W czasie okupacji niemieckiej Barbara Szacka z domu Raszewska i jej nastoletni syn Jerzy mieszkali w Warszawie. Wiosną 1943 r. pomogli Irenie Holender (vel Hollaender) oraz jej pięcioletniej córce Danucie, wynajmując pokój w swoim mieszkaniu przy ul. Miodowej. W ukryciu Irena urodziła drugą córkę Hannę. Kiedy po porodzie wystąpiły komplikacje, Barbara Szacka zorganizowała w mieszkaniu operację, a następnie opiekowała się Ireną i jej nowo narodzonym dzieckiem. W 2003 r. Barbara Szacka i jej syn Jerzy zostali uhonorowani tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Po wojnie Jerzy Szacki został profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, należał do najwybitniejszych polskich socjologów i historyków idei.
„Kiedy ma się te piętnaście lat, to po pierwsze wierzy się w nieśmiertelność. A po drugie życie podczas wojny w ogóle jest ryzykowne. Wielu ludzi ginęło przez przypadek, zachowując maksymalną ostrożność. Wielu z tych, którzy ryzykowali, ocaleli”, wspominał Jerzy Szacki w wywiadzie dla Muzeum Historii Żydów Polskich z 2010 roku.
Ucieczka Ireny Holender z getta warszawskiego i poszukiwanie kryjówki po „aryjskiej stronie”
Wiosną 1943 r., tuż przed wybuchem powstania w getcie warszawskim, Irena Holender (vel Hollaender) z domu Kowalska została wyprowadzona z getta na tzw. aryjską stronę razem ze swoją pięcioletnią córką Danutą. Niedługo później z getta wydostał się kanałami także jej mąż Jerzy. Małżonkowie zdobyli fałszywe dokumenty i znaleźli mieszkanie. Wkrótce Irena dowiedziała się, że jest w ciąży. Zaczęła szukać innego miejsca schronienia, położonego w pobliżu lekarza, którego pomoc mogła być konieczna podczas porodu.
Barbara Szacka nie znała Ireny osobiście. Rodziny łączyła jednak przedwojenna znajomość siostry Barbary – Heleny Kamieńskiej i siostry Ireny – Barbary Kowalskiej:
„Ireny, która mieszkała u nas, o ile wiem, matka nie znała przed wojną. Natomiast jej siostra była znajomą siostry mojej matki. Jeśli się nie mylę, moja ciotka razem z Barbarą, czyli siostrą Ireny, prowadziły przez pewien czas sklepik przy ul. Żabiej. Z czym to był sklep? Z pasmanterią. Później […], kiedy zaczęło się prześladowanie Żydów, sklepik był firmowany wyłącznie przez moją ciotkę. Ona zresztą zaczęła chorować, potem również nie prowadziła już tego sklepu, ale znajomość pozostała”.
Pokój na czas ciąży i porodu. Pomoc Barbary i Jerzego Szackich dla Żydówek
Kiedy okazało się, że Irena potrzebuje bezpiecznego miejsca, w którym mogłaby przebywać w czasie ciąży i urodzić dziecko, Barbara Szacka zaproponowała, aby zamieszkała razem z pięcioletnią Danutą w jej mieszkaniu przy ul. Miodowej 23/24. Mąż Ireny przebywał w tym czasie w innym miejscu.
„W którymś momencie […] okazało się, że Irena […] nie ma się gdzie podziać, a sprawa była skomplikowana z tego powodu, że była w ciąży. Chodziło o takie miejsce, żeby […] warunki były dostatecznie dobre, aby mogło dojść do rozwiązania. Wtedy zamieszkała u nas ze swoją starszą, pięcioletnią córeczką. U nas też urodziła”, relacjonował Jerzy Szacki.
Barbara mieszkała ze swoim czternastoletnim synem Jerzym, była wdową. Jej mąż Eugeniusz zginął z rąk Niemców w niejasnych okolicznościach. Pomimo trudnej sytuacji materialnej zgodziła się wynająć Irenie pokój zwolniony przez innego sublokatora, choć ukrywanie Żydówek wiązało się ze śmiertelnym zagrożeniem dla niej i jej syna.
„Ta historia nie obfituje w dramatyczne opowieści o szantażystach, najściach itp. Poza stałym strachem, że ktoś może przyjść. Ale nikt nie przyszedł. To zagrożenie było trwałe, ale miało ono charakter przede wszystkim psychologiczny”.
Sąsiadom oraz osobom odwiedzającym mieszkanie przedstawiano Irenę jako krewną wysiedloną z ziem polskich wcielonych do III Rzeszy. Wyjaśnienie to mogło uchodzić za wiarygodne, ponieważ Irena miała tzw. dobry wygląd, który nie zdradzał jej żydowskiego pochodzenia.
„O ile mi wiadomo, jeden jedyny sygnał niebezpieczeństwa pochodził od administratora domu, wścibskiego i nie cieszącego się dobrą opinią, który jednak wziął za dobrą monetę wyjaśnienie, że mieszkają u nas kuzynki wysiedlone z Rzeszy. Ta sama formuła była stosowana w stosunkach ze znajomymi, co miało tę złą stronę, że nasze lokatorki były zmuszone do wysłuchiwania antysemickich komentarzy niektórych z nich. Wtajemniczonych było niewielu, bo poza moją matką i jej wspomnianą wyżej siostrą, należałem do nich bodaj tylko ja”, zapisał Jerzy Szacki w oświadczeniu dla Instytutu Yad Vashem w 2002 roku.
Poród i operacja w mieszkaniu Szackich
Pod koniec ciąży Barbara Szacka sprowadziła do mieszkania położną. W lutym 1944 r. Irena urodziła córkę Hannę, jednak podczas porodu wystąpiły komplikacje. Konieczna była operacja.
Irena nie zgodziła się na przewiezienie do szpitala. Obawiała się, że personel może odkryć, że jest Żydówką. Barbara, korzystając ze swoich znajomości, znalazła polskiego chirurga, który zgodził się przeprowadzić operację w mieszkaniu. Przez kolejne miesiące opiekowała się Ireną w połogu i jej nowo narodzoną córką.
Losy osób ratujących i ocalałych po wojnie
Po pacyfikacji powstania warszawskiego w 1944 r. Barbara Szacka z synem Jerzym i Irena Hollander z córkami Danutą i Hanną zostały wypędzone z Warszawy przez Niemców. Jerzy wspominał, że kiedy jego matka wracała pamięcią do tych wydarzeń, mówiła jedynie o pomocy, jakiej sama doświadczyła ze strony Ireny. Nigdy nie podkreślała własnego udziału w ratowaniu Żydówek.
Po wojnie Irena zamieszkała z mężem i córkami w Łodzi, a w 1946 r. wyemigrowali do Palestyny. Utrzymywała kontakt z Szackimi. W drugiej połowie lat 90. XX w. rodzina Ireny Century, primo voto Holender (vel Hollaender), rozpoczęła starania o uhonorowanie osób, które udzieliły jej pomocy podczas Zagłady.
Jerzy Szacki został po wojnie socjologiem i historykiem myśli socjologicznej, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Zaliczany jest do warszawskiej szkoły historii idei.
12 stycznia 2003 r. Instytut Yad Vashem w Jerozolimie uhonorował Barbarę Szacką i jej syna Jerzego tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
„[...] nie wiem, jaka była motywacja mojej matki. Znając ją, jestem skłonny przypuszczać, że nie zastanawiała się zbytnio nad tym, dlaczego robiła to, co robiła. Najwyraźniej zresztą między nią i lokatorkami wytworzyły się stosunki jak gdyby rodzinne; również dla mnie Danuta była jak młodsza siostra”, zapisał Jerzy Szacki.



