„O nich słuchać będą kolejne pokolenia”. Ceremonia uhonorowania Sprawiedliwych w Krakowie

Mateusz Szczepaniak, 1 lipca 2017
30 czerwca 2017 r., podczas 27. Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, odbyła się ceremonia pośmiertnego uhonorowania Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – Adama Janika, Wincentego i Marii Kwiatkowskich oraz Bronisławy Porwit. W uroczystości wzięły udział rodziny bohaterów, które odebrały medale i dyplomy honorowe, a także przedstawiciele władz państwowych – marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński i przewodniczący Knesetu (parlamentu Izraela) Yuli Edelstein.

Niedługo po powstaniu państwa Izrael zadawano pytanie: Kim są Żydzi? Pojawiła się odpowiedź, że Żydzi to ci, którzy pamiętają. Mamy obowiązek pamiętać o tych ciemnych czasach – mówił podczas ceremonii w Żydowskim Muzeum Galicja Yuli Edelstein. – Chcę zwrócić się do polskich rodzin: jeśli ocaliliście jedną osobę, to tak naprawdę ocaliliście setki. Ci ocaleni wydali na świat dzieci, potem pojawiły się wnuki, prawnuki. I takie dziecko, które przechowywaliście, nie było tam samo. Było ono obecne w setkach tych, którzy żyją dzisiaj.

Marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński zwrócił uwagę, że historie Sprawiedliwych są w Polsce dokumentowane i popularyzowane m.in. za sprawą projektu „Polscy Sprawiedliwi – Przywracanie Pamięci” w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN: Naszym obowiązkiem jest być depozytariuszami prawdy o Zagładzie. Wtedy w całej pełni dokona się wielkość ofiary Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – powiedział.

Uhonorowani dziś Sprawiedliwi, pan Adam Janik, państwo Maria i Wincenty Kwiatkowscy oraz pani Bronisława Porwit są ludźmi, którzy przywracają nadzieję w człowieczeństwo – zwróciła się w liście do uczestników ceremonii ambasador Izraela w Polsce Anna Azari.

* * *

Podczas II wojny światowej doktor Adam Janik (1913-2011) mieszkał z rodziną we wsi Ujazd nad Trzcianą (pow. bocheński, woj. małopolskie). W 1942 r. udzielił schronienia Poli (Pesi) Galińskiej i jej córce Danusi (Dworze), które posługując się fałszywymi dokumentami szukały schronienia po utworzeniu przez Niemców getta w rodzinnym Sandomierzu. Adam Janik zgodził się im pomóc pomimo początkowych obiekcji ze strony żony. Wkrótce Galińskie zostały odnalezione przez ojca i męża, który przez kilka następnych dni także przebywał u Janików. Po zmianie kryjówki został schwytany przez Niemców i zamordowany. Pola i Danusia doczekały wyzwolenia. Po wojnie wyjechały do Izraela.

Przez lata mieliśmy kontakt z rodziną, której Tato pomagał. Z dzieciństwa pamiętam, że po wojnie przychodziły do nas paczki z cytrusami z Palestyny, które na poczcie rozbierano do dna – wspominała podczas ceremonii Małgorzata Janik-Trella, córka Adama Janika. Odczytano także list ocalałej Dwory Strich z d. Galińskiej, która nie mogła przybyć do Polski.

* * *

Wincenty Kwiatkowski (1897-1951) i jego żona Maria (1908-1981) mieszkali w Przeworsku (woj. podkarpackie). Kiedy na początku wojny Niemcy rozpoczęli deportację Żydów z miasta, Wincenty spotkał na ulicy Mojżesza Kestena, syna znajomego właściciela sklepu z farbami. Wobec wymierzonych przeciwko Żydom represji, zaproponował Mojżeszowi pomoc w przypadku zagrożenia. Ten zwrócił się do Kwiatkowskich rok później. Przez ponad dwa lata ukrywał się na strychu ich domu, przez cały czas pisząc dziennik. O obecności Mojżesza wiedziała tylko najstarsza córka Kwiatkowskich, 13-letnia Janina, która pomagała rodzicom w utrzymaniu ukrywanego. Po wojnie Kesten wyjechał do Izraela, lecz zachował kontakt ze swoimi dobroczyńcami.

Przez wszystkie powojenne lata nie mówiliśmy o tej historii, strach z czasów okupacji pozostał. Dopiero syn przekonał nas, byśmy upamiętnili czyn moich rodziców – mówiła Maria Nowak, córka Kwiatkowskich, która uczestniczyła w ceremonii razem z licznym rodzeństwem.

W Żydowskim Muzeum Galicja obecna była także córka ocalałego, Tamar Blumberg, która wspominała: Przed wojną Wincenty Kwiatkowski kupował u mojego ojca farby do malowania ścian, bo tym zajmował się zawodowo. Kiedy Wincenty nie miał pieniędzy, to i tak ojciec dawał je na kredyt. Tata nie spodziewał się, że ten dług zostanie spłacony w czasie wojny przez ocalenie jego życia.

* * *

Przed wojną Bronisława Porwit (zm. 1968) pracowała w barze „Pod Kogutkiem” w Krakowie, należącym do rodziny Ehrlich. Gdy w 1942 r. jej dawni pracodawcy i ich krewni usiłowali wydostać z getta swoje dzieci, dotarli do Bronisławy, która już wcześniej udzielała pomocy Żydom w krakowskim getcie. Razem z Hanną Lemek (byłą opiekunką dzieci Ehrlichów) wyprowadziła z getta Polę, Adę i Olgę. Dziewczynki zostały wywiezione przez Hannę do Muszyny, gdzie zaopiekował się nimi jej brat. Następnie Bronisława wywiozła chłopców Marcela i Janka do Bochni i przekazała w ręce pani Suskind. W 1943 r. dzieci zostały przetransportowane na Węgry, a następnie do Rumunii, dzięki czemu ocalały z Zagłady.

Nie byłoby nas tutaj gdyby nie Bronka. Tymczasem jestem tutaj z moimi dziećmi, które od najmłodszych lat słuchają o Bronce i będą słuchać kolejne pokolenia – mówiła wzruszona ocalała Aneta Weinreich z d. Barel.

Medal i dyplom honorowy odebrała siostrzenica Bronisławy Porwit, Elżbieta Kołodziej.