Fryderyka Godlewicz (Shulamit Carmi) - Ocalona

Fryderyka Godlewicz urodziła sie 3 października 1937 r. w Gdyni. Jej rodzice, Szlomo (ur. 1911 r.) i Cypra (ur. 1907 r., z domu Gerszon) Godlewiczowie, prowadzili tam sklep z częściami rowerowymi i motocyklowymi. W domu mówiło się po polsku.

Tuż po wybuchu wojny we wrześniu 1939 r. Godlewiczowie uciekli z Gdyni i zamieszkali pod Warszawą. Fryderyka nie pamięta, czy był to Wawer, czy Piaseczno.

Szlomo otworzył w Warszawie sklep z częściami rowerowymi zarejestrowany na nazwisko polskiego wspólnika. Jesienią 1940 r. rodzina Godlewiczów została zmuszona do przeniesienia się do getta warszawskiego.

Do getta przybyli z Poznania także inni członkowie rodziny – dziadkowie Fryderyki Gerszonowie (rodzice mamy), jej ciotki i wuj Natan. Po dłuższym pobycie w getcie, zaraz po śmierci babci Karoli Gerszon, wujek Natan wystarał się dla wszystkich o „aryjskie papiery” na nazwisko Piasecki. Większość rodziny opuściła getto. Natan ze swoim ojcem, Baruchem Gerszonem, zostali w getcie i tam zginęli.

Godlewiczowie, już jako Piaseccy, znów zamieszkali pod Warszawą (w innej miejscowości niż poprzednio), a ciocia Leosia (siostra mamy) z mężem Dawidem Hofrungiem na warszawskim Grochowie. Szlomo (teraz Zdzisław) znów pracował w Warszawie w sklepie. Codzienne dojeżdżał do pracy pociągiem.

W podwarszawskim mieszkaniu Piaseccy przeżyli najście szmalcowników, którym musieli okupić się dużą sumą pieniędzy. Konieczne stało się znalezienie nowego mieszkania. W tym samym czasie, było to już w 1942 r., Szlomo został przypadkowo postrzelony na stacji kolejowej. Cypra odnalazła go w szpitalu w Warszawie. Kiedy po raz drugi pojechała go odwiedzić, na ulicy zatrzymał ją szmalcownik, obrabował i zadenuncjował. Cypra już nigdy nie wróciła.

5-letnia Fryderyka (wtedy już Franciszka Piasecka) zamieszkała u sąsiadów. Ojciec, który po wypadku chodził o lasce i mocno kulał, często ją odwiedzał. Po pewnym czasie przestał się pojawiać, ale przychodziły od niego paczki. Znacznie później Fryderyka dowiedziała się, że ojciec już nie żył, a paczki wysyłała ciocia Leosia.

Po kilku miesiącach sąsiedzi oddali dziecko dwóm kobietom mieszkającym w suterenie domu. Jedna z kobiet była prostytutką.

Dziewczynkę zabrał stamtąd wujek Dawid, mąż Leosi. O pomoc w opiece nad dzieckiem zwrócił się do RGO (Rady Głównej Opiekuńczej). Przedstawił je jako sierotę po więźniu politycznym.

Początkowo nikt nie chciał się dzieckiem zaopiekować. Przygarnęła je wolontariuszka RGO, Katarzyna Domańska. Decyzję o przyjęciu dziecka uzgodniła wcześniej z mężem Marianem i córką Lilą, choć nie widziała nawet jak dziecko wygląda. Fryderyka miała rude włosy i wyraźne semickie rysy. Pani Katarzyna szybko zorientowała się, że to Żydówka i mimo to zabrała ją do domu. Znajoma fryzjerka ufarbowała dziewczynce włosy na czarno.

Okres pobytu u Domańskich był dla dziewczynki pomyślny. Domańscy czule się nią zaopiekowali, nazywali ją Anią. Dzieckiem zajmowała się głównie 18-letnia Lila –  bawiła się z Anią, myła ją, prowadziła na spacery, uczyła czytać i pisać.

Domańscy mieszkali na Dolnym Mokotowie, wówczas peryferiach Warszawy. Na dłuższa metę nie można było ukryć obecności dziecka przed sąsiadami. Marian Domański, cieszący się ogólnym szacunkiem, oznajmił sąsiadom, że wziął na wychowanie żydowską sierotę i liczy na ich pomoc w ukryciu tego faktu. Najpewniej zdarzył się jednak donos – pewnego dnia do Domańskich przyszło dwóch granatowych policjantów poszukujących ukrywającej się Żydówki. Pani Domańska pokazała szantażystom metrykę dziecka, a oni, zajrzawszy do garnków z resztkami obiadowymi, stwierdzili, „że tu bieda” i ewentualne żądanie okupu byłoby bezowocne. Odeszli.

W dniu wybuchu  powstania warszawskiego pan Domański i Lila wyszli z domu,  Katarzyna i Ania zostały same. Wyrzucone z Warszawy razem z całą ludnością, trafiły do obozu w Pruszkowie. Rude włosy Ani, które cały czas farbowano na czarno, zaczęły odrastać. Pani Domańska, w obawie przed wykryciem, że są farbowane,  obcięła Ani włosy do gołej skóry.

W pruszkowskim obozie, przypadkiem w tym samym baraku, znalazła się także Lila. We trzy, po wywózce z obozu, trafiły do wsi Sadkowice k. Nowego Miasta nad Pilicą. Stamtąd, po wyzwoleniu, wróciły do Warszawy. Dom Domańskich został zburzony, osiedliły się więc w innym domu przy ulicy Zagórnej 12.

Po wojnie pani Domańska wyznała Ani, że jej rodzice, na których dziewczynka wciąż czekała, nie żyją. Powiedziała też o jej żydowskim pochodzeniu. Usłyszawszy te wiadomości Ania załamała się. Dwa nieszczęścia na raz: nie ma już rodziców, a ona sama pójdzie do piekła, „bo Żydzi idą do piekła”.

Na Zagórnej odnalazł Anię jej wujek, Dawid Hofrung. Po jakimś czasie przybył po raz drugi, zjawił się pod nieobecność Domańskich. Spieszył się na pociąg, więc nie doczekawszy  powrotu domowników zabrał Anię ze sobą do Chorzowa. Zostawił list, który z niewiadomych przyczyn nigdy nie trafił do rąk Domańskich. Kontakt z polską rodziną urwał się. Przez wiele lat wujek sprzeciwiał się jakimkolwiek próbom nawiazania przez Anię kontaktów z Domańskimi.

W 1950 r. Ania została przez Hofrungów adoptowana, zaraz potem wszyscy razem wyjechali do Izraela. Ania mieszkała w kibucu, chodziła tam do szkoły. Skończyła szkołę średnią, a następnie kształciła się w Akademii Sztuk Pięknych w Jerozolimie. Prowadziła terapie poprzez sztukę. W Izraelu przyjęła imię Shulamit.

W 1961 r. wyszła za mąż za Izraela Carmi, doktora fizyki. Mieszkają w Tel Awiwie. Mają troje dzieci i sześcioro wnucząt.

Shulamit całe życie tęskniła za Domańskimi. Więzi między nią a polskimi opiekunkami były tak silne, że przez lata kobiety wzajemnie się poszukiwały. Shulamit kilkakrotnie przyjeżdżała do Polski w poszukiwaniu Lili. Po latach okazało się, że Lila także szukała Ani wszelkimi możliwymi drogami. Odnalazły się dopiero kiedy Lila miala 86 lat, w sierpniu 2011 r., równo na rok przed jej śmiercią.

Leokadia (Lila) Pauzewicz z d. Domańska w imieniu własnym i swoich rodziców w maju 2012 r. odebrała tytuł Sprawiedliwej wśród Narodów Świata.

Opracowały Jadwiga Rytlowa i Janina Goldhar na podstawie relacji przekazanej przez Shulamit Carmi w Tel Awiwie w marcu 2013 r.