Relacja Jana Szelca
Na jesieni 1942 r. Niemcy utworzyli w Kopyczyńcach getto. Domy w okolicy synagogi opustoszały. Większość Żydów została w 1943 r. wywieziona do obozu zagłady z Bełżcu, innych rozstrzelano. Nieliczni ukrywali się w lasach i domach.
W 1942 r. o pomoc do Szelców zwróciła się 7-osobowa rodzina żydowska – małżeństwo z dziećmi – pochodząca najpewniej z Polski centralnej, która uciekając na wschód, szukała schronienia. Matka Jana i jego ciotka zaaranżowały kryjówkę dla rodziny w domu pozostawionym przez Żydów przy ul. Kolejowej, nieopodal synagogi. Kryjówkę urządzono w wyłożonej deskami i sianem ziemiance, do której wchodziło się przez piwnicę. Prace przy wykopie prowadzono nocą w tajemnicy, chociaż w sąsiedztwie prawie nikt już wtedy nie mieszkał. Wydobytą ziemię rozsypano w ogrodzie i przykryto liśćmi.
Wyżywieniem ukrywanej rodziny zajmowała się matka Jana. Zazwyczaj gotowała barszcz, ziemniaki i kaszę gryczaną. Ciotka – z zawodu akuszerka – przynosiła cebulę, czosnek, miód, słoninę i samogon, które zdobywała jako część wynagrodzenia za swoją pracę w sąsiednich wsiach. Jan pomagał wykopując ziemniaki i inne warzywa. W czasie ukrywania żydowska rodzina powiększyła się, a nowonarodzonym dzieckiem zajęła się ciotka Owczarykowa.
Najtrudniejszy czas nadszedł zimą 1944 r., gdy wzmógł się ukraiński terror. Ulice pełne były uciekinierów z sąsiednich wsi, splądrowanych przez oddziały UPA, a wyjście z miasta mogło zakończyć się śmiercią. Pojawiły się trudności z zaopatrzeniem w podstawowe produkty żywnościowe. Szelcowie nie informowali jednak Żydów o niebezpieczeństwie i trudnej sytuacji, nie chcąc pogarszać ich stanu psychicznego. W tym czasie Jan Szelc zaangażował się również w działania Armii Krajowej w charakterze kuriera, przewodnika i dostawcy żywności.
Dziadkowie Szelca także angażowali się w pomoc Żydom – dostarczali żywność znajomym ukrywającym się w ziemiance w lesie hr. Baurowskiego. Żydzi ci uciekli z egzekucji na skraju lasu, w której Niemcy rozstrzelali kilkadziesiąt osób z kopyczyńskiego getta. Jan Szelc był świadkiem tej zbrodni dokonanej w maju lub czerwcu 1942 roku.
Podczas pobytu u dziadków w Kolonii Emilówka, Jan został włączony w akcję pomocy – nosił Żydom pożywienie przygotowane przez babcię, zazwyczaj mleko i chleb. W zimie wykorzystywał dni z opadami śniegu, aby zacierać ślady prowadzące do kryjówki.
Mimo konspiracji, Niemcy poszukujący zbiegłych Żydów odnaleźli leśną kryjówkę i na miejscu rozstrzelali całą żydowską rodzinę. Wkrótce dziadkowie Szelca opuścili swój dom w obawie przed atakiem Ukraińców i zamieszkali z Janem, jego matką i ciotką oraz ukrywanymi przez nich Żydami w Kopyczyńcach, w domu przy Kolejowej.
Wszyscy doczekali wkroczenia wojsk radzieckich 28 marca 1944 roku. W obawie przed nagłą zmianą frontu, która nastąpiła w pobliskim Tarnopolu, Żydzi pozostawali w ukryciu jeszcze przez kilka dni. Z kryjówki wyszli skrajnie wyczerpani, bez sił do życia – podpierając się o ściany na nowo uczyli się chodzić.
Po wojnie Jan został wywieziony w głąb ZSRR, skąd po pewnym czasie uciekł. Wrócił do rodzinnego miasta, ale nie zastał już znajomych Żydów. Ich dalszy los pozostaje nieznany.
W latach 70. XX w., Jan Szelc odnalazł na dnie kufra, należącego do zmarłej babci - Marii Dobruckiej, reprodukcję ikony Matki Boskiej Częstochowskiej z 1935 roku. Po jej wyjęciu, na rewersie przedmiotu ukazał się ukryty wielkoformatowy portret. Najprawdopodobniej przedstawia on żydowską rodzinę, której Szelcowie i Dobruccy pomagali w czasie II wojny światowej. Pamiątka została przekazana do zbiorów Muzeum POLIN.





