Wieś Brzózka, kilkanaście kilometrów od Treblinki. „Jak cicho było, wiatr z tamtej strony, to w okolicy wrzask, pisk słychać było, skamlanie ludzi: »Ratunku, ratunku, ratunku!« – krzyczeli” – wspomina lata wojny Tadeusz Karczmarczyk. Jegorodzina uratowała kilkoro Żydów.
Ewa i Tomasz Karczmarczykowie gospodarowali na dziewięciu morgach. Mieli piątkę dzieci – Tadeusza, Stefana, Bolesława, Halinę i Stefanię. Ale nie biedowali. „U kogo był przednówek, to był, u nas nie było.” – mówi Tadeusz.
W czasie wojny rodzina rozrosła się im jeszcze bardziej. Między latem 1941 r. a latem 1942r. mieszkali u nich Wróblewiczowie, Szczupakiewiczowie i tzw. „Majorowie”. Żydzi, którzy po IV rozbiorze Polski w 1939 r. uciekli przez nową granicę do sowieckiej strefy okupacyjnej, a po ataku Hitlera na ZSRR błąkali się po terenach kontrolowanych wyłącznie przez Niemców.
Według Tadeusza zostali skierowani do Brzózki przez urząd gminy w Stoczku. Wspólne mieszkanie zbliżyło gospodarzy i żydowskich lokatorów. Gdy Niemcy rozpoczęli planową eksterminację Żydów, Karczmarczykowie zaproponowali pomoc. Nie wszyscy z niej skorzystali.
Czteroosobowa rodzina “Majorów” uwierzyła w niemieckie obietnice i przeniosła się do getta w Kosowie, które wkrótce zlikwidowano.
Wróblewiczom i Szczupakiewiczom Tadeusz z braćmi przygotowywali kryjówki. „W domu, w małym pokoju pod podłogą; w kopcu, gdzie przechowuje się kartofle i gdzie szczury skakali po mojej głowie; w szopie, gdzie przechowywali drewno na zimę: w stodole pod sianem; a jeszcze jedna była na strychu” wyliczyła je w relacji dla Yad Vashem ocalała Aida Wróblewicz (dziś Midzińska).
Z kryjówek korzystała wraz z ojcem Icchakiem, siostrą Chają, jej mężem Moszem Szczupakiewiczem oraz dwójką ich dzieci – Srulkiem (Izraelem), Joskiem (Józefem) i Chawą (kuzynem).
Na szczęście przeważnie mieli „dobry wygląd”, nie musieli więc wciąż się ukrywać. Zaradny Tadeusz załatwił Chawie i Joskowi pracę u zaprzyjaźnionych gospodarzy we wsi Wilczogęby nad Bugiem. Byli teraz Hanką i Józkiem.
„A co pojechałem do Wilczogąb, to sołtys powiada: » Tadek, co to jest za dziewucha bez dokumentów u Wycecha Zygmunta? A u Kowalczyków jest chłopak, tyż bez dokumentów i znów się opiera o ciebie, żeś ty go tam posłał.«” – wspomina Tadeusz. I dodaje: „To ja mówiłem: »Dokumenta byli, ale wieś się spaliła. Po mału je na nowo wyrobimy«. I tak odciągałem, odciągałem, aż Ruski przyszli i dokumenta nie były potrzebne”.
Tadeusz załatwił dokumenty Aidzie (zwanej Idką lub Irką) i to w sytuacji, gdy najmniej powinien o nich myśleć. Trafił do obozu etapowego w Warszawie, skąd miał zostać wysłany na roboty do Niemiec. Dzięki matce udało mu się uniknąć wywózki, zdążył jednak poprosić pewną dziewczynę o ausweis. W domu przykleił do niego zdjęcie Aidy dzięki czemu w miarę swobodnie mogła się poruszać po okolicy. Kilka razy udało jej się przejść kontrolę ją nawet niemiecki patrol.
Nie wszyscy mieli takie szczęście. Jej ojciec Icchak nie przeżył wojny, zginął w nieznanych okolicznościach, podobnie szwagier Mosze Szczupakiewicz – złapany wraz z najmłodszym synkiem Srulkiem.
W gospodarstwie Karczmarczyków pozostały siostry Aida i Chaja. Pomagały przy żniwach i wykopkach, zarabiały robiąc na swetry drutach. Ale i one otarły się o śmierć.
W okolicy ukrywał się Chaim – prawdopodobnie krawiec z Kalisza, prawdopodobnie uciekinier z transportu do Treblinki. Nocował w lasach i gospodarstwach – szył w zamian za pomoc. Korzystał też z kryjówek Karczmarczyków.
Słysząc nadciągający front postanowił wrócić w rodzinne strony. Uznał, że Niemcy mają już co innego na głowie niż tropienie Żydów. Mylił się. Zadenuncjowany na stacji w Sadownem został zatrzymany przez żołnierzy. Torturowany, przed śmiercią ujawnił, gdzie ukrywał się w Brzózce i z kim.
Aidę, Chaję i Karczmarczyków uratował sołtys. Prowadząc Niemców – zachowywał głośno się. Żydówki zdążyły wskoczyć pod podłogę, a Ewa Karczmarczyk zasłonić kufrem wejście do kryjówki.
We wsi nie tylko sołtys się domyślał, co u Karczmarczyków się dzieje. “Karczmarcycko, co robicie?!” – pytali sąsiedzi Ewę. A ona tylko spuszczała oczy i szła dalej. Nikt jednak nie doniósł, nie zdradził.
Koniec wojny nie zakończył tragedii.
Aida, Chaja oraz jej dzieci Chawa i Josek wrócili do Małkini, gdzie mieszkali przed wojną, Chawa związała się tam z sowieckim lotnikiem, z którym wyjechała w nieznane. Prawdopodobnie ostatecznie wylądowała w Brazylii.
Aida i Chaja przeniosły się do Ostrowii Mazowieckiej. Druga z nich współpracowała z grupą Żydów handlującą płodami rolnymi i zwierzętami rzeźnymi. Musiała narazić się konkurentom na jarmarkach, gdyż została zastrzelona w 1946 r. Rok później jej syn Josek umarł na cukrzycę.
Aida wraz z poznanym we Wrocławiu mężem – Mosze Medjinskym – wyjechała do Izraela, cały czas korespondując z Karczmarczykami. W latach 90. zaczęli dostawać listy od Mordechaja (Izraela) Szczupakiewicza, środkowego syna Chaji. Przeżył. Ktoś go przechował jako przybranego syna w okolicach Stoczka. Mordechaj pojechał do Izraela i służył w izraelskiej armii. Później ożenił się z Miriam, z którą miał dwóch synów (Moszego i Jehudę) oraz córkę – Hayę.
W latach 80. Mordechaj opuścił Izrael i pojechał do Stanów Zjednoczonych, mieszka w północnej Filadelfii.





