„Zrobiłbyś dla mnie to samo”

Podczas II wojny światowej Helena Kotula prowadziła mały sklep spożywczy w Kolbuszowej (województwo podkarpackie), była wdową. Jedyne zachowane informacje na jej temat pochodzą z relacji Normana Salsitza, ocalałego z Zagłady. Jego tradycyjna żydowska rodzina dobrze znała panią Kotulę jeszcze przed wojną – była zaufaną klientką ich firmy. Norman zawsze zwracał się do niej „Pani Kotulowa”.

Przed wojną połowę mieszkańców Kolbuszowej stanowili Żydzi. Przez wieki symbolem miasta były uściśnięte dwie dłonie z chrześcijańskim krzyżem i gwiazdą Dawida, podkreślające udane relacje Polaków i Żydów w tym miejscu. Kiedy Niemcy zajęli miasto, przyjaźń między Heleną Kotulą a rodziną Solsitzów została poddana próbie. Norman Salsitz i jego brat Lejbusz trafili do getta w Kolbuszowej, utworzonego we wrześniu 1941 r., a pozostali członkowie ich rodziny znaleźli się w getcie w pobliskim Rzeszowie, utworzonym miesiąc później. Przenosząc się, zostawili polskiej znajomej wiele ze swego majątku, wierząc, że pewnego dnia wrócą, by go odebrać.

W październiku następnego roku kolbuszowskie getto zostało całkowicie zlikwidowane przy pomocy żydowskich robotników, w tym braci Salsitzów. Wkrótce mieli oni zostać przeniesieni do getta w Rzeszowie. Słyszeli wcześniej o niemieckich akcjach eksterminacyjnych tamtejszych Żydów, dlatego zdecydowali się uciec i dołączyć do ludzi ukrywających się w okolicznych lasach. Wtedy 22-letni Salsitz poprosił Kotulę o pomoc w ucieczce:

„Odwiedziłem Kotulową tuż przed wyjazdem z Kolbuszowej. Jej dom znajdował się tuż za płotem otaczającym getto. Wyjechałem z obozu po zmroku, nie mówiąc nikomu, nawet mojemu bratu. Przeskoczyłem przez ogrodzenie i zapukałam do jej drzwi”.

Norman potrzebował fałszywych dokumentów. Helena Kotula obiecała, że porozmawia z miejscowym proboszczem, ks. Antonim Dunajeckim (1882-1945).

„Wieczorem następnego dnia Kotulowa dała mi coś cenniejszego niż złoto – akt urodzenia Tadeusza Jadacha. Z tym dokumentem mogłem przetrwać wojnę. Uścisnąłem ją mocno, aż zaprotestowała, że ​​nie może oddychać: »Będę tobie dłużny, dopóki żyję« – powiedziałem. »Zrobiłbyś dla mnie to samo« – odpowiedziała”.

Następnego dnia Norman otrzymał także akt urodzenia dla swojego brata. Były to dokumenty Ludwika Kunefala (1904-1936): „Kiedy wręczyła mi ten akt, wspomniała, że ​​ksiądz Dunajecki chciałby spotkać się ze mną i Lejbuszem. Kilka dni później poszliśmy do niego. Kiedy go zobaczyliśmy, nie wiedzieliśmy jak się zachować i co powiedzieć. Nigdy w życiu nie rozmawialiśmy z księdzem. Był wysoki i majestatyczny. Staliśmy tak zakłopotani, ale szybko zdał sobie sprawę z naszego dyskomfortu i wyciągnął do nas rękę na powitanie. »Wiesz, Tadeusz – powiedział – od prawie dwudziestu lat jestem kapłanem w Kolbuszowej, ale nigdy nie poznałem żadnego Żyda. Nie poznałem waszego rabina. Bardzo żałuję, że nie podjąłem starań by lepiej poznać twoich ludzi«.”

Norman, wówczas jako Tadeusz, rozpoczął przygotowania do ucieczki. Plecak z najcenniejszymi rzeczami zostawił na poddaszu domu Heleny Kotuli. Prawdopodobnie było to ich ostatnie spotkanie.

Po opuszczeniu Kolbuszowej przyłączył się do Armii Krajowej. Tzw. dobry wygląd i nienaganna polszczyzna pozwoliły mu przyjąć nową tożsamość i nie wzbudzać podejrzeń. Pracował dla podziemia, jednocześnie ukrywał żydowskie rodziny. Dożył końca wojny w 1945 r. i wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie pisał o swoich wojennych doświadczeniach. Z rodziny Salsitzów ocalał jako jedyny. Jego brat został rozstrzelany przez Niemców, a reszta rodziny zginęła w obozach zagłady. Zmarł w 2006 roku.

* * *

Mam głęboką nadzieję, że przywołanie tej historii doprowadzi do odnalezienia kogoś, kto jeszcze pamięta Helenę Kotulę lub ks. Antoniego Dunajeckiego.