Kroszowiec – w II Rzeczpospolitej wieś w województwie wołyńskim. Mieszkańcy – przeważnie Ukraińcy. Polacy – tylko trzy rodziny. Wśród nich Ostrowscy. Teofila (wdowa od końca lat 20.) pracuje na gospodarstwie wraz z synami - Recesem i Janem.
Prawie połowa mieszkańców pobliskiego Łucka to Żydzi. „Synagogi były niezliczone. W piątek wielkie mycie garnków nad Styrem, bo w sobotę już nie wolno było” – wspomina pani Maria, od 1942 roku żona Jana.
W łuckim gimnazjum miała żydowskie koleżanki. W Kroszowcu jej przyszła teściowa przestrzegała ukraińskich świąt. W okolicy były też osady czeskie i niemieckie.
Wojna ten wielokulturowy świat zniszczyła. Po wejściu Niemców w czerwcu 1941 roku – znany z innych miejsc, straszny rytuał. W Łucku powstaje getto, zaczynają się w wywózki i egzekucje. „Wielkiej odwagi dostali też przywódcy UPA. Styrem zaczęły płynąć zwłoki – rozebrani Żydzi z wyciętymi swastykami… krzyżami. Polacy też płynęli.”
Niektórym Żydom udaje się uciec. Szukają schronienia.
W sierpniową noc 1942 roku do Ostrowskich przyszli: Ludwik Fikowski z żoną Zofią i jej siostrą Lizą Zlotak (lub Złotak). „Nie odmówiliśmy” – opowiada pani Maria. Jej teściowa Fikowskich znała. „Przed wojną nie było elewatorów, więc Żydzi jeździli i skupywali zboże. Ich ojciec był właśnie takim kupcem zbożowym”.
Ostrowscy ukryli uciekinierów w stodole. We wrześniu 1942 roku przyszli do nich kolejni: Jan (lekarz z Łucka) i Chana Kaszkietowie z około 3-letnim synem Jurkiem. „Wcześniej byli u kogoś innego, ale zostali stamtąd wypędzeni”.
Tej rodziny Ostrowscy nie znali, ale też ją przyjęli. Zrobili Kaszkietom kryjówkę na strychu domu – koło komina było cieplej. Gdy przychodzili goście podnosili głos – ostrzegali Żydów głośną rozmową. Gdy było spokojnie – przeważnie w nocy – Kaszkietowie schodzili „na chwilkę” do mieszkania.
Nie zawsze tych reguł przestrzegano. Bawiącego się na podwórku małego Jurka zobaczyli sąsiedzi. Zrobiło się groźnie. Teofila tłumaczyła sąsiadom, że to dziecko jej córki – z innej miejscowości.
Kaszkietowie byli krótko, kilka miesięcy. Nie wiadomo dlaczego zmienili kryjówkę. Kosztowało ich to życie. „Banderowcy wzięli Kaszkieta, aby zoperował ich ciężko rannego przywódcę. Doktor w prymitywnych warunkach to zrobił – uratował go. Potem dotarła do nas wieść, że wraz z żoną i dzieckiem został zamordowany.” – powtarza okupacyjne opowieści pani Maria.
Przez gospodarstwo Ostrowskich przewinęli się kolejni uciekinierzy. We wrześniu 1942 r. mieszkali u nich Natan i Cipa Rozenfeldowie z 5-letnią córką Manią. „Siedzieli 2-3 doby i poszli. Byli przelotowo po prostu.” – wspomina Maria Ostrowska, która nie zna ich dalszych losów. Nie pamięta też nazwiska mężczyzny, który ukrywał się u nich „przez jakiś czas”, a potem dołączył do partyzantów.
W 1943 roku w Kroszowcu było już bardzo niebezpiecznie. Trwały czystki etniczne. Pani Maria: „Do dziś mam przed oczyma obraz koszmarnych nocy, łun, pożarów, rozterek, gdzie się ukryć i ciągłej niepewności, czy będzie nam dane przeżyć jeszcze jeden dzionek”.
Jedna z grup banderowców wyruszała na akcje z pobliskiego gospodarstwa.
Maria: „17 czerwca wspólnie z teściową podjęłyśmy decyzję o ucieczce do Łucka, do siostry męża. Wraz z nami uciekła trójka Żydów – państwo Fikowscy z siostrą [Lizą]”.
W Kroszowcu został mąż Marii z Recesem. Mieli pilnować dobytku. „Ale już następnego dnia Jan ratował się przed śmiercią z rąk Ukraińców ucieczką wpław rzeką w samych spodenkach”. Jego brat został zamordowany.
W lutym 1944 roku wkraczają Rosjanie. Zaczyna się wędrówka ludów. Jana Ostrowskiego wcielono do 2. Armii Wojska Polskiego. Był ciężko ranny. Odnalazł żonę dopiero w 1949 roku na tzw. Ziemiach Odzyskanych.
Mieszkali m.in. w Wałczu i Trzebiatowie. W 1956 roku przenieśli się na stałe do Szczecina. Tam dołączyła do nich matka Jana – Teofila, która wcześniej była z córką na Dolnym Śląsku.
Fikowscy i Liza też wyjechali na zachód, do nowej Polski. Po pogromie kieleckim przenieśli się do Niemiec, do Hamburga. Potem – już na stałe – do Izraela. „Obywatel Ostrowski Jan – napisali Fikowscy – z narażeniem swojego życia oraz swej rodziny ukrywał nas, żywił, utrzymywał bezinteresownie, za co jesteśmy mu ogromnie wdzięczni”.
Po wojnie ze sobą korespondowali – wysyłali raczej pocztówki, niż listy. Były też pozdrowienia przez znajomych i wysłana z Polski do Izraela paczka z lnianym obrusem i serwetkami.
„Ludwik Fikowski długo nie żył, dostał zawału i zmarł”. Liza Zlotak zamieszkała w Baltimore, w USA.
Kroszowiec jest dziś w obwodzie wołyńskim Zachodniej Ukrainy.





