Rodzina Rychlików

powiększ mapę
Zdjęć: 1

Relacja Heleny Kamińskiej z d. Rychlik

Helena Kamińska z d. Rychlik mieszkała we wsi Biskowice (woj. lwowskie). W ich okolicy mieszkali Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Helena wspomina relacje z żydowskimi sąsiadami znacznie lepiej niż z Ukraińcami. „[Najwięcej] było Polaków. Ale nam dawali w skórę te, Ukraińcy. [...] Polacy się pobili, Ukraińcy się pobili, ale Żydzi już nie. Nie, Żydzi nie. [...] Żeby takie Polacy nie byli, jak oni byli. Oni nikogo nie uderzyli”.

W czasie wojny (latem 1942 roku) jej brat, Józef Rychlik, przyprowadził do domu dziewięcioro Żydów spotkanych w Samborze. Byli to ludzie zamożni i obiecywali wesprzeć rodzinę finansowo w zamian za pomoc. Pani Helena relacjonuje dzień, kiedy zostali przyprowadzeni przez Józefa „I był wieczór, tak ciemno i on przyprowadził i tak za okno i przyprowadził i mama mówi: »Tak nie, bo milicja jak zobaczy, to Ukraińcy nas pozabijają«. I tak szybko do mieszkania i na strychu [...]. Mama dała im zaraz jeść i tego. One biedne zaraz płakali, wszystkie płakali, mówi [brat]: »nie bójcie się, ja was rozdzielę, i na drugi dom, będzie lepiej, ale w nocy«. W nocy ich odprowadziła mama, także nikt nie widział”.

Ponieważ za płotem stał dom odziedziczony przez Rychików po śmierci ciotki Heleny, Żydzi zostali rozdzieleni na dwie grupy. Połowa mieszkała na strychu w domu państwa Rychlików, druga połowa w domku obok. Jak nikogo nie było w domu, Żydzi swobodnie po nim chodzili, gotowali sobie sami posiłki. Po zakupy wysyłali Helenę. „Ja mówię: »Ja nie mam pieniędzy, bo mama mi nie dała, bo sama nie ma«»to ja dam«. Dał pieniędzy, ja pójdę kupię, co trzeba, chleba, bułki, mleko kupię im”. Wieczorami schodzili na dół, żeby się umyć. 

Niestety rodzina Rychików, podobnie jak ukrywani Żydzi nie byli dość ostrożni, żeby nie budzić podejrzeń. „My idziemy w pole, a tu w kominie się pali. A to mówią Ukraińcy »Co, oni poszli w pole, a tu się pali. Co to jest, tu nie ma nikogo«. Kiedyś się na kłódkę zamykało, nie tak jak teraz zamki. On mówi »Tu zamknięte, a się pali«”.

Dniem, który zaważył na wszystkim był mroźny dzień zimy 1943 roku. Syn jednego z ukrywanych Żydów, który wychodził czasem na dwór, spotkał Ukraińca i opowiedział mu gdzie mieszkają. „Ja mówię »Nie chodź, bo Cię zamkną«, [...] A on poszedł przez stajnię. Wrócił i: »Pytają się, gdzie ja mieszkam« [...]. Młody chłopak, może 10-12 lat miał. Taki fajny chłopak, blondyn, ładny. »Po coś mówił, no coś mówił to?«. »A ja nie wiedział«. Potem wszyscy krzyczeli na niego, ale już przepadło”. Mimo to rodziny nie podjęły żadnych kroków, żeby zmienić kryjówkę. Około tygodnia później, w środku nocy przyszedł do nich Ukrainiec razem z odziałem gestapo.

Ojciec Heleny, pan Rychlik, był urzędnikiem w Samborze. W pracy zakolegował się z kilkoma Niemcami. Pani Helena wspomina, jak odwiedzali tatę w ich domu: „Oni lubili wódki, ale Żydzi byli cichutko. Tato dał im jeść, zjedli wypili, zabrali się i poszli Niemcy”. Prawdopodobnie te „koleżeńskie” relacje uratowały ich rodzinę przed natychmiastową śmiercią. Kiedy gestapowcy pojawili się w drzwiach domu, bracia Heleny zdążyli uciec, natomiast ona i jej rodzice zostali aresztowani. „I w nocy nas zabrali, zabrali nas i wywieźli. Naprzód do Sambora, a tam jak nas zbili! Ale nas zbili! Strasznie, ja do dziś chora jestem, nie mogę mówić. [...] Wzięli do Sambora do więzienia. Mama osobno, tato osobno i mnie osobno. Wszystko mnie zdjęli, tylko jedną sukienkę miałam na sobie. Ja zaczęłam płakać, a mój taki jeden Ślązak [...] Niemiec, mówi do mnie, zastukał w okieneczko i mówi: „Nie płacz i nie gadaj nic. Jak się Cię zapytają, kto wziął, to powiedz, że to Ty była, bo was powybijają, bo was zabiją”.

Nie zostali jednak zabici, tylko wywiezieni do obozu na Majdanku. Po drodze, we Lwowie, Helena spotkała po raz ostatni ojca, który zginął w obozie. Ona sama przeszła przez cztery obozy – Majdanek, Graslitz, Genten, Ravensbruck. Wyszła z nich żywa, jednak pobyt odbił się bardzo poważnie na jej zdrowiu, czyniąc z niej osobę na wpół niepełnosprawną ruchowo. Jej matka przeżyła obóz, ale wkrótce po wyjściu zmarła. Dokładne losy Żydów ukrywanych przez rodzinę Rychlików nie są znane, wiadomo jednak, że nikt nie przeżył. 

Z powodu braku relacji bezpośrednich świadków wydarzeń, rodzina Rychlików nie została uhonorowana tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Więcej

Bibliografia

  • Kamiński Łukasz, Wywiad z Heleną Kamińską, Lubań Śląski 8.02.2010