„Dobrze umeblowane pod kopułą”

Do domu na Rydla, na Bielany, pierwszy raz pojechałam zimą 2012 roku. Karolina wysłała mnie, początkującą wówczas współpracowniczkę muzeum, bym pomogła pani Jadwidze wprowadzić poprawki do jej tekstów, które opublikowaliśmy „na Sprawiedliwych”.

Chodziło o rodzinę Topińskich – historia z Żoliborza i Wołków – z Podlasia. Dwie z wielu historii o pomocy udzielanej Żydom przez Polaków podczas Zagłady, które pani Jadwiga, jako wolontariuszka, opracowała dla naszego projektu „Polscy Sprawiedliwi - Przywracanie Pamięci”. Tematyka ratowania Żydów była jej wyjątkowo bliska ze względu na najbliższą, polsko-żydowską rodzinę. Sama była zarówno Ratującą, jak i Ocalałą.

Opisując wojenną historię, zaczynała – jak sama mówiła – „od dinozaurów”, sięgała dwa pokolenia wstecz, do XIX wieku. Czytelnik, by poznać wydarzenia okresu okupacji, musiał więc przebrnąć przez wszystkie daty i opisy co ważniejszych wydarzeń z życia członków omawianych rodzin. O każdy tekst toczyłyśmy małą walkę. Ja cięłam, skracałam, usuwałam. Pani Jadwiga wszystkie zmiany zauważała i często twardo stawiała na swoim. Szczegóły były ważne. Dyskutowałyśmy.

Ta pierwsza wizyta na Rydla nie była łatwa. Pani Jadwiga niby mimochodem sprawdzała moją wiedzę historyczną i z pewnym – właściwym sobie – przekąsem kwitowała, nie zawsze trafne, odpowiedzi. Podjęta pasztecikami i barszczem, wyszłam z poczuciem, że nie przypadłam jej do gustu. Później okazało się, że było wręcz odwrotnie. 

Każda kolejna rozmowa – czy to na Rydla, w muzeum, przez maila czy przez telefon, zbliżała nas. Przed corocznym pobytem pani Jadwigi w Izraelu u jej bliskiej przyjaciółki Jasi Goldhar korespondowałyśmy intensywniej – „wyposażałam” ją w kolejne adresy Ocalałych, do których Panie razem jeździły, z którymi rozmawiały, a potem opisywały dla nas ich historie. Wszystkie te osoby stawały się dla obu Pań bardzo ważne – utrzymywały z nimi kontakt, śledziły ich losy. To od nich dowiadywałyśmy się, gdy któryś z Ocalałych odchodził.

Gdy rozmawiałyśmy, pani Jadwiga zawsze pytała co słychać u dziewczyn – u Karoliny i Joasi. Jak tam praca, wyjazdy, jak życie uczuciowe. Stałam się pośredniczką tych wiadomości, przekazywałam wzajemne pozdrowienia. 

W ostatnich miesiącach, gdy pytałam jak się czuje, narzekała na serce i samopoczucie, ale jednocześnie przedstawiała kolejne plany towarzyskie i wyjazdowe „z młodzieżą – najmłodszy 85 lat”. Mówiła, że najważniejsze to „mieć dobrze umeblowane pod kopułą”. Do końca miała świetnie umeblowane.

Nasze ostatnie spotkanie było przypadkowe. 21 listopada przyszła na otwarcie festiwalu filmowego w muzeum. Było zimno, wietrznie, a do wejścia stała potwornie długa kolejka. Złapałam ją pod ramię, weszłyśmy do budynku bocznym wejściem, „żeby nie stała pani w kolejce”. „Phi, ja i tak bym nie stała”.

Osiem dni później umarła.

Szkoda, że nie udało nam się spotkać ostatni raz, wszystkie razem. Zamiast tego spotykamy się tu – na łamach „Waszych opowieści”. To ważna część naszego portalu poświęcona głównie historiom Ocalałych, którą to Pani, Pani Jadwigo w zdecydowanej większości stworzyła.