Historia ratowania Żydów we Lwowie przez moją mamę Czesławę Dubas

Moja mama Czesława Lizewski z d. Dubas urodziła się 14 sierpnia 1927 roku. Gdy wybuchła II wojna światowa, mieszkała z rodziną we Lwowie. Dziadek prowadził mały zakład stolarski, dlatego – jak wynika z rodzinnych opowiadań – przynajmniej w pierwszych latach wojny żyło im się całkiem dobrze.

Mama pamięta, że w kamienicy naprzeciwko ich domu mieszkała żydowska rodzina – małżeństwo z córką, jej równolatką. Dziewczynki przyjaźniły się, razem chodziły do szkoły. W pamięci mamy utkwiła niezwykła uroda żydowskiej dziewczynki.

Pewnego dnia na ulicy przed kamienicą doszło do tzw. łapanki. Żydowscy sąsiedzi w pośpiechu ukryli się, a córkę skierowali do mamy z prośbą o ratunek. Mama zabrała swoją koleżankę i szybko zaprowadziła ją do budynku naprzeciwko – tam, w piwnicy, dziewczynka znalazła schronienie.   Po powrocie do domu mama opowiedziała o tym swojej mamie. Ponoć moja babcia była przerażona tym faktem i po cichu mówiła, że jeśli Niemcy dowiedzą się o tym, całą rodzinę czeka pewna śmierć. Mimo to pochwaliła córkę za jej bohaterski czyn.

Następnego dnia okazało się, że w czasie „łapanki” Niemcy zabrali z ulicy wszystkich Żydów i wywieźli w nieznane. Całą akcję przeprowadzono tak szybko i niespodziewanie, że tylko garstka Żydów zdążyła uciec przed transportem. Szczęśliwie Niemcy nie znaleźli ukrywanej dziewczynki.

Jeszcze tego samego dnia jej rodzice zabrali ją z kryjówki, serdecznie podziękowali mojej mamie i powiedzieli, że uciekają. Nie wiadomo dokąd się udali.

Żydowska koleżanka ze szkoły nie była jedyną osobą, której mama pomogła w czasie wojny. W tych trudnych czasach pracowała w stołówce i miała możliwość wynoszenia ukradkiem żywności. Opowiadała, że w tajemnicy zanosiła jedzenie dla znajomych Żydów i ich rodzin.

Do dzisiaj mówi, że nie myślała wówczas o konsekwencjach tych działań i ze smutkiem opowiada o zbrodniach popełnianych na Żydach, Polakach i osobach innej narodowości przez Rosjan i Ukraińców, a później Niemców.

Z końcem wojny, gdy front zbliżał się do Lwowa, mama miała już prawie 18 lat. Wraz z całą swoją rodziną wyjechała w pośpiechu na Śląsk a następnie do Wrocławia. Tam wyszła za mąż, a ja w styczniu 1948 roku przyszedłem na świat.

W roku 1977 emigrowała do USA, gdzie pozostała już na stałe i żyje do dnia dzisiejszego, ciesząc się dobrym zdrowiem i doskonałą pamięcią. W Chicago mieszkała kiedyś w dzielnicy zamieszkałej głównie przez Żydów, jednak nigdy nie natknęła się na ślad uratowanej rodziny ze Lwowa.