„Dobrze umeblowane pod kopułą”
Chodziło o rodzinę Topińskich – historia z Żoliborza i Wołków – z Podlasia. Dwie z wielu historii o pomocy udzielanej Żydom przez Polaków podczas Zagłady, które pani Jadwiga, jako wolontariuszka, opracowała dla naszego projektu „Polscy Sprawiedliwi - Przywracanie Pamięci”. Tematyka ratowania Żydów była jej wyjątkowo bliska ze względu na najbliższą, polsko-żydowską rodzinę. Sama była zarówno Ratującą, jak i Ocalałą.
Opisując wojenną historię, zaczynała – jak sama mówiła – „od dinozaurów”, sięgała dwa pokolenia wstecz, do XIX wieku. Czytelnik, by poznać wydarzenia okresu okupacji, musiał więc przebrnąć przez wszystkie daty i opisy co ważniejszych wydarzeń z życia członków omawianych rodzin. O każdy tekst toczyłyśmy małą walkę. Ja cięłam, skracałam, usuwałam. Pani Jadwiga wszystkie zmiany zauważała i często twardo stawiała na swoim. Szczegóły były ważne. Dyskutowałyśmy.
Ta pierwsza wizyta na Rydla nie była łatwa. Pani Jadwiga niby mimochodem sprawdzała moją wiedzę historyczną i z pewnym – właściwym sobie – przekąsem kwitowała, nie zawsze trafne, odpowiedzi. Podjęta pasztecikami i barszczem, wyszłam z poczuciem, że nie przypadłam jej do gustu. Później okazało się, że było wręcz odwrotnie.
Każda kolejna rozmowa – czy to na Rydla, w muzeum, przez maila czy przez telefon, zbliżała nas. Przed corocznym pobytem pani Jadwigi w Izraelu u jej bliskiej przyjaciółki Jasi Goldhar korespondowałyśmy intensywniej – „wyposażałam” ją w kolejne adresy Ocalałych, do których Panie razem jeździły, z którymi rozmawiały, a potem opisywały dla nas ich historie. Wszystkie te osoby stawały się dla obu Pań bardzo ważne – utrzymywały z nimi kontakt, śledziły ich losy. To od nich dowiadywałyśmy się, gdy któryś z Ocalałych odchodził.
Gdy rozmawiałyśmy, pani Jadwiga zawsze pytała co słychać u dziewczyn – u Karoliny i Joasi. Jak tam praca, wyjazdy, jak życie uczuciowe. Stałam się pośredniczką tych wiadomości, przekazywałam wzajemne pozdrowienia.
W ostatnich miesiącach, gdy pytałam jak się czuje, narzekała na serce i samopoczucie, ale jednocześnie przedstawiała kolejne plany towarzyskie i wyjazdowe „z młodzieżą – najmłodszy 85 lat”. Mówiła, że najważniejsze to „mieć dobrze umeblowane pod kopułą”. Do końca miała świetnie umeblowane.
Nasze ostatnie spotkanie było przypadkowe. 21 listopada przyszła na otwarcie festiwalu filmowego w muzeum. Było zimno, wietrznie, a do wejścia stała potwornie długa kolejka. Złapałam ją pod ramię, weszłyśmy do budynku bocznym wejściem, „żeby nie stała pani w kolejce”. „Phi, ja i tak bym nie stała”.
Osiem dni później umarła.
Szkoda, że nie udało nam się spotkać ostatni raz, wszystkie razem. Zamiast tego spotykamy się tu – na łamach „Waszych opowieści”. To ważna część naszego portalu poświęcona głównie historiom Ocalałych, którą to Pani, Pani Jadwigo w zdecydowanej większości stworzyła.





