Chciałbym, żeby to był sen. Wspomnienia Maksymiliana Jarosza

Chciałbym, żeby to był sen... Chciałbym, żeby to się nigdy nie wydarzyło. Kiedy wybuchła II Wojna Światowa byłem nastolatkiem. Kiedy się skończyła byłem zagubionym, rozbitym mężczyzną. – wspomina Maksymilian Jarosz, partyzant AK, żołnierz I Armii Wojska Polskiego i dezerter z tej armii, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Maksymilian Jarosz był najmłodszy spośród dziewięciorga dzieci Anny i Ignacego Jaroszów. Rodzina mieszkała w Piaskach na Lubelszczyźnie. Ojciec rodziny, w młodości represjonowany przez władze carskie za działalność socjalistyczną, prowadził gospodarstwo oraz firmę budowlaną. Działał w zarządzie piaseckiej gminy. Ukończył „Mama zajmowała się domem i rodziną. Była naszym światem, a my byliśmy Jej” – wspomina Maksymilian Jarosz.

Przed wojną niespełna dwie trzecie mieszkańców Piask stanowiła ludność żydowska. W miejscowości funkcjonowała m.in. synagoga, szkoła, biblioteka oraz dwa cmentarze żydowskie. W sytuacjach sporów sąsiedzkich rolę arbitrów odgrywali miejscowy ksiądz i rabin.

WOLF LEWIN

Po wybuchu wojny Piaski znalazły się pod okupacją niemiecką. Nowe władze wprowadziły szereg obostrzeń dotyczących Żydów, m.in. nakazały noszenie opaski z gwiazdą Dawida oraz zakazały opuszczania miasta. Do Piask docierały wciąż nowe transporty Żydów deportowanych z Niemiec, Czech i Moraw bądź innych ziem inkorporowanych do Rzeszy.

W jednym z takich transportów przybył Wolf Lewin wraz z dwiema córkami, Haną i Gertrudą. Rodzinę Lewinów przygarnęli pod swój dach Jaroszowie. Gdy jednak Piaski podzielono na dwie części („aryjską” i żydowską), Lewin wraz z córkami przeniósł się do getta.

Jaroszowie dostarczali im przede wszystkim żywność. Pomagali w zdobyciu fałszywych dokumentów tożsamości. Aleksander, jeden z braci Maksymiliana, dzięki swoim kontaktom handlowym z okolicznymi rolnikami, sprowadzał bydło. Natomiast siostra Marianna pracowała w służbie medycznej, która przemycała leki i opiekowała się chorymi w getcie. „Pod groźbą aresztu zabroniono nam wszelkich kontaktów z Żydami. Nie przestrzegaliśmy tych przepisów, ponieważ wśród nich byli nasi szkolni koledzy, przyjaciele, nauczyciele, sąsiedzi”.

Jaroszowie współpracowali także z Żydowską Organizacją Bojową. Bojownikom z getta dostarczali broń i amunicję. Wszelka forma pomocy Żydom wiązała się oczywiście z narażaniem życia:. „Niemcy wywiesili w Piaskach ogłoszenia, że każda pomoc Żydom będzie karana śmiercią. [Raz] hitlerowski żandarm biegł za młodą kobietą krzycząc Halt, Halt. Przerażona biegła w kierunku krzewów na łąkach z nadzieją, że znajdzie tam bezpieczne schronienie. Usłyszałem strzał i kobieta padła bez ruchu na ziemię – wspomina Maksymilian. Jak się okazało, kobieta przemycała jedzenie do getta.

W czerwcu 1942 roku przeprowadzano pierwszą wywózkę z piaseckiego getta. Ludność żydowską wywieziono do obozu przejściowego w Trawnikach, a stamtąd do Sobiboru bądź Bełżca. W tych transportach znalazły się także córki Lewina. Wolf Lewin zdołał uniknąć łapanki, a następnie dzięki pomocy Marianny Jarosz znalazł schronienie po „aryjskiej” stronie. Niemniej, wiedziony tęsknotą czy też w przypływie rozpaczy, opuścił kryjówkę i wrócił do swego dawnego mieszkania. Podzielił los swoich córek i został wywieziony z getta. „Marianna pojechała jego śladem. Było już jednak za późno na pomoc i na pożegnanie. Po raz ostatni siostra widziała pana Lewina z daleka w wagonie towarowym na poboczu stacji”.

Wolf Lewin zginął w obozie w Bełżcu.

KRWAWA ŚRODA

W jedną z listopadowych śród 1943 roku gestapo dokonało ostatecznej zagłady piaseckiego getta. Wymordowano wszystkich chorych w szpitalu. Żydów spędzono na miejscowy cmentarz. „Tam czekały na nich wykopane trzy duże doły. Nad każdym dołem leżała jedna płaska deska. Rozkazano rozebrać się do bielizny. Jedna osoba po drugiej stawała na desce. Padały strzały. […] Pierwsza ofiara każdej następnej warstwy zamordowanych stawała na początku deski, każda następna przesuwała się o kilka kroków dalej, aż do ostatniej na drugim końcu deski. SS-man Rudolf Abel i Ukrainiec „krwawy Zygmunt” dobijali rannych serią z karabinów maszynowych”. Ciała zasypano wapnem i ziemią.

W okolicy mówiono o rannym, który wydostał się spod sterty ciał i szukał ocalenia u grabarza. „Grabarz powodowany strachem o własne życie zawiadomił żandarmerię. Rannego zamordowano na miejscu. Grabarza po pewnym czasie zlikwidował ŻOB. […] Po egzekucji „Bogowie życia i śmierci” – niemieccy żandarmi, Schultz, Abel, Witirng, Zawada maszerowali jak na paradzie środkiem ulicy Marszałka Piłsudskiego rozmawiając i wybuchając od czasu do czasu głośnym śmiechem”.

BUTY

Maksymilian miał pięciu braci: Aleksandra, Stanisława, Wacława, Czesława i Jana. Wszyscy działali w konspiracji. Czterech z nich zginęło. Janka i Wacka złapało gestapo. Jako więźniów politycznych przewieziono ich do obozu w Oświęcimiu.

Janek „od okrutnych tortur miał połamane ręce, nogi i żebra. […] Przetrwał tylko jeden miesiąc. Szóstego maja 1941 przyniesiono go już bardzo słabego na wieczorny apel. […] Przed wojną skończył szkołę kupiecką, potem szkołę żandarmerii w Grudziądzu. W Piaskach założył swój sklep i zajął się handlem. Miał piękny głos, śpiewał w chórze kościelnym. Przeczuwając, że jest to jego ostatnia droga, spojrzał na pożegnanie w kierunku Wacka i ostatnimi siłami zanucił ulubioną piosenkę do ukochanej Matki Jedyne serce matki. Zaniesiono go do krematorium, gdzie dostał uśmiercający zastrzyk. Miał 32 lata. […]"

Maksymilian: "Odwiedzając Oświęcim w 1950 roku wśród stosu butów rozpoznałem oficerki Janka”.

Wacek przeżył brata o rok. Na jednym z porannych apeli przeprowadzono akcję przeciwko partyzantom z Lubelszczyzny. Odesłano ich do bloku śmierci, a następnie rozstrzelano. Tak zginęło około 600 osób z Lubelszczyzny. „W maju 1941 roku żandarmi z komendantury w Piaskach dostarczyli Mamie telegram z Oświęcimia, który w polskim tłumaczeniu brzmiał następująco: Jan Jarosz zmarł z powodu udaru serca. Kiedy Mama odmówiła przyjęcia telegramu, rozwścieczony żandarm wrzucił go do pieca. W listopadzie 1942 żandarmi przynieśli następny telegram z Oświęcimia zawiadamiający o śmierci Wacka „na zawal serca”. Herzmuskelinsuffizienz… zadrwił żandarm czytając głośno telegram w obecności zrozpaczonej Mamy. Świat przestał dla mnie istnieć” – opowiada Maksymilian.

MATKA NICZYM NIOBE

W domu Jaroszów przebywał ciągle jeszcze jeden syn, Czesław - nauczyciel i poeta. Cierpiał na epilepsję. Gestapo szukało dwóch ukrywających się braci Stanisław i Aleksandra. Czesław krył obu braci. Zmarł na skutek ran odniesionych w strzelaninie, jaka rozegrała się wokół domu Jaroszów. Niemcy wskazali Annie Jarosz, matce braci, grób, w którym rzekomo pochowany był jej syn. W lipcu 1944 Anna dowiedziała się, że ciało syna w rzeczywistości pochowane było w płytkim grobie pod ścianą cmentarną. Wysypywano na nim śmieci. Anna ekshumowała ciało Cześka. „Matka, jak w transie, nie spoczęła dopóki nie pozbierała w białe prześcieradło rozkładającego się już ciała syna”.

Niedługo potem zginął czwarty syn, Stanisław. Wyszedł z lasu do sklepu w wiosce Gardzienice niedaleko Piask. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności natknął się na samochód żandarmerii z Krasnegostawu. Zaczął uciekać. Dostał strzał w serce.„Zwłoki Staśka pogrzebano w tym samym miejscu, gdzie zginął. Nazistowski kierowca zabrał jego oficerki”.

Anna musiała ekshumować zwłoki kolejnego syna. Koledzy z partyzantki wyprawili mu oficerski pogrzeb. Stanisław był absolwentem liceum w Krzemieńcu. Chciał zostać inżynierem. „Za życia był bardzo przystojnym mężczyzną i cieszył się dużym powodzeniem u dziewcząt. A jednak wciąż nie mogę wymazać z pamięci widoku jego martwego, nagiego ciała pokrytego ziemią i czarnej maski w miejscu poprzednio perfekcyjnie ukształtowanej twarzy” – wspomina swojego brata Maksymilian Jarosz.

***

Przez cały okres wojenny rodzina Jaroszów pomimo represji, jakich doznawała ze strony niemieckiego okupanta, jednocześnie ratowała swoich żydowskich znajomych i sąsiadów. W 2001 roku Instytut Yad Vashem przyznał Maksymilianowi Jaroszowi oraz pośmiertnie jego krewnym: rodzicom, bratu Aleksandrowi oraz siostrze Mariannie, medal „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.

Historia ratowania Żydów z Zagłady przez rodzinę Jaroszów została opisana w jednym z albumów [pobierz album] wydawanych przez Kancelarię Prezydenta RP i projekt "Polscy Sprawiedliwi - Przywracanie pamięci". Przeczytaj historię ratowania na naszej stronie.

Tekst napisany na podstawie wspomnień Maksymiliana Jarosza Chciałbym, żeby to był sen…