Regina Słodzińska, po mężu Kierbiedź, urodziła się w miejscowości Wiszniewo (dawniej Wiszniew), w powiecie święciańskim, następnie w powiecie wilejskim, obecnie na terytorium Białorusi. Jej rodzice mieli folwark Bogatelka, hodowali owce, bydło, trzodę.
Regina opowiada o przedwojennych relacjach rodziny z Żydami: „Znajome byli! No przecież kupowali i zboże, i cielaki kupowali, i sery kupowali do sklepów. I do Wilna woziliśmy sery, bo mama robiła”.
Julian Słodziński zatrudniał też rzemieślników żydowskich do pomocy przy pracach remontowo-budowlanych i szyciu kożuchów z owczej wełny.
W 1941 r. w Wiszniewie utworzono getto, naziści wymordowali większość jego mieszkańców w lipcu i sierpniu 1942 r. Właśnie wtedy kilku znajomych Żydów zwróciło się o pomoc do Słodzińskich.
Mina Milkowska
Dwie kobiety ukrywały się w domu Słodzińskich. Jedną z nich była około 20-letnia Mina Milkowska. Jej ojciec miał przed wojną dwa sklepy i młyn. Podczas okupacji udało jej się dostać pracę gosposi u niemieckiej rodziny.
30 sierpnia 1942 r. nastąpiła likwidacja getta. W jeden dzień zginęło 1100 Żydów. Mina przygarnęli Słodzińscy. Zamieszkała w pokoju Reginy, która wspomina po latach: „Ze mną spała. A jak ona całymi nocami płakała. Ja jej mówię, no nic już nie da, trzeba zgodzić się”.
Udawała opiekunkę do dzieci, choć miała tzw. semicki wygląd. Jednak żaden z odwiedzających rodzinę Słodzińskich oficerów niemieckich nie zainteresował się tym, co się dzieje w pokoju dziecinnym.
W kwietniu 1943 r. Milkowska dołączyła do żydowskich partyzantów w pobliskim lesie.
Żydówka z Wilna
Drugą osobą, która ukrywała się w domu Słodzińskich była uciekinierka z Wilna. Regina Kierbiedź nie pamięta jej nazwiska. Nie znała Słodzińskich przed wojną.
Dzięki „aryjskiemu” wyglądowi nie musiała się chować i otwarcie pomagała w prowadzeniu gospodarstwa. Regina Kierbiedź relacjonuje zachowanie ojca: „Przecież u nas tu jeszcze pomieszczenie jest, to mówi. >>A jeść pani chce?<<. >>A chętnie<<. No to, czym chata bogata, tym gościa ugości. Już została, za pomoc, pomaga[ła], kartoflów obierać. Wszystko pomagała mamie do roboty. I ją nikt nie podejrzewał.
Niemcom chodziła i podawała, żaden Niemiec nie powiedział, że ona Żydówka. Tylko ona mówi: >>Jak oni rozmawiają, wiem, rozumiem, co mówią<<. A ojciec >>Nicht verstehen<<, no, jak nie rozumie, to nie wie, o co chodzi. Ale ja, mówi, udałam, że nie rozumiem, że nie znam, swoje zrobiłam, postawiłam i poszłam”.
Ukrywała się u Słodzińskich przez około miesiąc. Na koniec pobytu Bronisława Słodzińska załatwiła jej u znajomego księdza metrykę chrztu. Dalsze jej losy nie są znane.
Kryjówka w stodole
W stodole Słodzińskich przebywało sześciu mężczyzn. Jednym z nich był Leon Kokin – znajomy sprzed okupacji. W momencie wybuchu wojny mieszkał w miejscowości Lida (obecnie terytorium Białorusi). Kierbiedź pamięta jeszcze kilka nazwisk: Dudman, Reiman.
Regina nie widziała ukrywających się. Miała za zadanie zanieść żywność i zadzwonić dzwonkiem, który oznaczał porę jedzenia. Wspomina to tak:
„Mama nagotuje grochówka, fasolówka, mięsa czy jajek. No, i masło, ser, chleb bochenek. Dwa wiadra i tylko dzwonkiem, nie wolno było w stodole rozmawiać. Tylko podzwoniłam, to oni, i ja wyszłam i poszłam, zamknęłam, pozamykałam stodołę. A oni tam wyszli i jedli”.
Wieczorem jedzenie nosił Julian Słodziński, który wtedy trochę z nimi rozmawiał. Po pewnym czasie wszyscy Żydzi ukrywający się w stodole dołączyli do partyzantów.
Partyzantka żydowska
Uciekinierzy żydowscy tworzyli własne oddziały partyzanckie, bądź wstępowali do już istniejących, głównie Armii Ludowej i partyzantki radzieckiej, które chętnie przyjmowały ich w swoje szeregi. Ich specyfika polegała na tym, że w zamian za żywność i opiekę partyzantów, znajdujący się tam Żydzi zajmowali się naprawą broni, szyciem ubrań, obuwia. Szacuje się, że na okupowanych ziemiach polskich walczyło ok. 20 tys. partyzantów żydowskich.
Po wojnie
Rodzina Słodzińskich została przesiedlona do Polski i zamieszkała w Nowym Belęcinie, w woj. wielkopolskim. Regina Kierbiedź po ślubie w 1949 r. wyjechała do Świętajna na Mazurach, gdzie mieszka do dziś.
Ocaleni Mina Milkowska i Leon Kokin wraz z grupą innych Żydów wyjechali do Stanów Zjednoczonych. Utrzymywali po wojnie kontakt z rodziną Słodzińskich pisząc regularnie listy, zapraszając do odwiedzenia. Dzięki ich staraniom, Julian i Bronisława Słodzińscy oraz ich córka, Regina Kierbiedź zostali w 1994 r. odznaczeni tytułami Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.





