Wspomnienie o mojej babci Jadwidze Waszczuk

Publikujemy wspomnienie Marka Strasza o jego babci, Jadwidze Waszczuk (1901–1988), uhonorowanej po wojnie tytułem Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. Podczas okupacji niemieckiej Jadwiga Waszczuk udzieliła pomocy żydowskim sąsiadkom, Hawie Szpilman i jej córce Binie (Edzi), które poprosiły ją o pomoc w trakcie deportacji Żydów z getta w Węgrowie do ośrodka zagłady w Treblince. Jakie były dalsze losy rodziny Szpilmanów? Kim była Jadwiga Waszczuk? Przeczytaj wspomnienia Marka Strasza nadesłane do Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

Moja babcia Jadwiga Waszczuk, córka Franciszka Buczyńskiego i Stefanii z Leszczyńskich, oraz jej mąż Czesław Waszczuk pochodzili z Zalesia koło Kosowa Lackiego. Wraz z piątką dzieci – Kazimierą (zwaną Danutą), Stefanem, Eugeniuszem, Janem i Alinką, przenieśli w latach 30. XX w. do Węgrowa, gdzie z dużym sukcesem prowadzili sklep z tekstyliami. Klientów nie brakowało, Waszczukowie szybko wyrobili sobie opinię solidnej i uczciwej firmy. Powodziło im się dobrze, a dziadek Czesław rozpoczął budowę dużej i reprezentacyjnej kamienicy w Warszawie na Grochowie.

Już wtedy babcia Jadwiga znana była z tego, że nikomu nie odmawiała pomocy. Tak też stało się we wrześniu 1942 r., w nocy poprzedzającej likwidację getta w Węgrowie, gdy o pomoc zwróciły się do niej prześladowane przez Niemców dwie żydowskie sąsiadki – żona i córka miejscowego fotografa Altera Szpilmana. Młodsza z nich, Edzia, była szkolną koleżanką córki babci Jadwigi, czyli mojej mamy – Danuty. Babcia udzieliła Żydówkom pomocy – przebrała je, przenocowała i zorganizowała im fałszywe dokumenty, dzięki którym mogły uchodzić za Polki i przeżyć wojnę.

Jadwiga Waszczuk zanosiła też jedzenie i opiekowała się schorowaną matką Altera Szpilmana, która po ucieczce rodziny ukrywała się na strychu ich dawnego domu i tam zmarła śmiercią naturalną.

Już po wojnie po przeprowadzce rodziny Waszczuków do Warszawy, Edzia zamieszkała u babci, nadal blisko przyjaźniąc się z moją mamą Danutą. Nie płaciła za mieszkanie, ani wyżywienie. Studiowała medycynę, a po ukończeniu studiów wyjechała z Polski i przyjęła nazwisko „Bina Hacohen”. Mama próbowała się z nią skontaktować, ale bez skutku.

Z relacji rodzinnych wiadomo, że w podobny sposób Jadwiga Waszczuk ratowała kilku innych nieznanych jej Żydów ściganych na ulicach Węgrowa. Przygarnęła ich do domu, szybko przebrała – tak aby wyglądali na domowników – i posadziła do stołu razem z własnymi dziećmi. Gdy prześladowcy wpadli do domu, skierowała ich w inną stronę. Uciekinierzy przenocowali w domu i rano udali się do lasu. Ich dalsze losy są nieznane.

W latach 90. kilka osób mówiło mi, że w jednej z gazet ukazał się wywiad z pewnym pochodzącym z Węgrowa Żydem z Kanady, w którym wspominał, że w czasie wojny życie mu uratował Czesław Waszczuk, mój dziadek. Tekstu na razie nie udało mi się jednak odnaleźć.

Babcia Jadwiga okazywała pomoc potrzebującym także po wojnie. Kazimierz Karlsbad, znany na Podlasiu dowódca partyzancki, kolega Danuty ze szkoły w Węgrowie i Stefana z Armii Krajowej, w swojej wydanej w Kanadzie autobiografii wspomina, że gdy zaraz po wojnie prześladowany przez Urząd Bezpieczeństwa nie miał się gdzie podziać, gościny udzielili mu Waszczukowie w swoim domu na Grochowie. Również im zawdzięcza wsparcie finansowe, udzielone mu w związku z decyzją o nielegalnej ucieczce z kraju.

Czesław Waszczuk zmarł tuż po wojnie. Babcia samodzielnie podjęła się wykończenia rozpoczętej przez męża budowy domu w Warszawie. Wkrótce, po wynajęciu ukończonych mieszkań, nieruchomość znacjonalizowano. W powojennej Polsce Jadwiga nie miała szans na dobrą pracę, więc do niewielkiej renty dorabiała chałupnictwem, a tym co zarobiła, dzieliła się z potrzebującymi – często nieznajomymi. Nazywała to „pożyczką”, ale tylko niewielka część pożyczonych pieniędzy do niej wracała.

Jadwiga Waszczuk zmarła 5 października 1988 roku. Na wniosek ocalonej Biny Hacohen z domu Szpilman, 10 lipca 2011 r. została uhonorowana przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie tytułem Sprawiedliwej wśród Narodów Świata.