Teresa Jawic, Tirza Potter – Ocalała

Teresa Jawic urodziła się 11 lutego 1934 r. w Warszawie. Jej ojciec Zygmunt (Zusman, ur. w 1893 r. w Kolnie koło Grajewa) był lekarzem. Przed wojną pracował w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie jako internista. Prócz tego prowadził przychodnię lekarską  przy ul. Muranowskiej 26. Matka Gustawa (Gitla, z Rakowerów, ur. w 1902 r.) była absolwentką wydziału filologii romańskiej na Sorbonie, nie pracowała. Teresa miała młodszego brata Jerzego, który urodził się w 1936 roku.

Dom, w którym Jawicowie mieszkali w Warszawie przy ul. Nowolipki 6, we wrześniu 1939 r. został zbombardowany. Czteroosobowa rodzina przeniosła się do przychodni, a następnie do garbarni, której właścicielem był dziadek Jakow-Ber Rakower. Gustawa była jedną z jego ośmiu córek. Trzy z sióstr były niezamężne i mieszkały z ojcem, wdowcem.

Garbarnia, którą Niemcy wkrótce zarekwirowali i zamienili na pralnię koców, mieściła się przy ul. Dzielnej 57. Gdy w mieście utworzono getto, pralnia znalazła się na jego terenie, naprzeciwko więzienia Pawiak.

W getcie ojciec Teresy pracował jako lekarz. Teresa początkowo chodziła do przedszkola, jednak wkrótce, wraz z matką i bratem, ukryła się na terenie pralni. Ta zaczęła funkcjonować jako jeden z szopów Toebensa.

Ukrywający się wielokrotnie widzieli dokonywane tam na Żydach egzekucje: więźniów wyprowadzano na podwórze, kazano im usiąść na ziemi, po czym zabijano z broni palnej. Zwłok zabitych przez kilka dni nie usuwano.

W czasie ukrywania się na terenie pralni Jawicowie nabawili się wszawicy. Teresa zachorowała na tyfus plamisty. Przebieg choroby był bardzo ciężki, ale ojciec zdołał wyleczyć córkę.

Wiosną lub latem 1942 r. ojciec, z pomocą przedwojennej opiekunki Teresy, zorganizował ucieczkę rodziny z getta. Teresę, po opartej o mur drabinie przeprowadzono na tzw. aryjską stronę, gdzie czekała na nią niania. Kilka dni później także matka i brat znaleźli się poza gettem. Teresa nie wie jednak w jaki sposób uciekli. Z getta wydostała się też siostra matki, Ziuta. Za murami pozostali jeszcze ojciec Teresy i dwie siostry Gitli: Ewa i Stefa, które nie chciały zostawić swego ojca, dziadka Rakowera.

Teresa z tamtych chwil szczególnie zapamiętała stratę ukochanej zabawki – walizeczki na dziecięce skarby, w której były zdjęcia rodzinne. Ojciec stanowczo nie zgodził się na zabranie jej z getta.

Początkowo, ale dość krótko, Teresa, wraz z matką i bratem, mieszkała u niani. Wkrótce okazało się, że przyjaciel niani nie zgadza się na pobyt Żydów w ich domu i po wyłudzeniu od ukrywanych dużej sumy pieniędzy, niania znalazła Teresie nowe lokum. Od tej pory Teresa, na skutek kolejnych szantaży, przenoszona była z miejsca na miejsce 22 razy – najczęściej sama. Brat był wówczas pod opieką matki. Jak twierdzi Teresa, później okazało się, że inicjatorką szantaży była sama niania, która wykorzystywała  fakt, że rodzina Jawiców była stosunkowo zamożna.

Ani chronologii, ani lokalizacji, ani też wyglądu kolejnych kryjówek Teresa sobie nie przypomina. Pamięta tylko niektóre. Na przykład wielką szopę, gdzieś na Sadybie, gdzie była razem z bratem i matką. Były tam klatki z królikami, a pod nimi schowek dla ich trojga. Gdy szopa spłonęła, gospodarz nie pozwolił na dalszy pobyt Jawiców. Uciekając, matka zostawiła w kryjówce dokumenty, po które musiała wrócić, pozostawiając dzieci same, w otwartym polu przez kilka godzin.

Teresa pamięta łunę nad Warszawą. Prawdopodobnie była to  łuna nad płonącym  wiosną 1943 r. gettem.

Po zakończeniu wojny, matka, nie mając środków na utrzymanie dzieci, oddała Teresę i jej brata do domu dziecka w Otwocku. W domu tym gromadzono dzieci i młodzież żydowską. Teresa znalazła się w grupie młodzieży od niej starszej.

Dzieciom zdarzały się nieprzyjemności, bowiem niektórzy mieszkańcy Otwocka byli wrogo nastawieni do żydowskiego ośrodka. Według relacji Teresy, miały nawet miejsce incydenty obrzucania kamieniami dzieci idących parami do szkoły.

Organizacja syjonistyczna „Haszomer Hacair” zaczęła organizować wyjazdy młodzieży do Palestyny.

Teresa, wraz ze swoją grupą, została wysłana do Czechosłowacji, a stamtąd do Francji. Z Marsylii statkiem Teti 18 marca 1948 r. dopłynęła  do Palestyny. Posłano ją do kibucu Amir, gdzie każdy dzień spędzała na pracy i nauce. W roku 1950 młodzież z jej grupy mobilizowano do wojska. Choć 16-letniej Teresy mobilizować nie chciano, wywalczyła, by i ją przyjęto na służbę wojskową. Ukończyła wojsko mając 18 lat.

Po zakończeniu służby wojskowej wróciła do kibucu. Zlecano jej tam różne zajęcia (kuchenne, pracę w oborze), jednak nie godziła się na ich wykonywanie. W 1953 r. przeprowadziła się do matki, która wraz z bratem od trzech lat była już także w Izraelu.

Chciała studiować medycynę, lecz bez matury nie mogła podjąć studiów.  Podeszła do egzaminów i została przyjęta do 3-letniej szkoły pielęgniarskiej przy Szpitalu Asaf Harofe, którą ukończyła jako dyplomowana pielęgniarka. Przez pierwsze trzy miesiące pracowała na oddziale położniczym, a następnie powierzono jej funkcję siostry oddziałowej na internie.

W 1957 r. wyszła za mąż za Chaima Putera (później zmienił nazwisko na Potter), Żyda pochodzącego z Hrubieszowa, który razem z rodziną został wywieziony na Syberię, gdzie przeżył wojnę. W Izraelu pracował jako technik w przemyśle zbrojeniowym. W 1959 r. Teresa urodziła córkę Ravivę, w trzy lata później syna Noama. Wkrótce wróciła do pracy. Kierowała przychodnią „Kropla Mleka” aż do emerytury, do 1992 roku.

Mąż Teresy zmarł w 2002 roku. Zarówno ona, jak i jej dzieci mieszkają w Izraelu.

 

Opracowały Jadwiga Rytlowa i Janina Goldhar na podstawie wywiadu udzielonego w Izraelu w marcu 2016 roku przez Tirzę Potter.