Historia Janiny Kanii

Publikujemy opowieść przesłaną do Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN przez Macieja Kosteckiego na temat pomocy udzielonej przez jego babcię Janinę Kanię z d. Baranowską, żydowskiej rodzinie Lewinów, podczas Zagłady w Warszawie.

Moja babcia, Janina Kania, urodziła się 24 kwietnia 1895 roku. Całe życie przeżyła w Warszawie. Miała troje dzieci: Janinę, Stefana oraz Hannę – moją mamę, po mężu Kostecką. Przez wiele lat nie wiedziałem o jednej szczególnej historii z życia naszej rodziny podczas II wojny światowej. Dopiero pod koniec życia babci, jej najstarsza córka Janina oraz moja mama Hanna, opowiedziały mi o tym, że babcia uratowała od śmierci żydowską rodzinę Lewinów. 

Niestety nie wiem o nich zbyt wiele. Prawdopodobnie mieszkali w Warszawie, na Pelcowiźnie. Tam również mieszkała babcia z mężem Lucjuszem i dziećmi. Obie rodziny przyjaźniły się. Kiedy podczas okupacji okazało się, że Niemcy rozpoczęli eksterminację Żydów, babcia zabrała państwa Lewinów i ich córki do siebie (wówczas mieszkała na Żeraniu przy ulicy Tarchomińskiej 52, obecnie Myśliborskiej) i udzieliła im schronienia. W chwilach zagrożenia państwo Lewinowie ukrywali się za podwójną ścianą w komórce oraz w znajdującej się pod podłogą domu piwniczce.

Ukrywanie rodziny Lewinów

Ciotka i mama opowiadały, że pan Lewin dwukrotnie przychodził do mojej babci i informował: „Znalazłem osobę, która obiecała, że pomoże nam wyjechać z Polski”. Wówczas babcia zrozumiała, że ktoś doniósł Niemcom o ich obecności, dlatego kazała im się ukryć. Rzeczywiście, państwo Lewinowie byli dwukrotnie poszukiwani przez niemiecką żandarmerię, lecz nie zostali odnalezieni. W następnych tygodniach wydarzyło się jednak nieszczęście – jedna z ich córek o imieniu Eryka wyszła na ulicę, a tam zastrzelił ją – jak opowiadała babcia – tzw. granatowy policjant. Data tego wydarzenia nie jest mi znana. 

Po pół roku ukrywania się, pan Lewin raz jeszcze powiedział mojej babci, że znalazł „przewodnika” – jak mówiła ciotka – który miał pomóc im wyjechać z okupowanej Polski. Babcia odradzała, ale Lewinowie zdecydowali się zaryzykować. Pożegnali się i zniknęli z Warszawy. Przez następne lata nasza rodzina była przekonana, że zostali odnalezieni przez Niemców i wysłani do któregoś z ośrodków zagłady. Na szczęście myliła się.

Spotkanie po latach

Prawdopodobnie pod koniec lat 80. XX w., do mieszkania babci przy ul. Kasprowicza w Warszawie, zapukały córki państwa Lewinów – Stanisława i jej siostra o nieznanym mi imieniu. Okazało się, że ich rodzinie udało się szczęśliwie wyjechać do Brazylii, a po wojnie szukali mojej babci – ponad 50 lat. Po tym spotkaniu nasza rodzina utrzymywała stały kontakt listowy i telefoniczny z panią Stanisławą. Kiedy zmarła babcia, 12 lutego 1995 r., kontakt utrzymywała moja mama, a następnie ja. Na mój ostatni list z 2003 r. nie otrzymałem już odpowiedzi.