Bilet życia Shaloma Lindenbauma

Shalom Lindenbaum jest historykiem literatury hebrajskiej, emerytowanym profesorem Uniwersytetu Bar-Ilan, tłumaczem poezji i prozy polskiej. Specjalizuje się m.in. w twórczości Brunona Schulza. Z jego pięcioosobowej rodziny uratowali się on, jego ojciec i siostra. Wszyscy szli na marsz śmierci z Auschwitz. Cudem przeżyli. Poznaj ich historię w opracowaniu Janiny Goldhar.

Przed wojną rodzina Lindenbaumów żyła w Przytyku, zamieszkałym głównie przez ludność żydowską. Shalom Lindenbaum urodził się 1 sierpnia 1926 roku. Jego ojciec, Józef, był technikiem dentystycznym, matka zaś, Dwora, pochodziła z Przetyckich. Starszy brat Shaloma, Mosze, ukończył przed wojną trzy lata studiów prawniczych w Warszawie. Od 1936 r. aktywnie działał w podziemnej organizacji „Ecel”, która walczyła z Brytyjczykami w Palestynie. Natomiast starsza siostra Rywka skończyła gimnazjum. Pierwszym językiem Shaloma był jidysz, drugim hebrajski, a trzecim polski. Chłopak chodził zarówno do chederu, jak polskiej szkoły.

Po wybuchu wojny rodzina nadal mieszkała w Przytyku, aż do stycznia 1941 r., kiedy Niemcy wydali rozkaz, żeby wszyscy mieszkańcy – z Polakami włącznie – opuścili miasteczko. Lindenbaumowie przenieśli się wówczas do Wolanowa, położonego około 15 km od Radomia. Józef początkowo mógł pracować w swoim zawodzie.

W pobliżu Wolanowa znajdował sie wielki obóz Luftwaffe, gdzie prowadzono intensywne roboty budowlane. Pracami kierowały niemieckie firmy, które zatrudniały tysiące robotników, w większości Żydów. Shalom zatrudnił się jako pracownik fizyczny na budowie. Dzięki znajomej brata, pracownicy jednego z biur, udało się także załatwić pracę bratu na budowie, a ojcu i siostrze w szwalni. Jak się później okazało, zaświadczenie o zatrudnieniu w niemieckiej firmie, było „biletem życia”. Latem 1941, zgodnie z rozporządzeniem władz hitlerowskich, pracujący przeszli do obozu w okolicy obozu wojskowego dla jeńców radzieckich, niepracujących zaś wysłano na pobliską stację kolejową Szydłowiec, a stamtąd do Treblinki.

Starachowice

Rodzina Lindenbaumów poszła do obozu. Udało się też wziąć matkę i załatwić jej pracę. Obóz w zasadzie nie był obozem koncentracyjnym, ale warunki były bardzo ciężkie. Shalom podkreśla jednak, że wśród pracowników niemieckich natknął się też na „porządnych ludzi”. Shalom, ojciec, matka i siostra pracowali fizycznie. Brat, dzięki znajomości niemieckiego, został sekretarzem obozu i pracował w biurze. Po tzw. akcji dzieci (nie brał w niej udziału), zrzekł się tej funkcji i zatrudnił się jako tłumacz w komendanturze wojskowej. Tak dotrwali do 1943 roku.

Wiosną 1943 r. Shalom i brat zachorowali na tyfus, wyzdrowieli, ale brat zanim wydobrzał, zachorował na dyfteryt i zmarł. Dochodziły już wtedy wieści o walkach pod Stalingradem. Niemcy zaczęli likwidować obóz w pobliżu Wolanowa i przeprowadzili więźniów do obozu związanego z fabryką w Starachowicach. Shalom wraz z ojcem i siostra, a także z innymi więźniami, chodzili codziennie do pracy konwojowani przez żydowskich policjantów i Ukraińców. Pracowali w tzw. małej kuźni, gdzie było znacznie lżej w porównaniu z warunkami panującymi w fabryce. Matka pracowała w kuchni.

W lipcu 1944 r. dochodziły pierwsze wiadomości o zbliżaniu się ofensywy radzieckiej, a także o grupie więźniów organizujących ucieczkę. Ucieczka nie udała się, prawie wszyscy zginęli. Shalom wraz z kolegą ponownie usiłowali uciec, jednak i tym razem im się to nie powiodło. Represje szalały. 30 lipca 1944 r. więźniów starachowickiego obozu wysłano do Oświęcimia. Rodzinę Lindenbaumów rozdzielono.

Większość ludzi z tego transportu została zagazowana. Shalom otrzymał numer 19341.

Auschwitz

18 stycznia 1945 r. na placach apelowych zebrano około 17000 wycieńczonych więźniów oświęcimskich i kolumnami pognano ich w kierunku Gliwic. Był to tzw. marsz śmierci. Shalom szedł z ojcem, matką, siostrą i z innymi ludźmi. Nic o sobie nie wiedzieli. Okazało się, że matka i siostra też nie były razem, ale dopiero w czasie marszu odnalazły się i wspólnie dotarły do Bergen-Belzen. Niestety tylko siostrze udało się przeżyć – matka zmarła nazajutrz po wyzwoleniu obozu.

Ojciec razem z synem dotarli do Gliwic po około 48 godzinach tułaczki. Wówczas to ojciec podtrzymywał syna, który mdlał z wyczerpania. Z Gliwic dojechali pociągiem do Rzędówki, a stamtąd szli pieszo w kierunku Rybnika. Shalom opowiada: „Coraz więcej ludzi padało i ginęło od kul konwojentów. Każdy, kto nie dotrzymywał kroku, padał zastrzelony. W pewnej chwili strzelanina się wzmogła i ludzie rozbiegli się w rożne strony”. Shalom z ojcem wbiegli do lasu, szli dalej i gdy skrajnie głodni i wyczerpani stracili nadzieję na ratunek, spotkali młodego człowieka, który wprowadził ich do domu, napoił i nakarmił. Lindenbaumów oraz siedem innych osób przenocował w oborze. Rano poradził, żeby szli w kierunku wsi Wilcza.

Po długiej i niebezpiecznej wędrówce (nadal byli w pasiakach) Shalom wraz z ojcem dotarli w pobliże Wilczy. Tam spotkali jadącą na rowerze Rozalię Kalabis, która radziła im wejść do jakiegoś domu. Powiedziała, że poprosi koleżankę mieszkającą w pobliżu, żeby ich przyjęła, a jeśli to nie będzie możliwe, to ona ich przyjmie. Cała scena rozegrała się w pobliżu domu Katarzyny Froehlich, która z córką Dorotą, udzieliła schronienia Lindenbaumom. Otoczeni serdecznością, przebywali tam przez kilka tygodni, jeszcze po wkroczeniu Armii Czerwonej. Nie mieli dokąd wracać, bo w Przytyku wszystko zostało zrujnowane. Czytaj relację Shaloma Lindenbauma o Marszu Śmierci »

Palestyna

Po zakończonej wojnie Shalom wraz z ojcem zamieszkali w Radomiu, gdzie Józef powrócił do wykonywanego dawniej zawodu. Shalom zaś od razu zaczął szukać kontaktów z organizacją syjonistyczną i niebawem wstąpił do Bojowej Organizacji „Ecel”. Do Palestyny dotarł nielegalnie w 1947 r. przez obóz na Cyprze, służył w podziemiu „Ecel”, a następnie w wojsku izraelskim, brał udział w wojnie wyzwoleńczej w 1948 roku. Ojciec i siostra odnaleźli się w Niemczech i razem wyemigrowali do Izraela w 1949 roku.

Na wniosek Shaloma Lindenbauma rodzina Froehlichów została uhonorowana tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Dorota Kuc odebrała medal i dyplom honorowy w Katowicach w 1994 roku.

Shalom utrzymuje kontakt z Dorotą Kuc i jej rodziną, odwiedził ich kilka razy w Polsce, a Dorota z synową, na zaproszenie Shaloma, pojechały do Izraela. Z panią Kalabis zaś korespondował aż do jej śmierci. W 1953 r. miał okazję posłać jej różaniec. Życzeniem pani Kalabis było, żeby została pochowana właśnie z tym różańcem.

Shalom Lindenbaum ma dwóch synów i ośmiu wnuków. Wszyscy mieszkają w Izraelu.

Tekst oparty na wywiadzie przeprowadzonym przez Janinę Goldhar 3 sierpnia 2010 r. oraz na artykule Natana Grossa „Przez szkło powiększające” (Nowiny Kurier, 12.04.1996). 


Czytaj wspomnienie Joanny Król o Shalomie Lindenbaumie (1926–2018) »