Antoni i Bronisława Grzelakowie mieszkali podczas II wojny światowej w Warszawie. W 1942 r. zaopiekowali się dwuletnim Waldemarem Żelazo, synem Noacha (ur. 1907) i Dwojry (Danuty, ur. 1908), którzy przebywali w getcie warszawskim. Chłopiec ukrywał się w domu Grzelaków przez kilka miesięcy.
Grzelakowie, po ślubie, który odbył się w 1942 r., zamieszkali w Warszawie. Antoni, z wykształcenia pilot i mechanik, podjął pracę w fabryce obuwia przy ul. Chłodnej 45. W firmie tej zatrudnieni byli też Żydzi, których codziennie przyprowadzano z getta. Jednym z nich był Noach (Władysław) Żelazo, z którym Grzelak się zaprzyjaźnił. Wychodząc do przymusowej pracy, Noach każdego dnia zostawiał w getcie najbliższą rodzinę – żonę Danutę i synka, dwuletniego Waldemara. Jeszcze przed rozpoczęciem tzw. wielkiej akcji likwidacyjnej, czyli deportacji Żydów z getta warszawskiego do ośrodka zagłady w Treblince, Noach postanowił ratować syna. W kwietniu 1942 r. wyprowadził go za mury getta, zabrał na teren fabryki i ukrył w piwnicy. Chłopiec był jednym z trojga dzieci, które tam ukryto.
Ani Noach, ani Danuta nie mieli kontaktów po tzw. aryjskiej stronie, więc możliwości ulokowania gdzieś dziecka były bardzo ograniczone. „Rodzice zrozpaczeni, nie mogąc na razie znaleźć dla niego bezpiecznego miejsca, już chcieli małego Waldemara pozostawić z kartką na ulicy, ale to już była ostateczność”, wspominała Bronisława Grzelak. Dowiedziawszy się o losach chłopca, Grzelakowie zaproponowali, że zabiorą go do siebie, na Szczęśliwicką 42, i zaopiekują nim do czasu znalezienia innego schronienia. „Chłopiec jak gdyby rozumiał, że musi rozstać się z Rodzicami. Był spokojny i grzeczny”.
Pomoc rodziny Grzelaków
Dom Grzelaków nie był bezpieczną kryjówką, dlatego Waldemar nie mógł zostać tam długo. Bronisława ps. „Ewa” pracowała jako łączniczka w Biurze Prezydialnym Delegata Rządu RP na Kraj w Departamencie Łączności. W domu trzymano konspiracyjne dokumenty i ulotki, przychodziło wiele osób, w tym także inni Żydzi szukający wsparcia. Gdyby doszło do dekonspiracji, życie chłopca byłoby zagrożone. Dorota Żelazo wspominała:
Okres udzielania pomocy naszemu maleńkiemu synkowi był względnie krótki, od kwietnia do czerwca 1942 r., była to jednak pierwsza wyciągnięta przyjazna dłoń w okresie tej strasznej, okrutnej machiny zagłady. Czyn tych dwojga szlachetnych ludzi, których przedtem nie znałam, ocalił nasze dziecko od niechybnej śmierci.
Waldemar Żelazo przebywał pod troskliwą opieką Grzelaków przez kilka tygodni, a następnie ojciec zabrał go do przygotowanej w tym czasie kryjówki. Do dziecka dołączyła jego matka. Cała trójka przetrwała do końca wojny. Grzelakowie pozostali z nimi w kontakcie w trakcie okupacji i po jej zakończeniu.
26 listopada 1995 r. Instytut Yad Vashem w Jerozolimie uhonorował Antoniego i Bronisławę Grzelaków tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.





