Rodzina Lisowskich

powiększ mapę

Audio

3 audio

Więcej o rodzinie Lisowskich

Przed wybuchem wojny Witold Lisowski mieszkał z rodzicami i dwoma starszymi braćmi w podwarszawskim Henrykowie. Pochodził z zamożnej rodziny. Ojciec był oficerem Wojska Polskiego, piłsudczykiem. Matka prowadziła restaurację.

W latach trzydziestych w sąsiedztwie Lisowskich zamieszkała żydowska rodzina Inwentarzów. Swój dom rodzinny wybudowali na działce zakupionej od Lisowskich. Symche Inwentarz był kupcem, prowadził sklep kolonialny. Obie rodziny żyły w bliskich sąsiedzkich stosunkach.

„Dorastaliśmy obok siebie jako dwie zaprzyjaźnione z sobą rodziny. Jednym się dobrze powodziło i drugim się dobrze powodziło. Na czele jednego rodu stał Polak, drugiego – Żyd - wspomina Witold Lisowski, który wówczas zaprzyjaźnił się ze swoim rówieśnikiem, 13-letnim Józefem Inwentarzem, nazywanym „Dudkiem”.

Z początkiem wojny obie rodziny straciły ojców: w 1939 r. Józef Lisowski zginął w walce z Niemcami, Symche Inwentarz rok później został zamordowany w Palmirach. „Więc znowu nas coś łączy – utrata ojców, utrata przewodników dwóch rodów” - zauważył pan Witold.

Getto i ucieczka

W 1941 r. rodzina Inwentarzów wraz z innymi henrykowskimi Żydami trafiła do getta w Ludwisinie (dziś Legionowo). Przetrwać złe warunki życia w getcie pomagał im starszy brat Witolda, Jan.

W październiku 1942 r. Niemcy zlikwidowali getto, a Żydów wywieźli do obozu zagłady w Treblince. Józefowi Inwentarzowi udało się uciec przed likwidacją. W ukryciu spędził całe lato i wczesną jesień 1943 roku.

Początkowo zajmował się pasterstwem. Jego ciotka, właścicielka sklepu w Ludwisinie, znalazła mu miejsce u gospodarza w Nowym Dworze. Tam jednak zaczęto podejrzewać, że jest Żydem. Pan Witold opowiada:

„Ale zdarzyła się tam straszliwa sytuacja. Chłopaki, którzy paśli krowy, kąpali się w stawie łąkowym takim. A Dudek się nie kąpał. Przecież nikt nie miał slip wtedy, prawda, kąpało się na waleta. Dudek się nie kąpał. (…) To jeden, taki przywódca, wioskowy chłopak, pastuch, powiedział: >>Nie kąpiesz się, bo jesteś na pewno Żydem.<< Dudek mówi: >>Przeszedł przeze mnie dreszcz... <<, ale powiedział: >>Nie jestem Żydem. Jestem, jak ty, Polakiem.<<– >>No, to w takim razie chodźmy na posterunek.<< I cała ta gromada z tej wsi i z tego pastwiska zasuwa na ten posterunek. Zawsze na końcu wsi jest karczma. I kiedy się zbliżali do karczmy, zobaczyli, że gospodarze tam siedzą przed karczmą. Ten prowodyr się zatrzymał, i mówi: >>Wierzę ci, Józek... << I ci chłopcy zawracają spod tej karczmy na pastwisko. Ten herszt mówi: >>Wierzę ci, bo byłeś odważny. A Żydzi to są tchórze.<< Ale Dudek dalej się nie kąpał. Ale się zaczął bać strasznie. Zaczął się straszliwie bać. I po pewnym czasie zwiał stamtąd”.

Później ukrywał się w okolicznych lasach.

W listopadzie wyczerpany i wygłodzony Józef pojawił się w Henrykowie, gdzie spotkał Witolda. Ten bez wahania zaprowadził go do swego domu. Matka Witolda, Zofia, zaopiekowała się chłopcem.

Ukrywanie

Pomimo grożącego im śmiertelnego niebezpieczeństwa, bracia Lisowscy wraz z matką zatrzymali u siebie Józefa. Decyzję o tym podjął starszy brat Witolda, Wiesław. Czas do nadejścia wiosny 1944 roku młody Józef Inwentarz spędził w pokoiku na poddaszu ich domu. Pan Witold wspomina:

„Cała nasza trójka wychodziła do szkoły, a Dudek musiał iść na piętro. Tam były takie dwa pokoiki pod dachem, sypialnie. W jednym zamieszkał Dudek. Miał doskonałe warunki. Jedzenia w bród. Ile mu dusza zapragnęła. Tylko nie mógł łazić. Nie mógł chodzić, bo każdy człowiek, który by usłyszał kroki... „I on miał okienka, takie nieduże były to okienka na tym, w pokoikach, na poddaszu. I on mógł tylko patrzeć na ten swój ukochany Henryków z odległości, nie zbliżać się. (…) A wieczorem, kiedy już wszyscy się schodzili, to żeśmy zamykali dom, zasłanialiśmy okna i Dudek schodził, i było życie rodzinne”. 

W kwietniu 1944 r., nie mogąc dłużej znieść bezczynności w ukryciu, Józef zdecydował się wrócić do pasterstwa na wieś. Po długim namyśle Lisowscy zgodzili się na to, a Witold Lisowski w tajemnicy przed wszystkimi oddał przyjacielowi własną metrykę chrztu.

Wkrótce wybuchło Powstanie Warszawskie. Dom Lisowskich spłonął, a oni sami, cudem uniknąwszy śmierci z rąk Niemców, przedostali się do wsi Wiejce w Kampinosie, gdzie doczekali końca wojny.

Dalsze losy Dudka

Dudek do końca wojny pracował na wsi, ukrywając swoją żydowską tożsamość. Zarówno matka, jak i jego siostra zginęły w hitlerowskich obozach zagłady.

Po wojnie chłopca odnalazła ciotka. „I ona podjęła decyzję, że najlepiej będzie Dudka wytransportować do Izraela” - mówi Witold Lisowski. Dudek wyemigrował do Izraela w 1945 r. Tam przyjął nazwisko Josef Carmeli. Początkowo osiedlił się w kibucu, później ożenił się z Włoszką, Sarą. Przenieśli się do Hajfy. Mieli dwoje dzieci: Jarona i Rachelę.

Spotkanie po latach

Witold Lisowski nie miał kontaktu z Józefem od czasu ich rozstania.

Sytuacja zmieniła się dopiero, kiedy jako dyrektor Muzeum Wojska Polskiego pojechał do Nowego Jorku, by promować odbywającą się w Muzeum Intrepid wielką wystawę polskich militariów. Sprzeciwiając się nieprzychylnemu wizerunkowi Polski i Polaków w amerykańskich mediach, Witold Lisowski przyznał publicznie, że jego rodzina ukrywała Żyda w czasie wojny.

„Ale nie chciałem się tym chwalić”- mówi Witold Lisowski. „Ktoś mnie prosił o coś więcej, powiedziałem, że z uwagi na to, że nie mam kontaktu z uratowanym, brzmiałoby to jak samopochwała. A tego nie chcę. I proszę sobie wyobrazić, że jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, mam informację, że Dudek żyje”.

Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych Witold Lisowski dostał list od Józefa, który zdecydował się na przyjazd do Polski i prosił go o spotkanie. Około 1988 r. Józef przyjechał do rodzinnego kraju i wraz z Witoldem odwiedził wszystkie ważne dla siebie miejsca. Od tamtej pory znowu utrzymywali bliskie, przyjazne kontakty.

W 1996 r. Witold Lisowski na zaproszenie Józefa pojechał do niego, do Izraela. Później Józef ponownie odwiedził Polskę. Myślał nad przeniesieniem się tu na stałe po przejściu na emeryturę. Prosił Witolda o znalezienie odpowiedniej działki pod budowę domu, aby znów, tak jak przed wojną, móc zamieszkać w sąsiedztwie swojego przyjaciela. Wspólne plany pokrzyżowała przedwczesna śmierć Józefa w 1997 r.

W 1994 roku Witold Lisowski i jego nieżyjąca matka, Zofia, otrzymali tytuł i medal Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Pan Witold tak to komentuje:

„Ja zostałem Sprawiedliwym, i moja matka – Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata. Ale czy mój brat, Wiesiek, nie jest bardziej Sprawiedliwym, jak ja? To on powiedział, że gdyby ojciec żył, to Dudek by został. On przekonał Sprawiedliwą! On nie dostał tego medalu, bo już nie żył. Ale to on jest... A cała rodzina? Nasza, czteroosobowa, brała na siebie ten cały obszar śmierci, który nas czekał, prawda? W każdej, w każdej chwili, tam nie było to czy tamto, że można się usprawiedliwić, że można coś powiedzieć na swoją obronę. Nic nie można powiedzieć na swoją obronę”.

Historie pomocy w okolicy

Więcej

Bibliografia

  • Okuniewska Elżbieta, Wywiad z Witoldem Lisowskim, Warszawa 27.04.2009
  • Grynberg Michał, Księga Sprawiedliwych, Warszawa 1993

    Leksykon uwzględnia historie Polaków uhonorowanych tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w latach 19631989. Wykaz haseł poprzedza przedmowa Icchaka Arada oraz Chaima Chefera Sprawiedliwi świata.

  • Gutman Israel red. nacz., Księga Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Ratujący Żydów podczas Holocaustu, Kraków 2009