w Kołomyi i przesiedleniu do niego rodziny Najderów, zgłosił się do Plutonu Sanitarnego Żydowskiej Służby Porządkowej (niem. Jüdischer Ordnungsdienst). Podczas tzw. likwidacji kołomijskiego getta we wrześniu 1942 r. został przydzielony do zabezpieczenia pozostawionego przez Żydów mienia oraz oczyszczenia stacji kolejowej z ciał osób zabitych podczas załadunku do wagonów. Pola wraz z sąsiadami ukrywała się w schronie.

W listopadzie 1942 r. małżonkowie Najderowie potajemnie wprowadzili się na strych jednego z opuszczonych budynków w dzielnicy wyłączonej z getta. Urządzili tam prowizoryczne gospodarstwo domowe, korzystając ze sprzętów, które znaleźli w innych pustych mieszkaniach.

Pomoc Andrzeja Śliwiaka i jego rodziny dla Żydów z kołomyjskiego getta

Andrzej Śliwiak pracował jako strażnik na targowisku, które znajdowało się na przedmieściu Kołomyi. W sąsiedztwie targowiska znajdował się dom Śliwiaka (dziś ul. Vasyla Atamaniuka), w którym mieszkał z żoną Marią i przybraną córką. Dom znajdował się nad rzeką Prut, blisko kołomyjskiego getta. 

Jesienią 1942 r., gdy Śliwiak zbliżył się do granicy getta, zawołał go przez ogrodzenie Zygmunt Prinz, prosząc o znalezienie kryjówki dla niego i kilku jego przyjaciół, m.in. małżonków Najderów. Po niepomyślnych poszukiwaniach Śliwiak zdecydował, że zaproponuje im schronienie w swoim domu.

„Prinz i Sperber nabrali od razu zaufania do Śliwiaka, mimo że ten nie wysuwał żadnych finansowych propozycji, nie chciał za to nic w zamian. Śliwiak przyznał im się, że jest byłym członkiem KPP [Komunistycznej Partii Polski − red.], że siedział przed wojną w więzieniach sanacyjnych za akcję komunistyczną w Wojsku Polskim i dlatego nie jest zainteresowany zarobkiem. Uważał też, że należy na złość zrobić Niemcom. [...] Ten człowiek spodobał mi się od pierwszego zetknięcia”, zapisał Marceli Najder we wspomnieniach z lat 50. XX wieku.

W grudniu 1942 r. sześcioro Żydów – Zygmunt Prinz, Abraham Sperber, Marceli i Pola Najderowie oraz Abraham (Fryderyk) Ferber i jego syn Aleksander – udało się w nocy do domu Śliwiaka. Przenosiny odbywały się stopniowo, aby nie wzbudzać podejrzeń. Początkowo Żydzi ukrywali się na strychu, ale gdy ochłodziło się, Śliwiak zbudował dla nich kryjówkę w piwnicy na podwórzu.

Później do uciekinierów dołączyły jeszcze cztery osoby: Bernard Arnold, Edmund Rath, Józef Weitz oraz chłopiec Menek Goldstein, który wcześniej ukrywał się przez dziewięć miesięcy w gospodarstwie Floriana i Marii Wojnerowskich w Kołomyi. Śliwiak i Wojnerowscy znali się, a nawet wiedzieli wzajemnie o udzielanej Żydom pomocy.

18 miesięcy pod ziemią. Warunki ukrywania się Żydów w schronie Andrzeja Śliwiaka

„Śliwiak mieszkał za miastem na wyspie (tak zwanym Zarynku). Na całym Zarynku stał tylko letni pawilon restauracyjny – podczas wojny nieczynny. W tym pawilonie mieszkał Śliwiak. Obok pawilonu była piwnica. [...] Przebudowaliśmy piwnicę, przegradzając ją murem i robiąc osobne wejście od boku. Wejście było zamaskowane w komorze, a wchodziło się przez specjalnie zbudowaną budę dla psa. Dociągnięto pod ziemię światło elektryczne, dostaliśmy od Śliwiaka ukryty przez niego radioaparat oraz pistolet z nabojami (na wszelki wypadek)”, opisywał Marceli Najder.

Kryjówka przygotowana przez Andrzeja Śliwiaka miała powierzchnię ok. 6 m2, a znajdowała się zaledwie 2 metry od wejścia do jego domu. Piwnica pierwotnie służyła do przechowywania beczek z piwem. 

Pomoc dla Żydów „polegała na przechowaniu w specjalnym bunkrze-schronie, opiece i żywieniu”, pisał Śliwiak w relacji z 1982 roku. Żywność dla podopiecznych zdobywał sprzedając okazjonalnie ich rzeczy osobiste, np. płaszcze, bieliznę, zegarki. Chleb otrzymywał bezpłatnie od znajomego Ferberów, piekarza Wójcika, który nie znał lokalizacji kryjówki. Śliwiak, jako pracownik targowiska, pozyskiwał tanie mięso i odpady od znajomych rzeźników. W opiece nad uciekinierami z getta pomagała mu żona, Maria.

Osobom ukrywającym się dokuczał nie tylko głód, ale również problemy wynikające z warunków przebywania w przestrzeni nieprzystosowanej do zamieszkania – gorąc lub chłód, gryzonie i insekty, nieustanna wilgoć, wynikająca z położenia kryjówki nad rzeką. Podczas opadów deszczu i podnoszenia się poziomu wody w rzece zdarzały się również podtopienia, powodujące powstawanie pleśni na posłaniach i w rzeczach osobistych. Co jakiś czas starano się sprzątać i wietrzyć kryjówkę, aby utrzymać higienę.

Z względów bezpieczeństwa mieszkańcy kryjówki na zmianę pełnili warty przy wejściu. Ich położenie stało się dramatyczne, gdy na początku sierpnia 1943 r. na terenie gospodarstwa zaczął stacjonować oddział gestapo, a na sąsiednim polu zaczęły lądować niemieckie samoloty. Kryjówka nie została jednak odkryta. Przez cały okres pobytu Niemcy przekazywali Śliwiakowi racje żywnościowe, którymi dzielił się z podopiecznymi.

Pamiątki z podziemnej kryjówki. Dzienniki Marcelego i Poli Najderów oraz komplet szachów

„Dziś mija je­de­na­ście mie­się­cy od chwi­li przyj­ścia do Ję­drze­ja. Ładny szmat czasu i to z naj­pięk­niej­sze­go wy­cin­ka życia. Wyj­dzie­my już sta­rzy – czte­ry i pół roku mło­de­go życia w okre­sie wo­jen­nym stra­co­ne bez­pow­rot­nie i bez­pro­duk­tyw­nie. Człek mało co po­su­nął się na­przód – chyba w zna­jo­mo­ści ludzi i za to fest za­pła­cił. Droga to była nauka”, pisał Marceli Najder w swoim dzienniku, 10 grudnia 1943 roku.

W kryjówce Marceli i Pola spisywali dzienniki, dokumentujące ich wojenne przeżycia. „Śliwiak przyniósł mi – jeszcze kilka dni temu – na moje żądanie ten brulion”, rozpoczyna zapiski Marceli w lutym 1943 roku. Pola podejmowała próby pisania kilkukrotnie, ale za każdym razem niszczyła swoje notatki. Przetrwał niewielki brulion.

„[...] tak bar­dzo chcia­ła­bym już stąd wyjść, chcia­ła­bym móc cie­szyć się wol­no­ścią, swo­bo­dą ru­chów. Gdy­bym tak zwie­rzy­ła się komuś (z ludzi rzecz jasna »ży­ją­cych«) z ma­rzeń swo­ich, wy­śmia­no by mnie chyba. Bo czy kto inny, kto nie prze­żył tego, co my, po­tra­fi oce­nić, co za cu­dow­ną rze­czą jest być panem swo­jej woli, móc jeść co, jak, kiedy i ile się chce, móc się myć, kiedy się chce i nie li­czyć się z tym, że dla kogoś trze­ba wodę zo­sta­wić, móc sie­dzieć przy stole, móc otwie­rać okno i je za­my­kać wedle swej woli, świe­cić i gasić lampę, gdy ocho­ta; nie mówię już o tym, że pra­gnę­ła­bym ubrać się i wyjść mię­dzy ludzi!”, zapisała Pola Najder, 14 grudnia 1943 roku.

Pisanie dzienników pomagało Najderom wypełnić czas w kryjówce. Ponadto, Pola przerywała bezczynność, wykonując szachy z drzewa kasztanowca. Zachowany do dziś komplet składa się z 32 elementów (bez planszy) – 16 pionów i 16 figur (4 wieże, 4 skoczków, 4 gońców, 2 hetmanów oraz 2 królów). Wszystkie bierki zostały wykonane ręcznie przy pomocy niewielkiego noża (kozika). Marceli notował 10 grudnia 1943 r.:

„Pola »bawi« się jesz­cze sza­cha­mi, rzeź­bi je od prze­szło dwóch ty­go­dni, cią­gle zmie­nia krój figur, ale po­wsta­ją wcale ładne. Chce zro­bić z nich pa­miąt­kę dla Beli [sio­stra Poli – red.]. Ile bym dał, by cho­ciaż ona wró­ci­ła, by mieć choć jedną bli­ską duszę”.

Sytuacja całkowitej zależności osób ukrywających się od ich opiekunów, a także niewielka przestrzeń kryjówki, rodziła napięcia i konflikty. Pola Najder pisała dalej:

„Cho­dzić! Cho­dzić [chcę] na wła­snych no­gach da­le­ko i długo, wszę­dzie. Wresz­cie nie pa­trzeć jak pies na pana – czy Ję­drzej w do­brym, czy w złym hu­mo­rze. Jak jest cięż­ko w tych wa­run­kach, jak my mu­si­my Ję­drze­ja po­cie­szać, że to już nie­dłu­go, że mu­si­my wy­trzy­mać i tak dalej – tam, gdzie cza­sem sami może w to nie wie­rzy­my”.

Pola, jako młoda kobieta, znalazła się w szczególnie trudnej sytuacji egzystencjalnej. „Trudno sobie wyobrazić utrzymanie higieny osobistej, a nawet poczucia własnej godności, pozostając zamkniętym w tak małej przestrzeni z obcymi osobami, szczególnie kiedy wszystkie są odmiennej płci”, zwraca uwagę dr Marta Frączkiewicz w opracowaniu brulionu. Utrzymanie poprawnych relacji pomiędzy mieszkańcami bunkra było trudne z powodu frustracji spowodowanej przebywaniem ze sobą na niewielkiej przestrzeni, braku możliwości zmiany tej sytuacji, jak i nieustannym lękiem przed odkryciem kryjówki przez Niemców oraz fizycznym wycieńczeniem:

„W złość wpa­dam coraz więk­szą. »Współ­to­wa­rzy­sze« do­pro­wa­dza­ją mnie do pasji! Po­mi­jam już ich po­li­ty­kę fi­nan­so­wą, ale ta ich men­tal­ność, ta wstręt bu­dzą­ca wul­gar­ność, to sek­su­al­ne wy­ży­wa­nie się w or­dy­nar­nych dow­ci­pach. Boże mój!”, zapisała Pola Najder w swoim dzienniku, 16 grudnia 1943 roku.

Nowy Jork, Wiedeń, Szczecin i Gliwice. Powojenne losy osób ocalałych i ratującego

„Pamiętam ten dzień, kiedy cała gromada, tłocząc się, wydobywała się z bunkra. Światło oślepiało ich. Coś głośno krzyczeli, biegnąc. Pola upadła na ziemię, wszyscy rzucili się, aby ją podnieść. Nie jestem ślamazarą, ale mnie też coś chwyciło za gardło. Odszedłem na bok, bo nie wypada mężczyźnie, żeby kto widział”, opisywał moment wyzwolenia Andrzej Śliwiak w reportażu czasopisma „Poglądy” z 1978 roku.

Żydzi ukrywający się z pomocą Andrzeja Śliwiaka opuścili kryjówkę 28 marca 1944 r., kiedy do Kołomyi wkroczyła Armia Czerwona. Po wojnie większość z nich opuściła Polskę – Zygmunt Prinz wyjechał do Wiednia, Edmund Rath do Izraela, Józef Weitz do Australii, a Menek Goldstein wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie został profesorem medycyny. W Polsce pozostali Ferberowie i Najderowie.

Kołomyja, w wyniku powojennej zmiany przebiegu wschodniej granicy Polski, znalazła się na terytorium ZSRR. Andrzej Śliwiak przeniósł się do Gliwic.

W pierwszych powojennych latach Marceli Najder kierował aptekami w Izbicy i Bolesławcu, następnie pełnił funkcję dyrektora Wojewódzkiej Centrali Aptek Społecznych w Zielonej Górze oraz pracował naukowo w Instytucie Leków w Warszawie. W latach 1957–1961 był posłem na Sejm PRL z ramienia Stronnictwa Demokratycznego. W 1961 r., po przenosinach do Warszawy, Pola rozpoczęła pracę w Centrali Importowo-Eksportowej Chemikaliów („Ciech”). Wkrótce małżeństwo Najderów zaczęło się rozpadać. 

W 1962 r. Pola wraz z synem Tomaszem wyjechała do Izraela, gdzie mieszkała jej ocalała siostra, Bela. Szybko jednak wrócili do kraju. Zamieszkali w Szczecinie. W 1975 r. Pola odwiedziła Andrzeja Śliwiaka podczas jego letniego pobytu w sanatorium w Świnoujściu. Pamiątką z tego spotkania jest kilkanaście fotografii wykonanych przez Tomasza Najdera, m.in. podczas wspólnego spaceru Poli i Andrzeja po nadbałtyckiej plaży.

„Moje drugie imię to Andrzej”, mówił Tomasz Najder w wywiadzie dla Muzeum POLIN w 2014 roku. „Matka nadała mi imię na pamiątkę właśnie Andrzeja Śliwiaka, który ich uratował. [...] To znaczący gest podziękowania. [...] Brat ma na imię Wiktor. To się wzięło stąd, że to »victoria«, czyli syn urodzony po zakończeniu wojny”.



Uhonorowanie Andrzeja Śliwiaka tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata

„Na podkreślenie zasługuje fakt, iż Andrzej Śliwiak ukrywał grupę 10 osób przez okres 18 miesięcy, kierując się wyłącznie ludzkimi odruchami i całkowicie bezinteresownie. Jest faktem bezspornym, iż przeżycie okupacji przez tę grupę osób było możliwe dzięki odwadze Andrzeja Śliwiaka i jego postawie uczciwego człowieka i Polaka”, zapisała Pola Gałkiewicz w relacji z 8 września 1976 roku. 

„Uważam, że było to bohaterstwo w najlepszym tego słowa znaczeniu”, podkreślił Marceli Najder w oświadczeniu dla Instytutu Yad Vashem z 8 października 1982 roku.

17 września 1984 r., staraniem Marcelego Najdera, Instytut Yad Vashem w Jerozolimie uhonorował Andrzeja Śliwiaka tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. W 2013 r. dziennik Marcelego (wraz z fragmentami dziennika Poli) został wydany przez Ośrodek KARTA pod tytułem „Rewanż”.

*

W zbiorach Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN znajdują się pamiątki z okresu ukrywania się Poli i Marcelego Najderów w Kołomyi, przekazane do zbiorów przez Tomasza Najdera. To bruliony dzienników pisanych przez Najderów w kryjówce oraz wykonane w tym okresie przez Polę szachy z drzewa kasztanowca. To również zbiór przedwojennych fotografii Marcelego, dokumentujących działalność syjonistycznego ruchu skautowego, a także aparat fotograficzny, który posłużył do ich wykonania.

Z kolei w kolekcji cyfrowej Muzeum POLIN znajduje się zbiór fotografii rodziny Najderów, przekazany przez ich syna, Wiktora Najdera. Fotografie prezentujemy w galerii zdjęć.