Opowieść Władysława Gonia

Jestem świadkiem ocalenia Mordki Szlama przez moich rodziców – Piotra i Agnieszkę Goniów, mieszkających podczas II wojny światowej w Wólce Pełkińskiej (woj. podkarpackie). Żydowska rodzina Szlamów mieszkała w naszej miejscowości już w okresie międzywojennym. W 1941 r. zostali zamordowani przez Niemców. Z całej rodziny przeżył tylko syn Mordka, który od tego momentu ukrywał się w moim rodzinnym domu.

Moi rodzice ukrywali, chronili i opiekowali się nim przez trzy lata, aż do jesieni 1944 roku. W 1942 lub 1943 r. granatowa policja i zmuszona przez nią Ochotnicza Straż Pożarna w Wólce Pełkińskiej przeprowadziła w naszym domu rewizję. Nikogo nie znaleziono, ponieważ dzień wcześniej mój tato dowiedział się, że rewizja jest planowana. Natychmiast umieścił Mordkę w domu swojej siostry Rozalii Maciałek w Łazach Kostkowskich.

W następstwie rewizji tato został jednak zatrzymany i przewieziony do siedziby gestapo w Jarosławiu. Tam przez dwa tygodnie był przesłuchiwany i torturowany. Stracił cztery przednie zęby. Nie przyznał się do ukrywania Żyda, więc po dwóch tygodniach został wypuszczony i wrócił do domu. W tym czasie Mordka wciąż przebywał w Łazach Kostkowskich. Po powrocie z gestapo tato ponownie podjął się ukrywania go.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej ciała zamordowanej rodziny Szlamów zostały ekshumowane przez Mordkę, któremu i ja, wówczas szesnastoletni, pomagałem. Furmanką przetransportowaliśmy zmarłych na cmentarz żydowski w okolicy Jarosławia i dokonaliśmy ponownego pochówku.

Po wyzwoleniu w 1945 r. Mordka wyjechał do Katowic, gdzie zarządzał zakładem zajmującym się produkcją chemiczną, m.in. pasty do butów. Tato odwiedzał go i utrzymywał z nim kontakt do 1955 roku.

Kim byli moi rodzice?

Moja matka, Agnieszka Goń (1898-1975), córka Mikołaja i Katarzyny, zajmowała się pracami domowymi w gospodarstwie rolnym i wychowywaniem córek – Józefy i Stefanii oraz syna Władysława, czyli mnie, urodzonego w 1928 roku.

Mój ojciec, Piotr Goń (1896-1975), syn Marcina i Anny, brał udział w I wojnie światowej jako żołnierz armii austro-węgierskiej. Wówczas dostał się do niewoli i przebywał w obozie jenieckim na Sycylii. Następnie, wstąpił we Francji do Armii Błękitnej pod dowództwem generała Józefa Hallera, w której służył od 1918 do 1921 roku. Brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej w 1919 r. i wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r. Po zakończeniu służby założył rodzinę, prowadził gospodarstwo rolne i zajmował się handlem.

W czasie okupacji niemieckiej i po wyzwoleniu wspierał i udzielał pomocy członkom oddziałów partyzanckich i niepodległościowych. Kiedy latem 1941 r., po napadzie III Rzeszy na Związek Radziecki, Niemcy wybudowali w Wólce Pełkińskiej obóz dla jeńców, tato udzielił pomocy dwóm uciekinierom –żołnierzowi Armii Czerwonej oraz przebywającemu na robotach przymusowych w obozie Polakowi o nazwisku Stanisław Bobak z Mszany Dolnej. Tato udzielił im schronienia w naszym domu, a następnie w przebraniu chłopskim przewiózł furmanką żołnierza do granicy na Sanie, a Stanisława Bobaka do stacji kolejowej w Pełkiniach, gdzie zakupił dla niego bilet na pociąg do Krakowa.

Za pomoc udzielaną członkom oddziałów partyzanckich i niepodległościowych tato został dwukrotnie aresztowany – wiosną 1945 r. przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Jarosławiu (został osadzony w rzeszowskim Zamku) i jesienią przez UBP w Przeworsku. W Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie znajdują się jego akta (sygn. Rz.042/1604).

Opisałem historię moich rodziców w trosce o pamięć o ich odwadze, sprawiedliwości, dobrych sercach, gdy kilkakrotnie narażali swoje życie dla ratowania życia drugiego człowieka bez względu na jego wyznanie i pochodzenie. Chciałbym również dowiedzieć się czegoś o dalszych losach uratowanego przez nich Mordki.