Rodzina Grzelaków

powiększ mapę

„Nasz dom stał się jego królestwem” - historia rodziny Grzelaków

W pierwszych latach okupacji niemieckiej Stanisław i Cecylia Grzelakowie oraz ich dzieci – Czesława, Rajmund i Władysław – mieszkali w Warszawie przy ul. Gostyńskiej 43. Wraz z rozpoczęciem wojny Stanisław stracił pracę w filii Państwowych Zakładów Inżynierii w Modlinie, lecz wkrótce nowe zajęcie znalazł w Tramwajach Warszawskich. Jego żona haftowała i sprzedawała swoje wyroby w sąsiedztwie, a córka pracowała w gmachu Poczty Głównej przy placu Napoleona.

Gdy w 1941 r. brat Stanisława zachorował na gruźlicę, Grzelakowie przeznaczyli na jego leczenie wszystkie posiadane środki. Sprzedali majątek przy Gostyńskiej i przenieśli się do podwarszawskiego Międzylesia do niewykończonego drewnianego domu przy ul. Malinowej 3 (dziś ul. Włodzicka).

„W Międzylesiu moje rodzeństwo bardzo często spotykało się z rówieśnikami. Przede wszystkim siostra zawierała wiele nowych znajomości” – wspomina Rajmund Grzelak, najmłodszy w rodzinie. Wśród nowopoznanych byli także Żydzi, którzy gościli w ich domu.

Jedną ze znajomych Grzelaków była Janina Czajkowska. Kobieta uciekła z getta warszawskiego i ukrywała się pod fałszywym nazwiskiem z wnukiem Andrzejem – wcześniej Robertem Krauthammerem. Matka chłopca została w getcie, w mieszkaniu przy ul. Przejazd. W 1942 r. Janina poprosiła Grzelaków o opiekę nad siedmioletnim wnukiem.

Grzelakowie przyjęli chłopca, a Janina wynajęła mieszkanie przy pobliskiej stacji kolejowej, aby być blisko wnuka.

„Andrzej wyglądał na Żyda. Był czarny, kędzierzawy. Nawet próbowali zniwelować ślady obrzezania, ale dziecko tylko cierpiało z tego powodu” – wspomina Rajmund. „To był uroczy chłopiec. Moja mama była dla niego ukochaną ciocią. Bardzo troszczyła się o niego, aż byłem zazdrosny!”.

Andrzej zamieszkał w spiżarce. W razie zagrożenia mógł ukryć się w piwnicy.

„Nie mógł biegać, śpiewać, przebywać z nami na podwórku, bo był rozpoznawalny. To sprawiało mu dużą przykrość, ale jakie było inne wyjście? Nie mogliśmy postąpić inaczej, bo jego i nasze życie byłoby z pewnością krótsze” – dodaje Rajmund. „Bawił się w domu. Był niezwykle inteligentny, biegle czytał. Wymyślił sobie język bengalski i zapisywał nowe słowa na marginesach książek z serii »Doktor Dolittle«, bo nie mieliśmy nawet papieru. Nasz dom stał się jego królestwem”.

Przez dwa lata Grzelakowie pomagali także zaprzyjaźnionej rodzinie żydowskiej. Co kilka tygodni Henryk (lekarz), jego żona Stanisława i syn Jurek spędzali u Grzelaków kilka dni, przeważnie wtedy, gdy Andrzej, ze względów bezpieczeństwa, zmieniał miejsce pobytu.

Pewnego dnia Niemcy zorganizowali w Międzylesiu obławę. Rajmund dobrze to pamięta: „W domu była pani Stasia z Jurkiem, zbliżał się wieczór. Rodzice kazali mi wziąć Jureczka za rękę i pójść do domu mojego kolegi, aby przeczekać chwile zagrożenia. Dzisiaj wiem, że w ten sposób narażałem także swojego kolegę. Na szczęście nigdy nie musiałem się przed nim tłumaczyć”.

Podczas okupacji Rajmund Grzelak chodził na tajne komplety do szkoły w Międzylesiu. Od początku zaangażował się w działalność Szarych Szeregów pod pseudonimem „Piast”. Pomagał także rodzicom w dostarczaniu fałszywych metryk chrztu dla Żydów.

„Rodzice otrzymywali za to od 20 do 50 złotych. Dawali mi bilet i wysyłali pociągiem za Warkę, do Dobieszyna pod Radomiem, a także kolejką do Mogielnicy. Przy okazji odwiedzałem rodzinę, więc najadłem się chleba ze smalcem i masłem. Pamiętam, że raz przywiozłem metrykę dziecka z rodziny ojca, które zmarło podczas porodu. Te nazwiska pewnie gdzieś figurują, ci ludzie mają nową tożsamość, może Grzelak... To nie było ważne. Byle by ratować życie”.

Żydzi ukrywali się u Grzelaków do lata 1944 r., kiedy w okolicy zrobiło się niebezpiecznie. Armia Czerwona rozpoczęła wtedy naloty na Warszawę, wiele bomb spadło na domy w pobliżu kolei otwockiej. Mieszkańcy okolicznych miejscowości zaczęli uciekać. Także Grzelakowie opuścili swój dom i przenieśli się do Józefowa. Mieszkali tam do końca wojny, u syna Władysława i jego żony Ireny.

W wyniku działań wojennych dom w Międzylesiu został całkowicie zniszczony. Rodzina straciła także działkę, którą zajął poprzedni właściciel. W 1945 r. Rajmund rozpoczął naukę w Państwowym Liceum Chemiczno-Ceramicznym przy ul. Hożej 88 w Warszawie. Pewnego dnia, gdy wracał ze szkoły, w okolicach kościoła św. Barbary spotkał znajomą rodzinę – Henryka, Stanisławę i Jurka. Chociaż rozpoznali Rajmunda, nie chcieli z nim rozmawiać.

Do innego spotkania doszło w 1954 roku. Podczas wakacji w Orłowie Rajmund Grzelak nieoczekiwanie natknął się na Janinę Czajkowską. Kobieta serdecznie przywitała dawnego znajomego i zaproponowała, by zobaczyli się następnego dnia. Na spotkanie miał przyjść także Andrzej, który – wówczas jako młody pianista – przygotowywał się do V Konkursu Chopinowskiego. Andrzej odmówił jednak spotkania.

Czajkowski szybko został doceniony przez krytyków, a po wyjeździe z Polski w 1956 roku zdobył sławę za granicą. Zmarł przedwcześnie w 1982 roku. Kilka lat później stał się bohaterem opowiadania Hanny Krall „Hamlet”. Autorka opisała w nim traumę dziecka ocalonego z Zagłady, które nie chce wspominać wydarzeń sprzed lat.

Wyrazy podziękowania dla Adama Ciećwierza ze Stowarzyszenia „Sąsiedzi dla Wesołej”, za pomoc w ustaleniu współczesnego adresu dawnego domu rodziny Grzelaków w Międzylesiu.

Historie pomocy w okolicy

Bibliografia

  • Mateusz Szczepaniak, Wywiad z Rajmundem Grzelakiem, Warszawa 9.12.2016
  • Mateusz Szczepaniak, Wywiad z Rajmundem Grzelakiem, Warszawa 9.02.2016
  • Krall Hanna, Dowody na istnienie, Poznań 1995