O ukrywaniu profesora Romera w Podhorcach

Podczas II wojny światowej mój ojciec Władysław Horodyski (1918-1959) zarządzał majątkiem Podhorce w ziemi hrubieszowskiej, należącym do pani Wandy Sękowskiej-Wielowieyskiej.

W latach 1941-1943 dowodził kilkunastoosobowym oddziałem Armii Krajowej o kryptonimie DK-5 (dywersyjny konny). Jednym z jego żołnierzy był syn pani Sękowskiej-Wielowieyskiej – Stefan. Oddział brał udział w wielu akcjach bojowych, m.in. w wysadzaniu niemieckich transportów kolejowych. Żołnierze ojca wykonywali wyroki śmierci na kolaborantach, prowadzili nasłuch radiowy, wydawali pismo dla miejscowego obwodu AK.

W tym czasie ojciec wspierał w Podhorcach profesora Romera – prokuratora Sądu Najwyższego pochodzenia żydowskiego, który znajdował się na liście szczególnie poszukiwanych wrogów III Rzeszy. Podczas okupacji niemieckiej profesor posługiwał się nazwiskiem Jedliński lub Jeliński. Prawdopodobnie nie przebywał w ukryciu, lecz mógł uczestniczyć w życiu codziennym dworu w Podhorcach.

Po kilku miesiącach prof. Romer postanowił opuścić majątek Wandy Sękowskiej-Wielowieyskiej i udał się w nieznanym kierunku. Przed odejściem ofiarował ojcu srebrny krzyż z relikwiami świętego, jako wyraz podziękowania za okazaną pomoc. Pamiątkę przechowywała Teresa Sosnowska ps. „Tereska” z oddziału AK mojego ojca i przekazała mi w 2003 roku, na krótko przed swoją śmiercią. Od niej usłyszałem historię o ukrywaniu prof. Romera. Niestety nie znam jego dalszych losów.