Podczas okupacji niemieckiej rodzina Zientalów mieszkała we Włodzimierzu Wołyńskim (dziś w Ukrainie). Od 1942 r. udzielali pomocy wielu Żydom, m.in. Keitelmanom, Lewitom, Peklerom i Szragom, którzy wydostali się z miejscowego getta. Grupę dwunastu osób ukrywali w piwnicy swojego domu przez dwa lata. W tym czasie nacjonaliści z Ukraińskiej Powstańczej Armii dokonywali w okolicy zbrodni.
„Mieliśmy w mieście dużo przyjaciół Żydów. Moja córka Stasia miała sklep, Żydzi często u niej kupowali i znali nas dobrze. Na herbatę często zapraszali”, wspominała Bronisława Ziental w relacji złożonej w 1962 r. w Izraelu.
Losy Zientalów przed wojną oraz podczas okupacji radzieckiej (1939–1941) i niemieckiej (1941–1944)
Przed rozpoczęciem wojny Stanisław Ziental pracował w cukrowni, jego żona Bronisława z domu Krawentkowska była krawcową. Wybudowali dom na rogu ulic Centralnej i Wiejskiej, a na jego tyłach mieli duży ogród. W 1939 r., po wejściu Armii Czerwonej i zajęciu wschodnich województw II Rzeczyspospolitej, Zientalowie zmuszeni zostali do opuszczenia domu. Odzyskali go po zajęciu miasta przez Niemców w 1941 roku.
Jedna z córek Zientalów, Irena, pracowała jako pielęgniarka w szpitalu zakaźnym przy ulicy Lotniczej. Dzięki niej rodzina znała wielu żydowskich lekarzy.
„Gdy rozpoczęły się akcje, przyszedł dr Keitelman z żoną do mojej córki Zosi, której mąż był zawiadowcą stacji i prosił, żeby ich przechowała. Córka była w kłopocie, bo nie miała miejsca, gdzie ich mogła ukryć. Ale odmówić ludziom w takiej potrzebie nie mogliśmy. Więc mój mąż, który był obecny przy tym, powiada: »Nie ma innej rady, tylko trzeba ich zaprowadzić do nas, na działki«”.
Pan Stanisław miał na myśli przydomowy ogród. Mimo złego stanu zdrowia (chorował na raka) wybudował połączenie między ogrodem a piwnicą:
„Wybił w spiżarni wejście do piwnicy i zamaskował je płytą. Zamurował drzwi prowadzące z dużej piwnicy, do której wchodziło się z ogrodu, do małej – ona to służyła za schowek”.
Tydzień później do Keitelmanów ukrywających się w ogrodzie Zientalów, dołączył dr Bernard Torbeczko:
„Dr Torbeczkę spotkała moja córka Irena, gdy szedł do szpitala, w którym razem pracowali. »Dokąd pan idzie – zapytała córka – przecież o czwartej godzinie zamykają getto. Trzeba się ratować«. Dr Torbeczko zawiązał chustką twarz, aby go po drodze nie poznali i wsiedli na rower”.
Kryjówka w piwnicy. Pomoc rodziny Zientalów dla Żydów podczas Zagłady
Jesienią 1942 r. Niemcy rozpoczęli deportację Żydów z miejscowego getta do ośrodka zagłady. Wówczas kolejne trzy osoby znalazły schronienie w piwnicy Zientalów. Lewitowie, wspierani przez Irenę (nosiła im chleb, słoninę), ukrywali się w budynku administracyjnym szpitala.
„Po paru dniach zaczęły się różne osoby domyślać, że na górce w budynku administracyjnym ukryci są Żydzi. Ich sytuacja stawała się niebezpieczna. Sekretarka Ukrainka powiedziała mojej córce: »Oni muszą stąd odejść, bo ich nie uratujemy, a same się zgubimy«”.
Kilka kolejnych miesięcy ukrywali się na wsi u Ukraińców.
„[…] do tej Ukrainki ukrywającej Żydów, przyszli banderowcy: »Ty tu masz Żydów« – powiedzieli jej. Przestraszyła się, ale nadrabiała miną, i powiada: »No, to jak ja mam Żydów, to możecie nawet chałupę podpalić, uciekną wtedy jak szczury«”.
Nocą gospodarze i ukrywający się uciekli. Chłopi poszli do krewnych, Żydzi zostali na polu.
„Lewitowa zebrała się na odwagę – a zresztą i tak nic innego jej nie pozostawało, i chyłkiem, bocznymi drogami dostała się do szpitala. Zastała Irkę. Zaczęła ją prosić, żeby ich ratować, że siedzą na polu i już tylko śmierci oczekują. Irka zaraz do mnie przyleciała. »Mamo, Lewitowie i Grinbergowie na polu siedzą«. »Jak ich już siedzi u nas troje – powiedziałam jej na to – to niech i oni przyjdą«”.
Irena przeprowadzała każdego osobno. W pierwszej kolejności Lewitową, resztę nocą.
„Wszędzie krążyły patrole niemieckie i ukraińskie i śmierć na każdym kroku czyhała […]. Całą noc Irka chodziła tam i z powrotem, przyprowadzając ich po kolei, bo od razu z całą grupą iść było niebezpiecznie. Tymczasem Grinberg gdzieś się zawieruszył i Irka chodziła go szukać, aż odnalazła”.
Do siódemki wkrótce dołączyli Szragowie oraz Peklerowie, którzy stracili wcześniejsze kryjówki. W dwunastoosobowej grupie najmłodsza była szesnastoletnia córka Szragi, pozostali byli dorośli.
„[…] młodzi lekarze z żonami, jeszcze na »dorobku« i nie rozporządzający jeszcze żadnymi funduszami”, zanotowała pani A. Raaba, która przeprowadziła wywiad z panią Ziental po wojnie. „Pomagały więc – jak opowiada świadek – zamężne córki, pomagała pracująca w szpitalu córka Irena (obecnie p. Jakira, zamieszkała w Hajfie). Tylko Szragowie i Peklerowie, jako kupcy z zawodu, mieli trochę pieniędzy”.
Zamknięcie i bycie skazanym na przebywanie w jednym pomieszczeniu z kilkunastoma innymi osobami rodziło napięcie między ukrywającymi się.
„[…] dochodziło nawet do gorszących i szpetnych scen, jak np. w wypadku – opowiedzianym mi również przez p. Irenę – gdy lekarz, którego nazwiska nie chciała wymienić, odmówił pomocy lekarskiej cierpiącej na czyraki 16-letniej córce Szragi, bo ten ostatni nie kwapił się z zapłatą za tę pomoc”.
Strach przed sąsiadami. Warunki życia ukrywających się Żydów w piwnicy Zientalów
Zientalowie bali się sąsiadów, Niemców i Ukraińców. Za dnia Bronisława zabierała ukrywających się do domu. Zaciągali zasłonami okna. Noce spędzali w piwnicy.
„[…] ile się przy nich nadźwigałam jedzenia i nagotowałam kotłów. I to wciąż pod strachem Bożym, żeby z sąsiadów kto nie zauważył, że tyle piekę chleba i gotuję. […] Razu pewnego, nie zdążyłam kubła wylać, a tu na podwórze zajeżdżają Niemcy. Drżałam, żeby kubła nie zobaczyli, bo zaraz byliby się domyślili, że ukrywam Żydów. Zamknęłam szybko drzwi, a tu oni już się dobijają. Wylałam na głowę zimną wodę i idę już otwierać, tłumacząc im, że musieli chwilkę zaczekać, bo musiałam osuszyć głowę, którą właśnie myłam. […] Razu pewnego przyszli Ukraińcy do naszej piwnicy. Nie do tej małej, w której byli ukryci Żydzi, bo ta miała wejście zamaskowane, ale do dużej. Ryli tam jamy, szukali jakichś majątków. Schowani w małej piwnicy Żydzi siedzieli z zatajonym oddechem. W końcu Ukraińcy poszli”.
Pani Bronisława pomagała też jak mogła tym, którzy pozostali w getcie.
„[…] ja szłam koło getta, a oni krzyczą z daleka: »Pani Zientalowa!« i na migi pokazują, żeby im, na Boga, trochę jedzenia przez druty przerzucić. Więc wracam do domu, nasypuję trochę mąki, cukru do woreczka i idę znowu pod druty. Tam stoi Kamm, znam go dobrze, przed wojną miał sklep, a teraz jak nędzarz. Bałam się podrzucić woreczek, żeby milicjant nie zobaczył. Więc zrobiła to Sonia Kowalska, która handlowała z ludźmi z getta. Innym razem córka nakładła mi chleba, pomidorów, jabłek, to podrzuciłam to faktorowi Kacowi”.
Zientalowie pomagali Żydom w swojej piwnicy przez dwa lata. W 1944 r. rodzina wywieziona została przez Niemców do Lubiczyna k. Lublina.
„Do naszego domu sprowadził się chłop, Ukrainiec, nazwiska jego nie pamiętam, wiem tylko, że na imię mu było Franciszek”, zapisała Bronisława. „Jemu przekazałam ukrytych u mnie Żydów i prosiłam, żeby się nimi opiekował”.
Wszyscy przetrwali do końca wojny.
Losy ratujących i kontakt z ocalałymi po wojnie
Pan Stanisław wkrótce po wojnie zmarł. Bronisława Ziental zamieszkała w Łodzi z córką, która poślubiła ocalałego podczas Zagłady, dr. Jakirę. Następnie wszyscy wyjechali do Austrii, gdzie przebywali w obozie dla przesiedlonych w Linzu. W 1949 r. osiedlili się w Izraelu.
Jedynie rodziny Lewitów i Keitelów utrzymały z nią kontakt. „Reszta nie pisze. Są daleko, nie odzywają się”, zapisała Bronisława. Pani Raaba opatrzyła złożoną przez nią relację smutnym komentarzem:
„Ludzie nie zachowali p. Z.[ientalowej] we wdzięcznej pamięci. […] podobno żyją w doskonałych warunkach materialnych, dorobili się majątków, ale o p. Z. zapomnieli. […] należy nadmienić, że o żalu swym do swych dawnych podopiecznych p. Z. mówi z dużą powściągliwością”.
26 listopada 1968 r., decyzją Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie, Bronisława Ziental i jej córka Irena Jakira zostały uhonorowane tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.





