Barbara Biran o jej niani Stasi

Publikujemy wspomnienie ocalałej z Zagłady Barbary Biran o Stanisławie Klapie, jej przedwojennej opiekunce, która w czasie wojny udzieliła jej pomocy.

Barbara Biran z domu Kryńska urodziła się w Warszawie 30 maja 1935 roku w rodzinie zamożnych zasymilowanych Żydów. W domu mówili po polsku. Matka, Maria z domu Disterbach, urodzona w Warszawie, nie pracowała. Ojciec, Łazarz Kryński, pochodził z Wilna. Prowadził Biuro Exportu Kurlandzkiej Olejarni w Wilnie, fabrykę, której współwłaścicielem był jego ojciec. Kryńscy mieszkali w Warszawie przy ul. Wielkiej 26 (lub 36). W domu były dwie służące, a Barbarą zajmowała się „wychowawczyni” Stanisława Klapa. Stanisława, katoliczka, pochodziła ze wsi, była niezamężna i bardzo religijna.

 

Wojna
Na początku września 1939 roku do rodziny przyjechał z Częstochowy jeden z braci Łazarza Kryńskiego, Jasza, z żoną Marylą z d. Rozenberg. Pod koniec miesiąca cała rodzina postanowiła wyruszyć do Wilna, już zajętego przez Sowietów, żeby być razem z rodziną ze strony ojca. Stanisława została w ich warszawskim mieszkaniu. Przed wyjazdem Łazarz Kryński schował „cały majątek” pod kaflami w kuchni, pokazał to Stanisławie i powiedział, że jeśli będzie chciała opuścić mieszkanie, ma to zabrać ze sobą.

Wilno
Rodzina dotarła do Wilna. Kryński pracował aż do zajęcia miasta przez Niemców. Tymczasem jeden z jego czterech braci zaaresztowany przez Sowietów został zesłany wraz z żoną i dzieckiem. Kilka dni po zajęciu Wilna przez Niemców, kiedy Barbary z matką nie było w domu, przyszło Gestapo i zabrało ojca. Nie wiadomo, kiedy i gdzie zginął, prawdopodobnie w Ponarach.

Getto
Kiedy powstało getto w Wilnie, Barbara z matką i rodziną ojca (jeden brat z żoną i wielu kuzynów) były zmuszone przenieść się tam. Matka pracowała jako robotnica w grupie kobiet, które pod strażą codziennie wychodziły z getta, wracały w południe i znów wychodziły do pracy aż do wieczora. Barbara zostawała w mieszkaniu ze starą ciocią.

W ukryciu
Przetrwały pierwszą akcję, po której współpracownik wujka, inżynier, katolik (nie zna nazwiska) zaofiarował im pomoc. Zaofiarował im czasowe przetrwanie w jego mieszkaniu w Wilnie, aż do czasu, kiedy załatwi papiery i pomieszczenie na wsi, gdzie przebywała jego rodzina. Pewnego dnia matka wychodząc do pracy wzięła ze sobą Barbarę (strażnik nie zauważył) i po „aryjskiej stronie” wymknęły się z grupy i dotarły pod umówiony adres. (Barbara nie sądzi, że matka miała na ten cel pieniądze). Opiekun codziennie wychodził do pracy, zamykał je w mieszkaniu i nikt nie mógł wiedzieć, że tam są. Wieczorem wracał i przynosił jedzenie. Opiekun miał rodzinę na wsi i wyjeżdżał na weekendy zostawiając je zamknięte.

Stasia
Pewnego wieczoru (prawdopodobnie pod koniec października 1941) ktoś zapukał do drzwi. Opiekun otworzył, w drzwiach stała kobieta, widocznie wyczerpana, która powiedziała, że wie, że tu znajdują się Maria z Basią. Opiekun zaprzeczył, ale kobieta zaczęła płakać i upierała się, że musi je zobaczyć. Dał się przekonać i zawołał Marię. Spotkanie było dramatyczne. Tą kobietą była Stanisława, która pieszo przywędrowała z Warszawy do Wilna. Jak dowiedziała się o miejscu ich pobytu, Barbara nie wie. Stanisława przekonała matkę, że lepiej wrócić do Warszawy, że w Warszawie mają  więcej znajomych, że getto w Warszawie jest lepsze, niż w Wilnie.

Droga do Warszawy
Kiedy opiekun przewiózł je na wieś - były już dla nich papiery - wyruszyły w drogę w stronę Warszawy. Stanisława, matka i Barbara szły pieszo, czasem ktoś je podwoził, zatrzymywały się w przygodnych wsiach, gdzie prosiły o nocleg. Wszystko organizowała Stanisława (Stasia). Stasia poznała tę drogę wędrując do nich z Warszawy. Barbara przypuszcza, że Stasia zabrała ze sobą kosztowności zostawione przez ojca i te środki ułatwiały sytuację, ale o tym nigdy nie było mowy. Po około miesiącu wędrówki dotarły do przejścia granicznego. Barbara pamięta dwie linie kolczastego drutu, między nimi pusty pas drogi. Była noc, zjawili się umówieni przemytnicy. Przepuścili je przez pierwszą linię zasieków, przerzucili ich bagaż przez drugi, i w momencie, kiedy były już prawie po drugiej stronie, usłyszały strzały. Ogrodzenie opadło, przemytnicy uciekli z ich bagażem, a one zostały same. Usłyszały zbliżających się niemieckich strażników i nie wiedziały, dokąd iść. Ukryły się w jakimś rowie, Niemcy przeszli i ich nie zauważyli. Zaczęły iść w kierunku odgłosów szczekania psa. Dotarły do pierwszego domu pobliskiej wsi. Zapukały do drzwi i prosiły o pomoc, ale gospodarz powiedział, że nie mogą u niego zostać, bo codziennie rano jest u niego rewizja. Poszły dalej, aż dotarły do miejscowości, z której miał być pociąg do Warszawy o 2-giej po południu. Stasia nie chciała darować  bagażu, "przecież przemytnicy byli umówieni". Mimo protestów matki poszła odszukać przemytników i wróciła z utraconymi rzeczami. Pociągiem dojechały do Warszawy.

Getto warszawskie
Barbara z matką poszły do getta, Stasia została po „aryjskiej stronie” i zajęła się przygotowaniem dla nich papierów i kryjówki. W tej sprawie zwróciła się o pomoc do Szarfa. W międzyczasie, w oczekiwaniu na papiery przyprowadzała Barbarę od czasu do czasu do siebie, ale odprowadzała ją z powrotem do matki do getta. Barbara pamięta szok, jakim było chodzenie po ulicach getta, tłumy, trupy leżące na ulicach.

Zalesie

Pewnego dnia Stasia przyszła po nią  i zabrała ją do ciotki (Szarfowej) do Zalesia. Po około tygodniu przyprowadziła matkę. Miała już dla obu aryjskie papiery. Szły pieszo około 5 km aż na drugi koniec Zalesia (z Zalesia Górnego do Dolnego, albo odwrotnie). W czasie tej drogi Stasia uczyła Barbarę, jak się nazywa, że jest siostrzenicą Stasi, że jej matka nie jest jej matką, tylko przyjaciółką Stasi. Zamieszkały we trzy w wynajętym pokoju u" pani majorowej". Gospodyni prawdopodobnie domyślała się, kim są, nie kryla zresztą antysemickich poglądów, ale nienawidziła Niemców, bo zabili jej męża. Stasia je utrzymywała. Jeździła na handel, sprzedawała ich różne rzeczy, które udało jej się przewieźć z Warszawy i z Wilna. Przywoziła żywność. Była w kontakcie z ciocią w Zalesiu, od której przywoziła książki. Matka uczyła Barbarę. Przetrwały tam do wkroczenia Rosjan.

Po wejściu Rosjan
Po wyzwoleniu matka stwierdziła, że nie ma do kogo i do czego wracać do Warszawy i udała się do Łodzi. Tam znalazła pracę jako urzędniczka i mieszkanie, dokąd sprowadziła Stasię z Barbarą. Od nowego roku szkolnego Barbara została zapisana do katolickiej szkoły do piątej klasy (zgodnie z wiekiem). Stasia zajmowała się gospodarstwem (miała wtedy około 65 lat). Zaczęli wracać ludzie wywiezieni do Rosji. Wrócił z żoną i dzieckiem wujek wywieziony na Syberię. Byli jedynymi z wileńskiej rodziny ojca, którzy ocaleli.

Ów wujek (jeden z braci ojca) wyjechał przed wojną do Palestyny, ale przed wybuchem wojny przyjechał do Wilna załatwiać sprawy rodzinne. Miał wydany przez władzę mandatu brytyjskiego „certyfikat” upoważniający go do powrotu do Palestyny. W ich środowisku szykowano się do emigracji. Wujek z rodziną wkrótce wyjechał do Paryża, stamtąd mieli wyruszyć do Palestyny. Namawiał na wyjazd matkę, ale wtedy nie chciała o tym słyszeć.

Barbara czuła się wyobcowana. Miała żal do matki, że ogranicza jej integracje ze środowiskiem i jako protest zażądała przeniesienia do żydowskiej szkoły. Ale i tam nie czuła się dobrze, a matka nie liczyła się z jej problemami. I nagle, nic jej nie mówiąc o swojej decyzji i o przygotowaniach, matka oświadczyła, ze wyjeżdżają do Paryża, gdzie mają spotkać wujka z rodziną.

Rozstanie
Stasia rozpaczała. Rozstanie z nią było dramatyczne, ale Barbara była zadowolona, że opuszczają Polskę, miała nadzieję, że nareszcie znajdzie środowisko. Po krótkim pobycie w Paryżu wyjechały do Marsylii, skąd wujek miał odpłynąć do Palestyny.

Palestyna
Barbara nagle dowiedziała się, że wujek załatwił dokument, według którego jest jej ojcem i może ją wziąć ze sobą do Palestyny. Wszystko zostało szybko załatwione i  wujek zabrał Barbarę na statek odpływający z Marsylii. Podróż była długa i pełna napięć, bo nie wiadomo było, czy nie będzie w Hajfie trudności, bo dla Barbary nie było certyfikatu. Ale okazało się, ze rodzina i przyjaciele w Palestynie pomogli i Barbara z rodzina wujka szczęśliwie dotarli do Tel-Awiwu 23 września 1946 roku.

Po roku dotarła do Tel-Awiwu matka (Maria Kryńska). Pierwsze lata matki w Izraelu były trudne, nie znała języka, pracowała jako kelnerka. W 1950 roku wyszła za mąż za wdowca z synem młodszym od Barbary o 9 lat. Zamieszkali wszyscy razem w małym mieszkaniu w Ramat Ganie.

Od momentu wyjazdu z Polski Maria utrzymywała stały kontakt ze Stasią, która została w Łodzi, w opuszczonym przez nie mieszkaniu. Stasia miała trudności w znalezieniu odpowiedniej pracy, jej sytuacja materialna była trudna. Barbara nie zna dokładnie przyczyn, ale Stasia nie miała prawie kontaktów ze swoją rodziną na wsi i bardzo tęskniła za Marią i Barbarą. Od kiedy stało się to możliwe, matka wysyłała regularnie Stasi kupony P.K.O., za które Stasia dostawała w Polsce pewne produkty, które sprzedawała i mogła się z tego utrzymywać. Kiedy matka ułożyła sobie prywatne życie, rozpoczęła starania sprowadzenia Stasi do Izraela.

Stasia jedzie do Izraela
Załatwianie formalności między odpowiednimi instytucjami w Polsce i Izraelu ciągnęło się. Istnieje dokument wydany przez władze Izraelskie w roku 1955, według którego Poselstwo Izraelskie w Polsce zostało powiadomione, że ma wydać Stanisławie Klapa wizę wjazdową do Izraela. Sprawa ciągnęła się jeszcze ponad 5 lat, aż wreszcie, w maju 1961 roku, Stasia przybyła do Izraela. Miała już wtedy około 80 lat. Jej podróż finansował "Sochnut" (Instytucja zajmująca się imigracją do Izraela).

Stanisława zamieszkała z matką, jej mężem i jego synem. Barbara była już wtedy mężatką, miała dziecko i nie mieszkała z matką. Maria robiła wszystko, żeby zapewnić Stanisławie jak najlepsze warunki, ale napięcia były nieuniknione, bo Stanisławie trudno było w nowej sytuacji. Nie umiała zaakceptować męża Marii.

Stanisława nawiązała kontakt ze środowiskiem polskich katolików zbierających się w kościele w Jaffo i po około roku pobytu, z własnej inicjatywy przeniosła się do tzw. Domu Polskiego - zakonnic polskich w Jerozolimie. Siostry pomogły jej znaleźć zajęcie opieki nad dziećmi. Od czasu do czasu odwiedzała Marię i rodzinę.

Barbara nie pamięta, kiedy Stanisława zaczęła chorować i słabnąć. Nie zna też daty jej śmierci. Wie, że Stanisława Klapa jest pochowana na cmentarzu katolickim w Jerozolimie. Matka Barbary, Maria Kryńska zmarła w Tel-Avivie w roku 1981. Barbara Biran wyszła za mąż w 1956 roku za Dova Bielogorowski. W roku 1962 zmienili nazwisko na Biran. Barbara pracowała jako urzędniczka w banku, od 1990 roku jest emerytką, ma dwoje dzieci, pięcioro wnuków, wszyscy mieszkają w Izraelu.

Barbara zaznacza, że jej stosunki z matką, już od czasów łódzkich, nie były dobre. Matka nie miała zwyczaju mówić z nią o życiowych sprawach, i Barbara już wcześniej żyła swoimi sprawami. Dla tego mało wie o wszystkim, co dotyczy sprowadzania Stanisławy do Izraela i jej pobytu tutaj. W okresie, od przyjazdu Stanisławy miała już swoją rodzinę. Barbara nie wie, czy matka złożyła w Yad Vashem jakieś oświadczenie na temat Stanisławy, ale ich historia została opisana w jednej z gazet izraelskich. 

 

 

Opracowała Janina Goldhar na podstawie rozmowy przeprowadzonej z Barbarą Biran 15 czerwca 2010 roku w Ganei Tikva w Izraelu.